Wojna energetyczna w UE? Niemcy kontra Czechy i Polska
    energia atomowa25 · elektrownia jądrowa16 · Gazprom46 · bezpieczeństwo energetyczne51
2012-01-24
Wydaje się dziwne, że do tego doszło, ale najwyraźniej musiało. W sprawie przyszłości energetycznej naszego kontynentu państwa członkowskie UE są coraz bliższe podzielenia się na dwa wrogie obozy. Z jednej strony atakuje obóz zwolenników energetyki odnawialnej, a po drugiej stronie barykady bronią się zwolennicy elektrowni atomowych.

Nie jest to jednak tylko spór dotyczący spraw gospodarczych i technicznych. Zaznacza się wyraźna i na dłuższą metę zabójcza dla idei paneuropejskich i transatlantyckich linia podziału geopolitycznego.

Podziału na zachodnioeuropejskie eksperymentowanie z gospodarką oraz brytyjski i wschodnioeuropejski pragmatyzm, na kraje przejadające swój dobrobyt oraz mozolnie go zdobywające. W wyjątkowo korzystnej dla siebie roli trzeciej strony, która będzie potrzebna obu pozostałym, występuje Federacja Rosyjska, która na dodatek ma tylko i wyłącznie do zyskania na możliwym upadku wyżej wymienionych ideologii.

Wiąże się to jednak również z graniem przez część działaczy wielkich niemieckich partii politycznych kartą wrogości do Polski, a szerzej Słowian i innych obcych. Jak to już przewidziałem we wrześniu 2010: To, co dzieje się w niemieckiej polityce, a czego najbardziej widowiskowym wyrazem stały się książka towarzysza Sarrazina oraz antypolskie wycieczki pani Steinbach i jej kolegów ze Związku Wypędzonych, ma trzy zasadnicze cele: 1) Odwrócić uwagę własnego społeczeństwa od problemów wewnętrznych, z finansami na czele (Steinbach) względnie przedstawić politykę rządu w tej dziedzinie jako właściwą, służącą w dłuższej perspektywie narodowi niemieckiemu (Sarrazin). 2) Uniemożliwić lub przynajmniej opóźnić wejście NPD do Bundestagu „kradnąc” jej najbardziej popularne hasła oraz utrzymać poparcie dla partii mieszczańskich na minimalnym poziomie umożliwiającym legalne sprawowanie władzy (ok. 55 % ważnych głosów oddanych na CDU/CSU, SPD i FDP). 3) Sprawdzić, jak daleko Stany Zjednoczone i Rosja pozwolą posunąć się rzeczywistym ośrodkom władzy Niemiec (wielkiemu kapitałowi i biurokracji) w prowadzeniu samodzielnej polityki zagranicznej.

[...] Jest to zarazem linia ataku na rozszerzające się wpływy rosyjskie w Europie, oznaczająca także nasilenie prób scentralizowania Unii Europejskiej aż do przekształcenia jej w narzędzie interesów niemieckich, francuskich i włoskich, z uwzględnieniem strategicznych celów elit politycznych i gospodarczych W. Brytanii i innych Anglosasów. [...] Polityka ta będzie prowadzona z zachowaniem pozorów szacunku i przyjaźni wobec Polski w wykonaniu osób sprawujących władzę w Berlinie, za pośrednictwem osób i organizacji nie powiązanych bezpośrednio z niemieckim rządem. (Steinbach, Sarrazin i inni. Impreza nie tylko antypolska) Kończąc już to przytaczanie siebie samego dodam tylko, że podobny scenariusz najwyraźniej obowiązuje w stosunku do naszych czeskich sąsiadów, od słynnego mycia głowy prezydentowi Klausowi przez znanego i wpływowego obywatela niemieckiego eurodeputowanego Cohn-Bendita począwszy.

Jak i dlaczego dopiero planowane elektrownie atomowe w Polsce przeszkadzają Niemcom?

„Nie do wiary: Polska ma zafundować sobie energetykę atomową! I to po tym jak ten kraj po zmianie ustroju już raz z tego zrezygnował pozostawiając dwa zrujnowane place budowy elektrowni atomowych! Najwidoczniej katastrofy w Czarnobylu i Fukushimie spłynęły po polskich decydentach jak woda po gęsi, a przecież nawet nasz czarno-żółty rząd nauczył się, że nad energią atomową nikt nie zdoła zapanować.” – ogłasza w sposób znamienny dla ideologii zamkniętych na swojej stronie głównej Monachijski Instytut Ochrony Środowiska (Umweltinstitut München e. V.). Następnie autor (autorzy?) tej oceny, nie raczywszy nawet się przedstawić ciągną dalej, udzielają rad, jak w jedynie słuszny sposób nasz kraj ma zapewnić sobie szczęśliwą przyszłość: „Polska mogłaby sobie darować powtarzanie złych doświadczeń państw posiadających elektrownie atomowe i pomijając skomplikowany i kosztowny etap dezatomizacji przestawić się od razu na energetykę odnawialną.” Jednocześnie wydano zalecenia dla rządu w Berlinie: „Nasz rząd musi postawić sprawę jasno: Niemcy potępiają ten program atomowy i stąd też nie będą importować prądu z polskich elektrowni atomowych, a także nie wyeksportują do Polski żadnej technologii atomowej. Należy również wykluczyć przeznaczone na ten cel gwarancje kredytowe. Zamiast tego Niemcy powinny wspierać budowę i rozwój u naszych polskich sąsiadów energetyki ze źródeł odnawialnych.”

Po trwającej od 8 XII do 4 I kampanii zbierania podpisów i wysyłania listów do władz w Berlinie i Warszawie, w której wg danych organizatorów wzięło udział ponad 36 tysięcy osób [1], nastąpiło główne uderzenie. Tegoż 4 stycznia pojawiła się lakoniczna wiadomość, że kluby poselskie partii Zielonych w sejmach krajowych (Landtagach) Brandenburgii, Meklemburgii-Przedpomorza oraz Berlina zaskarżyły państwo polskie przed Komisją Europejską z powodu „poważnych błędów” w „dziedzinie postępowania w sprawie transgranicznych środków ochrony środowiska” (ekspertyza rzeczoznawczyni Cornelii Ziehm). Portal internetowy partii Zielonych w sejmie krajowym Berlina dodaje: „Nie zostały spełnione normy europejskie w sprawie strategicznej ochrony środowiska przyrodniczego, a mianowicie nie zbadano należycie alternatywy dla programu budowy elektrowni atomowych w postaci zmniejszenia energochłonności oraz rozbudowy energetyki odnawialnej. Prawo unijne przewiduje, że najpierw powinny odbyć się transgraniczne konsultacje w ramach strategicznej ochrony środowiska przyrodniczego, a ich wyniki muszą zostać uwzględnione w planowaniu [takich inwestycji]. Wiążące rozstrzygnięcia w sprawie wprowadzenia energii atomowej w Polsce zostały już jednak podjęte.” [2] Jak im się zdaje to w zupełności wystarczy.

Polscy zwolennicy energetyki atomowej odpowiadają: „Zasadą przyjętą przez Unię Europejską jest, że każdy kraj jest odpowiedzialny za swoje decyzje w zakresie energetyki jądrowej i nikt nie narzuci innemu krajowi norm bezpieczeństwa jądrowego i technologii jądrowych. [...] Sama decyzja, czy elektrownie jądrowe budować czy nie, jest suwerenną decyzją każdego kraju. Niemcy mogą chcieć płacić za energię elektryczną o 30 proc. więcej i nie mieć elektrowni jądrowych, ale nie powinno być tak, że organizacje niemieckie, walczące o głosy wyborców u siebie, wpływają na rząd polski i żądają od niego, aby zrezygnował z programu jądrowego. To nasza sprawa i my będziemy o tym decydować, Niemcy mogą decydować u siebie. [...] My nie mówimy Niemcom co mają robić, nawet w sytuacji, gdy ich działania nam przeszkadzają, kładzenie rurociągu północnego pod dnem Bałtyku w pobliżu polskiego portu nie jest nam obojętne.

[...]

W wyniku prowadzonych stres testów w UE zostaną ujednolicone wymagania wobec elektrowni jądrowych, zostaną również wprowadzone dodatkowe wymagania dla niektórych starszych elektrowni. Do końca 2011 r. powinno być wiadomo, jakie to będą nowe wymagania i wobec których elektrowni. Nowe regulacje nie powinny w istotny sposób wpłynąć na koszty budowy nowych elektrowni, ponieważ elektrownie III generacji były projektowane już po atakach z 11 września 2001 r., w związku z czym są bardzo odporne, w tym na uderzenia samolotu, ataki terrorystyczne i wstrząsy sejsmiczne.” [3]

A co z elektrowniami atomowymi w Czechach?

Przetarg na dokończenie elektrowni atomowej w Temelinie wchodzi w fazę końcową. Trzy konsorcja (francuski koncern AREVA, japońsko-amerykański Westinghouse oraz Rosatom wraz z czeskim koncernem Skoda) przedstawiły projekty dwóch dodatkowych bloków energetycznych. Czeski państwowy koncern energetyczny ČEZ ma podpisać umowę w tej sprawie najpóźniej wiosną 2012. Wybór dostawcy prawie na pewno przesądzi o tym, kto zbuduje również piąty i szósty reaktor energetyczny tej elektrowni, a także planowany piąty w Dukowanach. Już wszystkie wróble na drutach telefonicznych w Pradze ćwierkają o tym, że faworytem w tym przetargu jest Rosatom wraz ze Skodą (70 % zamówień przypadłoby poddostawcom w Republice Czeskiej). [4] Zresztą nic dziwnego skoro od Obamy oraz Sarkozy’ego i Fillona rząd Republiki Czeskiej słyszy same ogólniki, natomiast kurs Putina jest jednoznacznie proatomowy.

To najprawdziwsza prawda, że w nowoczesnym przedsiębiorstwie nie liczy się, kto jest jakiej narodowości. Liczy się tylko to, kto jest w stanie dostarczyć odpowiednie maszyny, usługi i surowce i kto jest prawdziwym fachowcem. Tym bardziej nie liczy się „narodowość” maszyn. Czeskie elektrownie atomowe to radzieckie reaktory energetyczne i amerykańskie wyposażenie umożliwiające ich kontrolę. Jeżeli dokończenie budowy elektrowni atomowej w Temelinie jest możliwe tylko przy pomocy koncernu Rosatom i zakładów Skoda, to jest to bez różnicy. Uran do reaktorów energetycznych produkcji rosyjskiej nie musi być koniecznie rosyjski, a nawet jeśli będzie rosyjski albo kazachstański to tak czy owak można go będzie wymienić na inny.

Z punktu widzenia czeskich interesów narodowych liczy się zupełnie co innego. W swoim najnowszym przemówieniu programowym premier Nečas podkreślał konieczność podjęcia środków w celu przygotowania tego kraju na uderzenie drugiej fali światowego kryzysu finansowego, a w szczególności na skutki kryzysu zadłużenia strefy euro. Narodowo-liberalna doktryna gospodarcza, jaką przedstawił, przewiduje przede wszystkim zrównoważony budżet (zero nowych długów) oraz zróżnicowanie kierunków handlu zagranicznego (zwiększenie eksportu do krajów spoza strefy euro) i zmniejszenie kosztów pracy. Głównym celem jest utrzymanie czeskiego dobrobytu, co bez wątpienia spotka się z poparciem ogromnej większości obywateli. [5] Jest rzeczą oczywistą, że tania energia atomowa pasuje do takiego programu.

Odpłacając pięknym za nadobne

Próby wtrącania się w sprawy wewnętrzne Polski i Czech przez czynniki pozarządowe w Niemczech spowodowały odpowiedź tych krajów na podobnym szczeblu. Na granicy Polski i Czech z Niemcami mają się pojawić specjalne transformatory zapobiegające napływowi niemieckiego prądu z kombinatów energii wiatrowej. Oświadczenia na ten temat złożyli jednocześnie prezesi czeskiej i polskiej spółki sieci energetycznych (CEPS i PSE Operator), powołując się na konieczność ochrony tych sieci przed wyłączeniem na skutek przeciążenia. Ten prąd, przesuwając się z północy na południe Niemiec wpada do Czech i Polski. W wietrzne dni ten tranzyt zwiększa się dziesięciokrotnie. W tej sprawie wypowiedział się również premier Nečas, podczas gdy uchodzący za polityka proniemieckiego Tusk wolał zachować milczenie. Te transformatory mają być gotowe w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat. [6]

Czy kryzys zadłużenia strefy euro uniemożliwi dezatomizację Niemiec?

Tzw. wymiana energetyki w Niemczech jest rodzajem rewolucji. Z doświadczenia wiadomo, że każda rewolucja pożera własne dzieci. Dzieje się tak dlatego, że każda rewolucja dąży do wprowadzenia w życie utopii. W danym wypadku czystej energii (monopolu ekologicznego prądu), a szerzej przemysłu bez odpadów i zanieczyszczeń. Każda utopia jest niewykonalna, ale próba jej narzucenia pociąga za sobą olbrzymie koszty. Prędzej czy później ktoś musi ponieść odpowiedzialność za te koszty i za niemożliwość wykonania niewykonalnych zamiarów. Co wtedy? Jedni rewolucjoniści próbują zrzucić odpowiedzialność na drugich, rzekomo mniej gorliwych w służbie jedynie słusznej ideologii. Powstają zwalczające się nawzajem odłamy. Tak np. Lufthansa przerwała próby wykorzystania biopaliwa w swoich samolotach. Jednym z powodów takiej decyzji jest krytyka ze strony odłamu zwolenników ekologii wskazującego na zaostrzenie się problemu ogólnoświatowego kurczenia się obszaru ziem uprawnych w wyniku zwiększonego zapotrzebowania na rośliny energetyczne. [7] Problem zależności całego świata od ropy naftowej pozostaje.

Zadanie wymiany energetyki u naszych zachodnich sąsiadów jest niewykonalne, w każdym razie niewykonalne w dzisiejszych czasach, w warunkach narastającego kryzysu i nie brak na to dowodów. Jest to przede wszystkim związane z tym jak bardzo potrzebna jest naprawa finansów państwa. Poza tym prywatne instytucje finansowe nie mają najmniejszego zamiaru ponosić nieprzewidywalnego ryzyka związanego z tym projektem ideologicznym. „Banki wolą trzymać się jak najdalej od projektów energetycznych. Dotyczy to zwłaszcza elektrowni wiatrowych na platformach zakotwiczonych na morzu oraz rozbudowy sieci energetycznych.” – donosi najlepiej poinformowana niemiecka gazeta gospodarcza „Der Handelsblatt”. Przyczyny takiej postawy są jasne. Doświadczenie uczy, że właśnie wszelkiego rodzaju wielkie projekty wymyślone albo popierane przez urzędników państwowych (wraz z ogromnymi wydatkami na cele socjalne: trwałe bezrobocie milionów + masy imigrantów z Azji i Afryki) doprowadziły do obecnego kryzysu zadłużenia w Unii Europejskiej. Z drugiej strony nie uszła uwagi zatrudnionych przez banki specjalistów w dziedzinie nowych technologii niedojrzałość techniczna energetyki wiatrowej, zwłaszcza w jej morskim wydaniu. Za szczególnie niepokojące uznano ogromne trudności i niebezpieczeństwa związane z prowadzeniem prac konserwacyjnych na morzu, a także całkowity brak doświadczeń w tej dziedzinie. Rozbudowa energetyki odnawialnej stanęła w martwym punkcie. Nikt nie zabroni pani kanclerz federalnej tryskać urzędowym optymizmem, ale nawet ona przyznaje, że zagadnienie magazynowania elektryczności wytworzonej z energii wiatrowej jest wciąż jeszcze dalekie od rozwiązania.

To samo można powiedzieć o elektrowniach gazowych, które w tej sytuacji mają stanowić punkt ciężkości odnośnie „innych form energetyki niezbędnych w okresie przejściowym” (Angela Merkel). Prywatne instytucje finansowe (jak ujawnił wspomniany „Handelsblatt”) obawiają się nieopłacalności inwestycji w tę gałąź energetyki ze względu na warunki ramowe jakie stworzyła Ustawa o Pierwszeństwie Energii Odnawialnych. [8] Niemcy ratuje łagodna zima. Jak podkreślają komentatorzy bez niej doszłoby już do wyłączeń prądu. Korzystając z darowanego czasu te niemieckie przedsiębiorstwa, których proces produkcji jest szczególnie wrażliwy na nawet najkrótsze przerwy w dostawach elektryczności, inwestują we własne awaryjne agregaty prądotwórcze oraz autonomiczne urządzenia ogrzewcze. [9] W latach dziewięćdziesiątych w elektrowniach gazowych pokładano ogromne nadzieje na zaopatrzenie w ekologicznie czysty i stabilny prąd. Każda rewolucja pożera własne dzieci... W tej sytuacji należy wziąć poważnie pod uwagę propozycje Gazpromu zainwestowania miliardów w nowe elektrownie gazowe w Republice Federalnej. [10] Na dłuższą metę mogą się okazać jedynym wyjściem z matni (jeśli wykluczyć rezygnację z dezatomizacji Niemiec ). Moim skromnym zdaniem pouczanie innych krajów jak mają załatwiać swoje sprawy, a także bezustanne uznawanie się za wzór do naśladowania dla innych (rzekomo w interesie całej Europy) w gruncie rzeczy nie leży w interesie samych Niemiec. Zwłaszcza we wschodnioeuropejskich krajach członkowskich UE (gdzie jeszcze żywa jest pamięć bezlitosnej niemieckiej okupacji, a szerzej niemieckiego parcia na wschód, a jednocześnie coraz silniejsze są ruchy narodowe) może uczynić wiele złego i przyczynić się do rozpadu Unii Europejskiej.





Korzystałem:
[1] http://umweltinstitut.org/akw-polen
[2] http://www.themenportal.de/nachrichten/gruene-legen-bei-eu-beschwerde-gegen-polens-atomenergieplaene-ein-81589 http://gruene-fraktion-brandenburg.de/startseite/volltext-startseite/article/atomprogramm_der_republik_polen_verstoesst_gegen_eu_recht/
[3] http://www.elektrownia-jadrowa.pl/a-strupczewski-polatom-czy-niemcy-zablokuja-budowe-elektrowni-jadrowej-w-polsce.html
[4] http://byznys.lidovky.cz/jaderni-giganti-uz-vedi-jak-ma-vypadat-temelin-fo5-/energetika.asp?c=A111031_094652_firmy-trhy_apa
[5] http://www.ceskatelevize.cz/ct24/ekonomika/161393-necas-nezbytnosti-pro-nasi-ekonomiku-je-snizovat-statni-vydaje/
[6] http://spravy.pravda.sk/poliaci-aj-cesi-sa-budu-branit-pred-nemeckou-elektrinou-z-veternikov-1id-/sk_ekonomika.asp?c=A120105_090206_sk_ekonomika_p01
http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/576748,niemcy_pchaja_prad_z_farm_wiatrowych_przez_polske_polska_chce_postawic_tame.html
[7] http://www.dw-world.de/dw/article/0,,15661617,00.html
[8] http://www.handelsblatt.com/unternehmen/industrie/banken-verzoegern-die-energiewende-durch-maue-kreditvergabe/6021908.html
http://www.bundeskanzlerin.de/Content/DE/Rede/2011/05/2011-05-02-merkel-zingst.html
[9] http://www.dradio.de/dlf/sendungen/wirtschaftammittag/1656447/
[10] http://www.spiegel.de/wirtschaft/soziales/0,1518,797549,00.html

Komentarzy: 3

adam
26 stycznia 2012 (00:25)
Atom jest O.K.
Niemcy będą cierpieć na niedobór energii elektrycznej. Nowoczesne technologie atomowe są bezpieczniejsze i czyściejsze niż niektóre źródła energii odnawialnej czy wydobywanie gazu łupkowego.

shape_shifter
28 stycznia 2012 (19:25)
Atom jest OK
I tyle

od autora
2 luty 2012 (02:13)
Artykuł ukazał się właśnie w języku niemieckim
Na szwajcarskim portalu typu wolna trybuna: http://www.news4press.com/Ein-energiewirtschaftlicher-Krieg-in-der_635389.html Tłumaczenia dokonałem tak jak poprzednio sam, wykorzystując tzw. autotranslator oraz uprzednio załadowane do słownika użytkownika słownictwo kierunkowe.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Ukraina, Rosja i UE w gazowym klinczu

Reakcja na wydarzenia na Ukrainie w pierwszych miesiącach 2014 roku po raz kolejny pokazała, w jakim klinczu znajdują się Unia Europejska, Rosja i Ukraina. Z Rosji pochodzi trzecia część...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".