Wikileaks.org – od szlachetnej idei do prozaicznej praktyki
    Julian Assagne5 · dziennikarstwo śledcze8 · Wikileaks3
2011-02-08
Daniel Domscheit–Berg osoba numer dwa po Julianie Assange’u w Wikileaks.org zapowiedział, że stworzy nowy portal Openleaks.org. Zdaniem byłego współpracownika założyciela witryny portal, który miał być jedynie biernym pośrednikiem w upublicznianiu wiadomości, stał się ich dysponentem i aktywnym narratorem wydarzeń.

Zejście z obranej drogi

Pierwotnym założeniem osób tworzących portal Wikileaks.org na których czele stał Julian Assange było umożliwienie wszystkim osobom posiadającym istotne informacje na ich upublicznienie bez obawy o wyjawienie personaliów. Witryna miała być biernym przekaźnikiem wiadomości, w żaden sposób nie ingerować w proces rozpowszechniania materiałów, które przez nią przechodziły. Tyle jeśli chodzi o teorię, natomiast praktyka poszła w nieco innym kierunku co stało się bezpośrednim powodem odejścia najbliższego współpracownika Assange’a Daniela Domscheit–Berga.

Dwa najgłośniejsze wydarzenia związane z witryną Wikileaks.org to ujawnienie filmu ukazującego, jak piloci amerykańskiego helikoptera nad Bagdadem lekkomyślnie podejmują decyzję o rozpoczęciu ostrzału, w wyniku którego zostają zabici między innymi dwaj dziennikarze agencji Reuters. Drugą medialną bombą autorstwa Wikileaks.org jest niedawne ujawnienie potężnego pakietu korespondencji dyplomatycznej. Przy publikacji oby tych wiadomości Julian Assange osobiście wybierał media, którym powierzył materiały oraz określał datę publikacji. Jak to się ma do wcześniejszego założenia o bierności witryny?

Daniel Domscheit–Berg zarzuca Asseange’owi anty-amerykanizm, który ma mieć wpływ na rodzaj publikowanych wiadomości. Tego zarzutu nie sposób zweryfikować. Z jednej strony faktem jest, że większość informacji publikowanych za pośrednictwem Wikileaks.org dotyczy Stanów Zjednoczonych, natomiast z drugiej możemy potraktować to jako naturalne następstwo aktywnej polityki tego kraju w wielu dziedzinach na całym świecie. Zdaniem byłego już współpracownika portalu Wikileaks.org witryna przestała być bierna, jej szef samodzielnie ustala co, kiedy i gdzie będzie opublikowane. Doskonałym przykładem potwierdzającym zarzuty Domscheit–Berga jest ostatnio upubliczniona historia konfliktu pomiędzy założycielem Wikileaks.org, a nowojorską gazetą. Julian Assange, który w mediach chce uchodzić za obrońcę wolności absolutnej po konflikcie z New York Times zobowiązał inną gazetę – brytyjskiego Guardiana – do nieprzekazywania otrzymanych od Wikileaks wiadomości nowojorskiej gazecie.

Zestawiając to z założeniami o bierności i apolityczności witryny Assange wypada co najmniej niewiarygodnie. Założyciel Wikileaks.org wydaje się być zwolennikiem nieskrępowanego obiegu wiadomości, gdy jego beneficjentem jest on sam, natomiast tak sformułowanego założenia nie ma zamiaru stosować również wobec portalu, na którego czele stoi. Wiadomości, które wpływają do Wikileaks.org zgodnie z początkowymi założeniami twórców portalu miały być automatycznie przekazywane do wiadomości publicznej, tymczasem de facto portal stał się ich właścicielem i sam decyduje które media otrzymają poczytny materiał. Assange wypaczył Wikileaks.org, które instytucji kierującej się szlachetnymi pobudkami, będącej parasolem ochronnym dla osób posiadających niewygodne materiały dla rządzących, stał się samodzielnym rozgrywającym na rynku medialnym.

Argumentom podnoszonym przez Daniela Domscheit–Berga trudno odmówić prawdziwości. Julian Assange z osoby, która miała pozostawać w cieniu i jedynie dawać możliwości innym stał się medialną gwiazdą decydującą o najgłośniejszych newsach. Już na początku działalności Wikileaks.org, gdy samodzielnie wybierał media, które miały otrzymać materiały wydawało się to być zaprzeczeniem idei wolności absolutnej. Wstępna weryfikacja otrzymanych dokumentów wydaje się być naturalnym ruchem, natomiast dalsze działanie Assange’a mające na celu ograniczenie beneficjentów wiadomości wydaje się krokiem za daleko w obliczu jego wcześniejszych deklaracji. Założyciel witryny opowiadając się za wolnością mediów graniczącą z anarchią po wstępnej analizie i weryfikacji uzyskanych materiałów powinien zgodnie z założeniami opublikować je w sieci i czekać, które większe media temat rozpowszechnią.

Openleaks.org

Jednak Daniel Domscheit–Berg nie tylko krytykuje swojego niedawnego partnera, ale również zapowiada, że stworzy portal, który będzie w pełni realizował szczytne cele, które na początku pracy przyświecały osobom tworzącym Wikileaks.org. Nowy portal Openleaks.org miałby przyjmować wiadomości niczym wielka skrzynka mailowa i publikować je bez komentarza czy jakiejkolwiek selekcji. W tym miejscu należy się zatrzymać i dokładnie przeanalizować skutki powstania takiej witryny.

Pierwszym problemem byłaby wiarygodność takiego medium. Skoro nowy portal nie weryfikowałby w żaden sposób nadsyłanych wiadomości to w jaki sposób odbiorcy mieliby mieć zaufanie do publikowanych newsów. Openleaks.org oparta o takie zasady byłaby narażona na przeistoczenie się w wielki śmietnik, w który każdy mógłby wrzucić coś od siebie i liczyć na rozpowszechnienie. Z drugiej strony na to patrząc odbiorca sam musiałby uwiarygodniać uzyskane przez tę witrynę wiadomości, selekcjonować je, co biorąc pod uwagę ogrom materiału, który byłby dostępny wydawałoby się pracą wręcz tytaniczną. Bezpośrednim następstwem tego byłaby całkowita bezużyteczność witryny opartej o takie założenia. W tym kontekście wydaje się być konieczna jakakolwiek, choćby minimalna selekcja nadsyłanych wiadomości przez osoby ją tworzące.

Kolejnym problemem byłaby możliwość wykorzystywania witryny Openleaks.org przez podmioty chcące aktywnie kształtować wiadomości. Witryna mogłaby się stać marionetką w rękach między innymi służb wywiadowczych chcących kreować konkretne zjawiska w mediach. Efekt byłby podobny jak w przypadku powyżej analizowanego zagrożenia – natychmiastowy spadek wiarygodności i zanik zainteresowania witryną ze strony dużych mediów oraz potencjalnych posiadaczy informacji.

Przy analizowaniu skutków powstania witryny internetowej, która w żaden sposób nie ingeruje w wiadomości przez nią przechodzące powstaje jeszcze jeden problem. Teoria mówiąca o nowym apolitycznym i biernym portalu zaprezentowana przez uciekiniera z Wikileaks.org Daniela Domscheit–Berga wydaje się być trafna przy założeniu, że wszelkie informacje będą prawdziwe i upublicznione w szczytnym celu. Taka koncepcja wydaje się być jednak błędna przy zmianie założeń optymistycznych na realistyczne, mianowicie, że osoby wysyłające materiały mają różne intencje i również mogą posługiwać się Openleaks.org we własnych celach. Daniel Domscheit–Berg wydaje się zapominać, że wolność absolutna niesie ze sobą nie tylko wspaniałą idee jawności, ale ma również ciemną stronę. Założenie o jedynie szlachetnych intencjach ludzi, którzy potrzebują biernego portalu, aby piętnować niegodziwości rządzących wydaje się być złudzeniem. Najlepszym, przykładem piewcy wolności, który po zasmakowaniu władzy zszedł na złą drogę wydaje się być niedawny współpracownik Daniela Domscheit–Berga i założyciel Wikileaks.org Julian Assange.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".