Wielkie zwycięstwo, kawaleria, kawa i rogaliki
    historyczne ciekawostki40 · Jan III Sobieski1 · Wiedeń3 · XVII wiek2
2011-09-14
Jeśli chodzi o zapomniane rocznice to 12 września jest chyba w czołówce naszych wielkich nieświętowanych sukcesów. Najważniejsze polskie media przez cały dzień nawet się nie zająknęły na ten temat. Wrzesień przytłaczają tragedie: 1 września 1939, 11 września 2001, 17 września 1939 – wojny, klęski i katastrofy. Zapominamy o 12 września 1683 roku, szarży polskiej husarii, o której mówił cały świat i wielonarodowej armii dowodzonej przez króla Jana III Sobieskiego. Wyzwolenie Wiednia, „Lew Lechistanu” w akcji i owoce tego zwycięstwa, o których nie mamy pojęcia.

O bitwie pod Wiedniem napisano i powiedziano już bardzo wiele. Powodem do zasłużonej dumy jest dla nas zwłaszcza szarża, jakiej świat nie widział. Ponad 20 tysięcy kawalerzystów na czele z polską husarią i pancernymi. W pierwszym szeregu, pośród skrzydlatej elity ówczesnej jazdy, prowadził szarżę sam król Jan III Sobieski. Wbrew licznym obrazom, nie nosił wówczas husarskiej zbroi, lecz w prosty, granatowy kontusz. Uczynił tak ze względu na pogodę, jak i dla wygody. Polski władca miał wówczas 54 lata i tuszę tak znaczną, że jak odnotowali kronikarze, woził ze sobą taboret do zsiadania z konia. Mimo to, sprawnie poczynał sobie na polu bitwy. Przeciw jego siłom wezyr Kara Mustafa rzucił ¾ swych wojsk i został ze szczętem rozgromiony. Wszystko zgodnie z planem, jaki kilka dni wcześniej Sobieski nakreślił na zamku Stettelsdorf.

Zasługi i niesnaski

Plan bitwy stworzył i nad jej przebiegiem czuwał polski król Jan III Sobieski. Władca, zwany przez Osmanów „Lwem Lechistanu”, którego doświadczenie w walce z Turkami było tak ogromne, że sam cesarz Leopold I pisał do niego w czasie marszu pod Wiedeń. - Nie tyle oczekujemy wojsk Waszej Królewskij Mości, ile osoby waszej, pewni, że osoba wasza królewska na czele naszych wojsk i imię wasze, tak groźne dla wspólnych nieprzyjaciół, same zapewnią mu klęskę. - Jak to jednak zwykle bywa, sława i laur zwycięzcy stały się zarzewiem sporu. Gdy tylko rozbite przez Sobieskiego siły tureckie przestały zagrażać stolicy, Cesarzowi doświadczony i sławny sojusznik stał się bardzo niewygodny. Im sława Jana III Sobieskiego stawała się większa, za sprawą krążących po Europie wieści, tym mniej przychylny był mu austriacki władca i arystokracja.

Już w dzień po bitwie niemieccy dowódcy wymówili się od towarzyszenia królowi polskiemu we wjeździe do oblężonego miasta. Mimo to wiedeńczycy wiedzieli doskonale, komu zawdzięczają ocalenie. Jana III Sobieskiego był witany przez tłumy, a mieszkańcy składali mu hołdy i całowali stopy. Jednocześnie dziwili się widokowi polskiego władcy i jego wojska. Sobieski wyglądał majestatycznie w sarmackim, bogatym, a dla Austriaków bardzo egzotycznym stroju, z twarzą ozdobioną sumiastym wąsem. Towarzyszyli mu odziani w najdroższe materie oraz skóry, zdobni skrzydłami i proporcami Husarze, przypominający tureckich sipahów Pancerni i osobista straż umundurowana na janczarską modłę. Wszyscy jednak przyjmowani byli w stolicy Austrii serdecznie. Jakże kontrastowało to z wkroczeniem do miasta cesarza Leopolda I, którego nie tylko nie witały tłumy, lecz ostentacyjnie zamykano okiennice na jego widok. Nic dziwnego, że władca austriacki miał problem z okazaniem wdzięczności swemu wybawcy.

Władcy, szpieg i kawa

Pomnik Kulczyckiego w stroju, w jakim podawał kawę, umieszczony na rogu budynku przy Kolschitzkygasse w Wiedniu. Źródło:Wikipedia.org

W odróżnieniu od Cesarza, Jan III Sobieski nie pozostawiał zasług bez nagrody. Jak każdy doświadczony strateg po dziś dzień, znał on wagę właściwego wywiadu i komunikacji. Dlatego wyjątkowo nagrodził Jerzego Franciszka Kulczyckiego, kupca, szpiega i posłańca. Człowiek ten wsławił się szczególnie, wymykając się z oblężonego miasta w tureckim przebraniu i powracając tą samą drogą z wiadomościami, które odwiodły mieszczan od planu poddania Wiednia. Za swe zasługi został wynagrodzony przez króla prawem do dowolnych łupów z tureckiego obozu. Kulczycki wybrał kilkaset worków kawy, którą Kara Mustafa przywiózł dla swoich wojsk.

Ziarno, zielone, bowiem niewypalone jeszcze, cudem ocalało, gdyż żołnierze wzięli je za paszę dla wielbłądów. Dokonując tak osobliwego wyboru, Kulczycki wykazał się wyjątkowym zmysłem do interesów, gdyż Cesarz Leopold I tym razem wykazał się hojnością i dołożył do tego dwudziestoletnie zwolnienie z podatków oraz przywilej wykonywania zawodu, jaki sobie obierze. Kulczycki niewiele myśląc otworzył w Wiedniu, pierwszą jak głosi legenda, kawiarnię. I na dobre zmienił obyczaje europejskich elit.

Polska Kawa i Croissanty

Reszta, jak to się mówi, jest historią. Oczywiście kawa nie była w Europie napojem nieznanym, jednak gorzki, czarny napój muzułmańskich najeźdźców nie cieszył się popularnością. Wręcz przeciwnie, Europejczycy uważali go za napój szkodliwy, wręcz szatański. Zdaniem niektórych był trujący dla wszystkich prócz Turków i heretyków.

Satyra rysunkowa
Oglądaj śmieszne i mniej śmieszne rysunki satyryczne

Na szczęście Jerzy Kulczycki miał na to sposób, dzięki któremu jego lokal, tak jak i trzy kolejne, włącznie z istniejącą do dziś kawiarnią "Pod Błękitną Butelką", były najpopularniejszymi lokalami w Wiedniu. Tajemnicą jego sukcesu było podawanie kawy osłodzonej miodem, lub zaprawionej śmietaną. Na ten drugi sposób, jak wspominają kronikarze, pijał kawę wielki jej wielbiciel, król Jan III Sobieski, dobroczyńca Kulczyckiego. Kawa w jakiej gustował władca, była bardzo mocna i gęsta, podawana z kremową, tłustą śmietaną. Zasłynęła ona w całej Europie jako „Kawa po Polsku”, przez pewien czas przyćmiewając swą sławą nawet polskie chleby i piwa.

Natomiast wracając do Kulczyckiego, stał się on człowiekiem bardzo majętnym, a w jego kawiarniach bywali najznamienitsi europejczycy. Moda, którą zapoczątkował, doprowadziła do tego, że statystyczny Europejczyk wypija dziś około 160 litrów tego napoju rocznie. Bez kawiarenek trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek europejskiej miasto. Słynnemu Polakowi przypisuje się też zwyczaj podawania do kawy ciasteczek, a zwłaszcza rogalików w kształcie półksiężyca. Legenda mówi, że zaczęto je wypiekać na pamiątkę Wiedeńskiej Wiktorii, lecz prawda jest nieco bardziej zawiła.

Rogaliki pochodzą z Węgier i faktycznie upieczono je dla uczczenia zwycięstwa nad otomańskim półksiężycem. Były to rogale, jakie znamy w Polsce. Od nich pochodzą niemieckie kipferl, które podawano do kawy u Kulczyckiego. Zwyczaj ten powędrował do Francji, gdzie po raz kolejny zmieniono ciasto, a bułki ze względu na kształt nazwano „lune croissante” – półksiężyce. Stąd ich popularna nazwa, która przetrwała do dziś. Całkiem jak kawa słodka lub z mlekiem.

Tylko jak dziś wytłumaczyć Francuzowi czy Amerykaninowi, że swoją poranną kawę z rogalikiem zawdzięcza polskiemu szpiegowi i szarży skrzydlatej husarii Sobieskiego?



Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat dotyczący zagadnień związanych z historią i polityką?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 2

WZH
28 września 2011 (14:53)
odwrotnie
Opiewaczy victorii Wiedeńskiej jest dość. Cyniczne podejście (czyli jedyne własciwe) do historii i polityki kazałoby rozważyć czy nie należało by się z Turkami wówczas sprzymierzyć zamiast walczyć i spróbować sobie ówczesny świat środkowej Europy z nimi podzielić. Myślę że konsekwencje byłyby bardzo dalekosiężne włącznie z niedopuszczeniem do rozbiorów Rzeczpospolitej - o ile w dalszym porozumieniu z Turcją dałoby się "rozbroić" Rosję. Wiem że to gdybanie ale chętnie takie gdybanie bym poczytał - szczególnie napisane przez osobę znającą ówczesne realia polityczne.

123
26 listopada 2014 (19:22)
123
a teraz zachó ma nas za tania siłe robocza i tumanów wiem bo tam pracowałem
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Birma. Miłość od pierwszego wejrzenia. Wywiad z Michałem Lubiną o jego nowej książce „Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”

O książce "Birma. Historia państw świata w XX i XXI w." oraz o problematyce birmańskiej z Michałem Lubiną rozmawia Roman Husarski.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".