Wikileaks – paparazzi polityki, czy mesjasz transparentnego społeczeństwa?
    społeczeństwo informacyjne15 · służby specjalne23 · Julian Assagne5 · polityka zagraniczna USA47
2010-12-06
Słynny portal serwuje nam obecnie serial „korespondencja amerykańskiej dyplomacji” z którego do opinii publicznej docierają głównie złośliwości, smaczki i przezwiska jakimi okraszano te dokumenty. Przekonując nas, że walczy o wolność słowa i jawność polityki, Wikileaks ośmiesza amerykańską dyplomację i sprowadza poważne media do poziomu tabloidów. Jak trafnie zauważyła moja redakcyjna koleżanka Anna Kotfis, pokazano jedynie brudne i śmierdzące zaplecze i kuchnie, eleganckiej restauracji jaką jest dyplomacja. Czy to znak nowych mediów, czy tylko uboczny skutek „generacji 3.0”?

Wikileaks kilka miesięcy temu upubliczniło dokumenty dotyczące działań USA w Afganistanie, powodując znaczne poruszenie w mediach, ale przede wszystkim administracji Baracka Obamy. Oto 90 tysięcy dokumentów, zawierających poufne i tajne informacje na temat trwającego konfliktu, trafiło do sieci. Ujawniono nie tylko kulisy amerykańskich akcji i szokujące dla opinii publicznej fakty (takie jak szeroka współpraca tajnych służb Pakistanu z Talibami). Upubliczniono też personalia i miejsca zamieszkania współpracowników, informatorów wywiadu i armii, oraz ich krewnych. Skutek dla wywiadu był najprawdopodobniej podobny do efektów raportu Macierewicza na temat WSI, lecz punktowy. Poseł PiS zniszczył strukturę i wiarygodność polskiego wywiadu w całości. Przeciek z Wikileaks prawdopodobnie zdziesiątkował wywiad USA w rejonie konfliktu, pozbawiając walczące tam siły przewagi informacyjnej. Niestety oznaczał też zagrożenie życia dla wszystkich wymienionych tam Afgańczyków i ich krewnych.

Śmietnik dyplomacji w sieci

W porównaniu z tamtym, lipcowym wydarzeniem, liczący ponad 200 tysięcy dokumentów obecny „wyciek” dyplomatycznej korespondencji zdaje się mało groźny. Faktycznie, taki incydent stawia pod znakiem zapytania skuteczność procedur bezpieczeństwa stosowanych przez rząd USA. Natomiast zawartość plików ukazuje pychę, bezczelność i brak subtelności, którego nie spodziewalibyśmy się po amerykańskich dyplomatach. Jednak czy aż tak bardzo nas to zaskakuje? Czy opinia publiczna faktycznie zyskała jakieś kluczowe informacje, które rząd starał się ukryć? Coś, co usprawiedliwiłoby upublicznienie korespondencji nawet, jeśli jest to pół oficjalna, robocza poczta dyplomatów i urzędników? Moim zdaniem nie.

Całe zajście przypomina efekt upublicznienia zawartości biurowego śmietnika. Mamy tu sporo „roboczych” notatek i analiz, niepozbawionych osobistych komentarzy oraz personalnych wycieczek. Kto z nas w korespondencji, czy rozmowie ze współpracownikami, nie dodał kilku słów od siebie? Która firma nie analizuje pozaprofesjonalnych cech i zdolności swych przeciwników, kontrahentów itp.? Do tego dochodzi nieco mało znanych informacji, lecz nic odkrywczego. Nic naprawdę kompromitującego. Można by wręcz pomyśleć, że to wyciek ściśle kontrolowany i zaplanowany. Coś jak znane nam z polskiej polityki np. wycieki z komisji sejmowych, czy wprost z tajnych służb lub prokuratury.

Na skutek tego zdarzenia ucierpiała głównie duma amerykańskiej dyplomacji, oraz kariery licznych jej pracowników. Z drugiej strony, czego można się spodziewać po ludziach uważających się za elitę dyplomacji najpotężniejszego państwa świata? Korpus dyplomatyczny USA rekrutuje ludzi dobrze urodzonych, odpowiednio wychowanych i kończących najbardziej renomowane uczelnie. Oni pewną pychę i zadufanie w sobie wyssali z mlekiem matki, umocnili w szkołach i wyćwiczyli traktując wszystkich z góry. A my dziś mamy wątpliwą przyjemność dowiedzieć się, co naprawdę uważają na temat polityki i polityków. Nawet, jeśli czasem ta ocena nas mile połechce, to obraz jest raczej mało przyjemny. Tak to bywa, jak się zajrzy za kulisy.

Przejrzysta rzeczywistość sieci

A za kulisy wpuścił nas jeden z 3 milionów ludzi, którzy na co dzień maja dostęp do niejawnych informacji w potężnym molochu jakim jest amerykańska administracja. Upadł mit skuteczności zabezpieczeń. Mimo to nie nastąpił, jak prorokowali niektórzy komentatorzy, „internetowy 11 września”. Nic się nie zawaliło, poza mitem, że w dobie internetu ktokolwiek jest w stanie skutecznie zabezpieczyć się przed kradzieżą danych. Jak zgodnie twierdzą eksperci od bezpieczeństwa, coś takiego musiało się zdarzyć. Padło akurat na administrację USA. Z jednej strony, działa najprężniej na świecie, z drugiej, ma najwięcej przeciwników i krytyków. Po raz kolejny potwierdza się też myśl Kevina Mitnicka, słynnego hackera, który twierdził, że najsłabszym ogniwem każdego zabezpieczenia jest człowiek. W tym wypadku człowiek, który postanowił sam ukraść dane i przekazać je Wikileaks.

Jedni mówią o Wikileaks jak o Robin Hoodzie informacji i publicznej kontroli, inni widzą w tym portalu zagrożenie dla bezpieczeństwa. Zwłaszcza dla bezpieczeństwa USA. Faktem pozostaje, że portal jak dotąd nie ujawnił, mimo zapowiedzi sprzed wielu miesięcy, żadnych danych na temat działań Rosji w Gruzji i Czeczenii. Natomiast systematycznie uderza w administracje Stanów Zjednoczonych. Sam Julian Assagne,twórca Wikileaks, uważa się za mesjasza powszechnego dostępu do informacji, „transparentności społeczeństwa” i walki w ten sposób z wszechmocą państwa oraz jego biurokracji. Wierzy że wszystkie informacje powinny być jawne. A mnie trudno się z nim zgodzić.

Oczywiście jawność działania państwa sprzyja jego kontroli przez społeczeństwo, ale w dobie coraz gęstszej sieci informacji nowej wagi nabiera prawo do prywatności. W sytuacji, gdy na ulicach, sklepach, biurach i urzędach śledzi nas coraz gęstsza sieć kamer. Gdy nasza aktywność w sieci jest coraz skuteczniej i mniej dostrzegalnie śledzona, analizowana i wykorzystywana (głównie komercyjnie). Gdy coraz powszechniejsze smartfony, GPSy i systemy pozycjonowania można wykorzystać do śledzenia naszych ruchów. W tej sytuacji bezpieczeństwo informacji i jej ekskluzywność może nas chronić w równym stopniu jak nam szkodzić.

Nasuwa się proste pytanie – Skoro państwo nie jest w stanie zabezpieczyć swojej komunikacji, to jakie szanse ma zwykły szary obywatel? Jak wygląda jego prawo do tajemnicy korespondencji?

Nie wiem czy działalność Wikileaks to pieśń nowych czasów, czy szaleństwo społeczeństwa informacyjnego. Czy nadchodzą dni, w których państwa demokratyczne staną się transparentne, a w tajemnicy pozostaną jedynie kody do atomówek oraz podobne kluczowe sprawy, czy może jest to ślepa uliczka wolności słowa i globalizacji przepływu informacji? Pierwsza możliwość oznacza duże poczucie bezpieczeństwa i kontroli dla obywateli, ale narażenie państw demokratycznych na ataki mniej „transparentnych” krajów. Druga opcja oznacza, że Wikileaks to niebezpieczna, ale przemijająca moda. Polityczny odpowiednik reality show w stylu „Wielkiego Brata”, po którym zostanie złe wspomnienie, zszargane nerwy i niechciani celebryci. Tacy jak mesjasz informacyjnej nagości, ścigany listem gończym za gwałt i molestowanie. Z braku prawdziwej „bomby” w przeciekach Wikileaks zostanie nam pytać o „transparentność” i uczciwość samego Juliana Assagne. Czy ma on coś do ukrycia, czy też faktycznie jest ofiarą swego sukcesu? Sprawdźcie sami w Internecie. To wy pilnujecie strażników. Taki jest urok, oraz obosieczny miecz, społeczeństwa informacyjnego.


Komentarzy: 5

Rozum
7 grudnia 2010 (13:04)
Jak powiedział Bismarck
"Im ludzie wiedzą mniej o powstawaniu kiełbas i polityki tym lepiej w nocy śpią."

lambet
7 grudnia 2010 (19:40)
To ja płacę podatki.
I chce wiedzieć na co dokładnie idą. Po za tym im większa będzię jawność w polityce; kontrola społeczna tym mniejszy brud.

RastaFaraon
8 grudnia 2010 (11:05)
Nie liczył bym na to.
Poza tym nie wyobrażam sobie pełnej jawności. Zwłaszcza w dyplomacji. Zwłaszcza w dokumentach wewnętrznych dyplomacji. Kontrola społeczna polega na powszechnej wiedzy co rząd robi, nie jak to robi, krok po kroku. To co robi Wikileaks nie ma nic wspólnego z kontrolą społeczną. To publiczne pranie brudów. Dyplomatycznych brudów, czyli działanie na szkodę interesów państwa w polityce międzynarodowej.

Total
8 grudnia 2010 (12:15)
informacja dnia
Sikorski uważał, że Polska ma 10-15 miesięcy czasu przed zagrożeniem ze strony Rosji. Dawniej oceniał to na 10-15 lat. A teraz....RAZEM z Rosja budujemy Europę...???

Juliusz Sabak
8 grudnia 2010 (13:27)
Cóż w tym dziwnego?
To dyplomacja na poziomie światowym, a nie dziecinna zabawa w "ciebie nie lubię, nie bawię się z tobą". Nie jest żadnym odkryciem ze dobre stosunki z Rosją i bycie państwem-pośrednikiem handlowo-politycznym na linii UE-Rosja nam się opłaci. Osłabi pozycję Niemiec w stosunkach z Rosją, odsunie ryzyko umów "nad głową Polski", jak Nordstream i wzmocni nasze karty w samej Unii. Rosji zależy na dobrych stosunkach z nami, bo to otwiera ich na Europę. Z drugiej strony, wiadomo że Rosja nadal będzie próbowała odzyskać kontrolę nad republikami, lub przynajmniej mieć na nie kluczowy wpływ. Dlatego opłaca nam sie wspierać niezależność Litwy, Ukrainy czy Białorusi od Rosji i wciągać je w strefę wpływu UE i Polski. Z tej perspektywy potrzebny nam sojusz strategiczny i wspólna polityka środkowoeuropejska, a nie puste obietnice NATO i "szorstka przyjaźń z Rosją". Nie widzę w stanowisku Sikorskiego nic dziwnego. Poza tym, oficjalne stanowisko to jedno, a deklaracje w dyplomatycznych salonach to drugie. I to własnie jest problem z WikiLeaks. Do ludzi bez większego pojęcia o dyplomacji i polityce trafiają informacje przeznaczone dla polityków i dyplomatów. Efekt jest taki, jak pokazanie roboczych notatek scenarzysty telenoweli, pani z mięsnego która ogląda ją co niedziele.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".