Wojny w TVP
    media publiczne61 · TVP41 · PiS200
2010-02-25
Od nieco ponad roku układy wpływów panujące w Telewizji Polskiej charakteryzują się tym, że wszyscy w miarę zorientowani w meandrach polskiej polityki doskonale zdają sobie z nich sprawę, ale jednak przesadnie głośno nikt o nich otwarcie nie mówi. Określić je można bowiem jako w sumie dość wstydliwe.

Za czasów prezesury Farfała powszechne były dość histeryczne głosy o rzekomo nadciągającej „faszyzacji” telewizji – spowodowane to było przeszłością ówczesnego prezesa, który okres młodzieńczej kontestacji przeżywał uczestnicząc w subkulturze skinheads (a przyznajmy, że i Młodzież Wszechpolska, z którą potem związany był Farfał, też nigdy nie miała specjalnie dobrej prasy i przez długi czas robiła za czarnego luda, którym czytelnicy „Gazety Wyborczej” straszyli przed snem swe niesforne pociechy). Krytycy ówczesnego prezesa uważali za oczywistość, iż epizod z wczesnej młodości dożywotnio go kompromituje, mimo że zazwyczaj wywodzili się ze środowisk, które nie odmawiały prawa do rewizji poglądów byłym komunistom, a nawet bagatelizowały fakt czyjejś współpracy z peerelowską bezpieką – to zestawianie sprawiało, że chociaż sam zaliczałem się do krytyków prezesa Farfała, to czasem trudno było mi powstrzymać się od śmiechu podczas lektury wymierzonych przeciw niemu filipik. Większości komentatorów zupełnie umykał przy tym fakt, iż Piotr Farfał mógł na fotelu prezesa TVP zasiadać tak długo jedynie dzięki przychylnej postawie ministra skarbu, wywodzącego się z Platformy Obywatelskiej Aleksandra Grada.

Oczywiście trudno mówić tu o jakiejś formalnej i oficjalnej koalicji – raczej było to po prostu chwilowe taktyczne porozumienie. Nie ulega jednak kwestii, że w przypadku wolnej ręki pozostawionej w TVP ekipie Farfała przez Grada, podobnie zresztą jak to miało miejsce z ostatnimi występami medialnymi Romana Giertycha, PO i resztówka po LPR grały do jednej bramki. Platforma kierowała się bowiem zasadą „każdy, byle nie PiS”, zaś zamieszanie wokół osoby Farfała również było partii rządzącej na rękę, na rękę był jej bowiem jak największy chaos wokół TVP. Nie było to pierwsze działanie Platformy na niekorzyść mediów publicznych, by wspomnieć choćby publiczne wezwania do niepłacenia abonamentu. Zdaniem niektórych, PO miałaby dążyć do znacznego osłabienia (powiedzmy otwarcie – do zniszczenia) telewizji publicznej, a następnie do jakiejś formy jej prywatyzacji. Co bardziej zagorzali antagoniści Platformy dopowiadają, że owo zniszczenie konkurenta miałoby być formą odwdzięczenia się stacjom komercyjnym za ogromne poparcie przed wyborami w 2007 roku.

Odwołanie Farfała, powstanie medialnej koalicji PiS-SLD

W końcu Farfał został jednak odwołany. Stało się to możliwe tylko i wyłącznie dzięki zawiązaniu medialnej koalicji PiS-SLD. O ile zakulisowe popieranie wszechpolska Farfała przez liberalną Platformę było dość egzotyczne, a dla pewnej części sympatyków mogło okazać się szokiem (gdyby nie było właśnie zakulisowe i niejawne), o tyle zupełnie otwarty sojusz partii określającej się jako antykomunistyczna i konserwatywna z postkomunistyczną lewicą trudno określić inaczej niż fakt szokujący i kompromitujący. Co bardziej gorliwi zwolennicy braci Kaczyńskich po dziś dzień zaprzeczają, iż do jakiegokolwiek układu w ogóle doszło, ale ponieważ jest to fakt niezaprzeczalny, najczęściej tłumaczy się ten krok pragmatyzmem politycznym. Nie zważano na głosy przestrzegające, iż ludzie SLD, jako nieporównanie bardziej w mediach doświadczeni, rychło pozbędą się niepotrzebnych im już sojuszników z PiSu, by zawiązać sojusz z kimś innym – na przykład z Platformą. Wszystko wskazuje na to, że SLD właśnie zaczyna się PiSu z telewizji pozbywać.

Emisja filmu dokumentalnego „Towarzysz generał”, poświęconego kulisom kariery Wojciecha Jaruzelskiego, sprowokowała istną furię postkomunistów i stała się przyczyną dymisji udzielonej (pod nieobecność prezesa Romualda Orła) przez zarząd TVP wicedyrektor Jedynki Anicie Gargas. Słychać też głosy, że lewica zwiększa swoje wpływy w redakcji „Teleexpressu” oraz flagowej audycji TVP Info „Minęła dwudziesta”.

Sympatycy Prawa i Sprawiedliwości często malują obraz prezesa Jarosława Kaczyńskiego jako genialnego stratega politycznego o umyśle przenikliwym niczym szachista. Cóż, wszystko wskazuje na to, że arcymistrz właśnie znalazł się w szachu. Daleki jestem od posądzania PiSu o jakieś ciągoty dyktatorskie czy autorytarne, a o osobach perorujących przeciw zagrożeniu kaczyzmem nie mam opinii zbyt pochlebnej – piszę to, aby użyta przeze mnie metafora historyczna nie została pojęta opacznie. Otóż medialną koalicję PiS-SLD porównałem sobie swego czasu do paktu Ribbentrop-Mołotow – sojuszu dwóch sił przeciwstawnych ideologicznie, zawartego w celu osiągnięcia pewnych doraźnych korzyści. Aby doprowadzić to porównanie do logicznej konsekwencji, muszę stwierdzić, że właśnie rozpoczęła się realizacja planu Barbarossa – i inaczej niż wskazywałoby proste trzymanie się pewnej historycznej ciągłości, to postkomuniści przypominają tu niemieckie dywizje, wdzierając się w pisowskie przyczółki niczym w zaatakowany właśnie Związek Sowiecki.

Kto w koalicji gra pierwsze skrzypce?

Możliwe jest, że PiS przejdzie nad opisanymi wyżej wypadkami do porządku dziennego, że okaże się, iż w tym momencie dla Jarosława Kaczyńskiego najważniejszy jest względny wpływ jego partii na „Wiadomości”, co pomóc może w reelekcji obecnego prezydenta, a wszystko inne musi tymczasowo zejść na dalszy plan. Byłaby to jednak zupełna kompromitacja moralna Prawa i Sprawiedliwości – partii zawsze deklarującej swój antykomunizm, przywiązanie do solidarnościowego etosu i opowiadającej się za koniecznością prowadzenia rzetelnych badań nad polską historią najnowszą, ze szczególnym uwzględnieniem tematów tabu. PiS wyrzekłby się w ten sposób tego, co niejako konstytuuje jego tożsamość.

PiS może też podjąć walkę o wpływy w chwiejącej się właśnie w posadach koalicji medialnej. Z góry można stwierdzić, że poniesie jej klęskę, a lewica zawrze nowe porozumienie z Platformą. Czy Prawo i Sprawiedliwość zachowa wtedy twarz? Cóż, zdaniem wielu straciło ją już wchodząc w układ z postkomunistami. By trzymać się odniesień do historii II wojny światowej strawestuję Churchilla – „tracą wpływy w mediach, a twarz stracili i tak”.

Co pokazuje całe zamieszanie? Po pierwsze – stanowi dowód na to, co coraz lepiej widać już od kilku lat – że historyczne podziały na „postkomunę” i „postsolidarność” nie odgrywają już w bieżącej polityce naszego kraju jakiegokolwiek praktycznego znaczenia. Po drugie – że w polskiej polityce nie ma sił „nieumoczonych”. PO w sojuszu z LPR, PiS w sojuszu z SLD – nadal dla wielu sympatyków wszystkich tych formacji konfiguracje takie brzmią egzotycznie i szokująco, mimo, że pierwsza z nich była jakiś czas temu faktem, a druga faktem właśnie być przestaje. Dominująca filozofia to, by znów podeprzeć się Churchillem: „Przeciwko (tu wstawić nazwę nielubionej partii) mogę sprzymierzyć się nawet z diabłem gdyby (tu wstawić nazwisko lidera niemiłego stronnictwa) zaatakował piekło”. A kondycja mediów publicznych? Schodzi na dalszy plan, przysłonięta przez polityczne rozgrywki.


Komentarzy: 4

Prudent
25 luty 2010 (09:01)
w miarę zorientowani
"Z góry można stwierdzić, że poniesie jej klęskę, a lewica zawrze nowe porozumienie z Platformą. " To święte słowa tak samo mówiło się po wyborach w 2007 Biedny PiS straci swojego piątego prezesa TVP Buuuuu

TomaszO
25 luty 2010 (12:42)
przepraszam
ale dzieci czytelników Gazety Wyborczej, to bardzo porządne dzieci. Proszę tutaj nie insynuować różnych oczywistości, niegdzie nie popartych badaniami empirycznymi. Mówię bardzo poważnie, bez cienia żartu

Igor
25 luty 2010 (18:09)
wydaje się, że PiS oberwie bardziej od lewicy
za tę koalicję, ale...z drugiej strony, dlaczego to niby mówi się ciągle, że PiS wszedł w koalicję z SLD a nie, że SLD weszło w koalicję z PiS-em? Przecież zwolennicy SLD chyba też powinni ostro potraktować swoją partię za taki godny pożałowania występek

Kowalczyk Adam
11 marca 2010 (14:29)
obie partie oberwią....
SLD i PiS próbowały wciskać ludziom kit - PO dogadała się z Giertychem! Ale teraz wszyscy widzą kto z kim się dogadał. Tym bardziej straty tych dwóch partii będą jeszcze większe. Ciekawi mnie tylko czy TVP dotrwa do następnych wyborów parlamentarnych, bo długów robi co niemiara. Cięte będą kanały tematyczne, byleby tylko utrzymać tych wspaniałych publicystów w jedynce. Z drugiej strony, przecież ci co tak nawołują do bojkotu TVP, do odpolitycznienia TVP są w takie sprawki umoczeni po same czubki głów. Typowa walka o władzę i kasę. Państwo drodzy, nie oglądajmy tej TV, niech sama upadnie, niena na jej gruzach powstanie mała publiczna TV, gdzie będą naprawdę dobre filmy, seriale, teatry, repotraże, a nie do g...które mamy teraz
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Czy w mediach rozrywka rozbiła misję?

Media przechodzą ostatnimi czasy głęboką metamorfozę. Zmienia się nośnik informacji, a jej „trzon” coraz bardziej zależy od preferencji odbiorcy. Dzieci rosną wraz z tabletami, czas...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".