Wojna w cieniu „grzyba”
    historia wojen12 · mocarstwa świata36 · bomba atomowa5 · bezpieczeństwo narodowe62
2008-10-12
Można za generałem Williamem Shermanem uznać, że wojna to piekło w, którym nie obowiązują żadne zasady. Można też iść za Albertem Camus, który uznał, że „Nawet w zniszczeniu jest właściwa droga i zła droga i istnieją ograniczenia”. Gdy latem 1945 roku na Hiroszimę i Nagasaki spadły bomby atomowe każdy zrozumiał, że świat wkroczył w nową epokę. „Obawiam się, że technologia wyprzedza moralność o kilka stuleci, a kiedy moralność dogoni technologię, zapewne dla obu nie będzie już racji bytu (...)” mówił 60 lat temu Harry Truman.

Broń jądrowa zrewolucjonizowała myślenie o wojnie. Człowiek wszedł w posiadanie broni ostatecznej, która jest w stanie zniszczyć życie na planecie. Broń atomowa zakwestionowała clausewitzowski twierdzenie o wojnie jako narzędziu polityki. Wojna nie mogła być od tej pory postrzegana w ten sposób. Jeżeli jedna ze stron zdecydowałaby się na użycie broni atomowej oznaczało by to zagładę ludzkości. Konfliktu atomowego nie można więc opisywać w kategoriach racjonalności. Christopher Cooker uznał, że „Groźba katastrofy nuklearnej postawiła wyzwanie samej zachodniej idei człowieka(...)”. John Keegan w swojej „Historii wojen” nazwał nową broń „logicznym zwieńczeniem procesu rewolucyjnych przemian w technice”. Natomiast Winston Churchill wypowiedział słynne słowa: „Proch? To głupstwo. Elektryczność? Bez znaczenia. Bomba atomowa to nowe wcielenie boskiego gniewu!

Nowa rewolucja w wojskowości miała kilka szczególnych cech. Przede wszystkim miała charakter nieodwracalny. Dodatkowo nowa broń posiada niewyobrażalny potencjał destrukcyjny, zdolny do zniszczenia życia na Ziemi. Nastąpiło niesamowite skoncentrowanie przemocy w czasie i przestrzeni. Środki prowadzenia wojny stały się jej celami. W czasie zimnej wojny USA i ZSRR zakładały, że zmasowany atak strategiczny powinien być skierowany przeciwko broni atomowej przeciwnika. Dlatego każda ze stron starała się mieć zdolność do drugiego uderzenia. Chodziło oto aby mimo zmasowanego ataku wroga wciąż mieć zdolność do kontruderzenia jądrowego. Co więcej oba kraje budowały tysiące głowic dzięki czemu uzyskały zdolność zniszczenia planety i to „kilka razy”. Każda z nich chciała mieć większy wskaźnik overkill, czyli niejako „zabicia” przeciwnika kilka razy. Najgorsza jednak była świadomość, że przed atakiem nuklearnym nie ma skutecznej obrony. Systemy przeciwrakietowe z okresu zimnej wojny były niedoskonałe, a porozumienia SALT I i SALT II ograniczały możliwość ich budowy. Mająca powstać amerykańska tarcza antyrakietowa nie zagwarantuje stu procentowej osłony. W dodatku będzie bezużyteczna w przypadku zmasowanego uderzenia.

Bernard Brody uznał, że główna siła broni atomowej polega na tym, że ona w ogóle istnieje. Z bronią jądrową wiąże się jednak kilka paradoksów. Jednym z nich jest jej wojskowa bezużyteczność. Nie można nią uzyskać zwycięstwa militarnego, gdyż druga strona może odpowiedzieć kontratakiem co może doprowadzić do zagłady planety. Co więcej obszar skażony radioaktywnie po takim uderzeniu jest dla atakującego niemal bezużyteczny. Drugim jest to, że broń ta ma charakter zarówno ofensywny jak i defensywny. Wobec tego rozwijano metody odstraszania nuklearnego. Dla osiągnięcia celów wystarczyła sama groźba użycia tej broni. Dlatego należało przekonać przeciwnika, że dana strona gotowa jest jej użyć i zada wrogowi straty nie do zaakceptowania. Na poziomie strategicznym zapanowała równowaga strachu. "Odstraszanie nuklearne w istocie doprowadziło do zmiany sposobu, w jaki ludzie myśleli o samych sobie oraz o swej przyszłości; wymagało ono „gramatyki nadziei” przeformułowanej w innym czasie – przyszłym warunkowym” pisał Christopher Coker w “War and the 20th Century”.

Świat szybko się przekonał, że istnieje groźba defektu ludzkiego, który może doprowadzić przez „przypadek” do nuklearnego holocaustu. Przykładowo w 1962 roku Rosjanie odebrali samolot szpiegowski U2 nad Syberią jako bombowiec strategiczny. Wojna nie wybuchła gdyż Moskwa nie zareagowała. Cały glob wstrzymał oddech w czasie kryzysu kubańskiego. Jeden błąd mógł zaważyć na dalszym istnieniu ziemskiej cywilizacji. W 1979 roku awaria komputera w USA sprawia, że system wczesnego ostrzegania informuje, iż Czerwona Flota wystrzeliła rakiety w USA. Na szczęście usterkę usunięto w ciągu kilku minut. Nie brakowało też ludzi gotowych nacisnąć czerwony guzik bez specjalnego dowodu. Wielu jednak stawiało niewygodne pytanie: Jeżeli wojnę przeżyje tylko troje ludzi na planecie, a dwóch z nich będzie „naszymi” to będzie znaczyć, że wygraliśmy? Blisko poznania odpowiedzi na to pytanie byliśmy w 1962 roku.

Aby zrozumieć jak przerażającą broń stworzył człowiek wystarczy spojrzeć na bombę Car Bomb. Była to najpotężniejszą bomba typu termojądrowego zdetonowana przez Związek Radziecki w 1961 roku. Wybuch miał siłę 58 megaton, czyli 4000 tysięcy bomb zrzuconych na Hiroszimę. Wybuch miał miejsce na wyspie Nowa Ziemia. Mimo tego, że eksperyment miał miejsce na odludnych terenach to ze względów bezpieczeństwa zmniejszono siłę bomby ze 150 megaton do 58. Gdyby tego nie zrobiono to zniszczeniu uległoby kilka miast na północnych krańcach ZSRR, a opad radioaktywny objął by swoim zasięgiem całą Europę. W wyniku wybuchu wyparowało kilka mniejszych wysepek. Eksplozja odczuwalna była nawet na Alasce i była widoczna z odległości 900 kilometrów. Grzyb atomowy osiągnął wysokość 60 kilometrów i średnicę 40 kilometrów. Oparzenia trzeciego stopnia mogły zostać spowodowane w odległości 100 km od miejsca eksplozji. Natomiast fala uderzeniowa trzy razy okrążyła Ziemię. Siła eksplozji stanowiła 1% energii powierzchni Słońca. Pomnóżmy teraz to wszystko razy trzy a otrzymamy wynik pokazujący co by się stało gdyby zdetonowano pierwotny ładunek o sile 150 megaton.

Broń jądrowa nie zakwestionowała jednak roli sił konwencjonalnych. W czasie zimnej wojny istniała względna równowaga na poziomie atomowym, niżej takiej równowagi już nie było. Sprawiło to, że ten rodzaj uzbrojenia szybo się rozwijał osiągając dzisiejszy poziom zaawansowania. „(...) od końca II wojny światowej współczesne armie zwiększyły swoją zdolność bojową o co najmniej 600%. Technologia wojskowa osiągnęła poziom gdzie bronie konwencjonalne mają niekonwencjonalne skutki” uznaje Richard Gabriel. Mimo tak dużego postępu technologicznego to wciąż zwykły piechur jest najważniejszą siłą na polu walki. W latach osiemdziesiątych radziecki marszałek N. V. Ogarkov przewidywał, że rozwój broni konwencjonalnej pozwoli jej zastąpić broń jądrową dzięki swej precyzji i efektywności. Słysząc o rozwoju uzbrojenia konwencjonalnego wszyscy zachowujemy jednak spokój. Nie wzbudza ona w ludziach przerażenia. W przypadku broni jądrowej już sama myśl o tym, że ktoś może jej użyć sprawia, że przechodzą nam ciarki po plecach. Mimo, że groźba takiego ataku jest dzisiaj dużo mniejsza niż jeszcze 20 lat temu, to właśnie strach przed atomowym grzybem jest największy. W obecnej sytuacji międzynarodowej mało prawdopodobne jest użycie broni atomowej przez, którekolwiek państwo. Atak taki pociągnął by za sobą zbyt duże konsekwencje dla napastnika i całego świata. Przykładowo gdyby Kim-Dzon Il uderzył w USA to raczej Amerykanie nie zawahali by się zetrzeć go z powierzchni Ziemi.

Zdecydowanie bardziej realne jest zagrożenie płynące ze strony terrorystów mogących użyć tzw. brudnej bomby. W wyniku konwencjonalnej eksplozji zostaje rozrzucony materiał promieniotwórczy i skażony określony obszar. Wśród mieszkańców z pewnością wybuchnie panika, która zaczynie ogarniać cały kraj dzięki mediom, które nie omieszkają wzmóc poczucie zagrożenia. W zależności od siły ładunku, choroba popromienna może dotknąć setki, a nawet tysiące ludzi. Atak będzie miał też wpływ na ekonomię. Powstanie swoista wspólnota strachu. Każdy będzie się bał, że skoro terroryści zdołali użyć już raz brudnej bomby to mogą to zrobić ponownie. Od tego zaś już tylko krok do dalszego ograniczenia swobód obywatelskich w imię bezpieczeństwa.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Szwajcarska reduta

Rzym i Sparta stały zbrojne i wolne przez wiele wieków. Szwajcarzy zaś są bardzo zbrojni i bardzo wolni. N. Machiavelli "Książę"
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".