Nasze wolności
W Polsce nie ma wolności słowa. Dla niektórych stwierdzenie to może być szokujące acz istotnie tak jest, co udowodnię w tym artykule. Na początek jednak musimy uściślić znaczenie terminu "wolność słowa" - ponieważ zajmiemy się wolnością słowa w Polsce, skorzystamy z terminów znajdujących się w umowach międzynarodowych podpisanych przez państwo polskie. I tak wolność słowa oznacza "prawo do swobodnego wyrażania opinii" poprzez " rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru" [1], a także "wolność posiadania lub przyjmowania wyznań lub przekonań" oraz prawo do uzewnętrzniania ich "indywidualnie czy wspólnie z innymi, publicznie lub prywatnie" [2]. Wcześniejsza Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 1948 roku mówi nawet o rozpowszechnianiu informacji "wszelkimi środkami". [3] Swobody te ogranicza zapis mówiący o możliwości ograniczenia ich w celu "poszanowania praw i dobrego imienia innych" czy też "ochrony bezpieczeństwa publicznego lub porządku publicznego albo zdrowia lub moralności publicznej" [4], z której to furtki system prawa polskiego skrzętnie korzysta. Zatem z jednej strony każdy obywatel państwa polskiego ma prawo do wyrażania swojej opinii na dowolny temat w dowolny sposób - lecz z drugiej strony jest to klasyczny przykład prawa obowiązującego tylko na papierze.
Słowo w kajdanach
Oto mamy w Kodeksie Karnym zapis mówiący o zakazie znieważania "Narodu lub Rzeczypospolitej Polskiej" pod karą pozbawienia wolności do lat 3. [5] Zapis ten jest wyjątkowo lakoniczny, co pozostawia sądowi dużą swobodę w ustaleniu znaczenia terminu "znieważanie". W skrajnych przypadkach sąd może skazać na pozbawienia wolności każdego, kto publicznie (np: na przystanku autobusowym) mówi o "narodzie chamów i złodziei", "ciemnogrodzie" czy "chorym państwie". Rzecz jasna reguła odwyknienia (desuetudo) sprawia, że niemal nikt nie jest pociągany do odpowiedzialności za takie "przestępstwo" - ale gdyby sąd zechciał, mógłby zamknąć każdego kto choć raz źle wyraził się o swoim narodzie. Następnie mamy, nadużywany ostatnio w sposób wręcz skandaliczny, zakaz znieważania prezydenta, ważący także 3 lata [6]. Czy nazwanie obecnego prezydenta "kartoflem", byłego "pijakiem" czy nawet pierwszego "prymitywem" stanowi naruszenie bezpieczeństwa czy porządku publicznego? Czy wyrażenie swojej opinii na temat np: pijackiego bełkotu Kwaśniewskiego w Charkowie czy na uczelni ukraińskiej zagraża zdrowiu i moralności publicznej? Jest to ewidentne złamanie zasady równości wobec prawa i tworzenie kategorii "nienaruszalnych", co zamiast służyć prestiżowi państwa tylko go obniża - przykładem może być kafkowski wręcz proces Huberta H., bezdomnego, który śmiał wyrazić swoją opinię na temat głowy państwa. Podobny zapis przeznaczony dla zwykłego człowieka, karzący za zniesławienie i pomówienie [7], nie jest ani stosowany w praktyce ani zgodny z umowami międzynarodowymi podpisanymi przez Polskę. Nawet obelżywe nazwanie kogoś mieści się w ramach wolności słowa i nie powinno (ani nie może!) być objęte sankcją karną - sankcje społeczne (ostracyzm, niechęć do danej osoby) są w zupełności wystarczające.
Więźniowie sumienia
Poza artykułami pozwalającymi wsadzić do więzienia każdego, kto twierdzi, że "Sejm to banda idiotów" albo "rząd rżnie głupa" [8] - czyli przewidującymi karę za swoistą obrazę majestatu - istnieją także niesławne artykuły 256 oraz 257, karzące generalnie za "hate speech" czyli publiczne znieważanie z racji koloru skóry, narodowości, wyznania oraz propagowanie "faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju". [9] Autor bynajmniej nie odczuwa najmniejszej sympatii do tego rodzaju zachowań (wprost przeciwnie), twierdzi natomiast, że choć kupno koszulki z Che Guevarą, Stalinem, Mao, Hitlerem czy innym ludobójcą świadczy o nędzy intelektualnej i moralnej posiadacza takiej ozdoby, nie można za propagowanie jakichkolwiek poglądów wsadzać ludzi do więzienia. Autor nie jest w tych poglądach odosobniony, ponieważ w ustawodawstwie wszystkich krajów Europy czy szerzej Zachodu zakazane jest prześladowanie za poglądy - chyba, że ktoś jest neofaszystą czy neguje Holocaust (neokomunistów raczej nie ściga się; we Francji nawet regularnie startują w wyborach). Davida Irvinga w książce "Wojna Hitlera" twierdzi, że wódz III Rzeszy nie wiedział o Shoah, że liczba ofiar Ostatecznego Rozwiązania była mniejsza, niż podają oficjalne źródła, że komory gazowe to wymysł aliantów - za co został skazany na 3 lata więzienia przez sąd w Wiedniu. [10] Czy za stawianie tez historycznych, nawet źle uargumentowanych, można więzić? Czy prowadzenie badań na tematy kontrowersyjne pozwala uwięzić historyka, który przecież wykonuje swój zawód? Idźmy dalej - czy za wykrzykiwanie "Sieg Heil!" na spotkaniu z przyjaciółmi można być karanym? Objęcie sankcją karną dowolnej wypowiedzi, gestu, znaku czy książki ("Mein Kampf") jest nieetyczne i narusza wolność człowieka - jest to karanie nie za czyn (np: morderstwo na tle rasowym) ale za pogląd (np: Murzyni są podludźmi).
Obiektywnie rzecz ujmując, prześladowanie przez państwo polskie ludzi wyznających ideologię neonazistowską nie różni się niczym na płaszczyźnie zasad od prześladowania przez na przykład III Rzeszę ludzi wyznających ideologię komunistyczną. Analogicznie do omawianego przez mnie wcześniej zagadnienia dyskryminacji, [11] każdy człowiek ma prawo do nienawiści względem dowolnej grupy ideologicznej, rasowej, etnicznej, religijnej itd, tak samo jak ma prawo do obrażania, wyzywania i ubliżania innym. Wbrew temu co mówi artykuł 196 KK, każdy ma także prawo do obrazy uczuć religijnych - w obecnej formie artykuł ten wykorzystywany jest jako narzędzie cenzury i ingerencji państwa w wolność twórczości artystycznej, chronioną zresztą przez konstytucję. [12]
Państwo dobrem najwyższym?
"Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku."
Nasuwa się proste pytanie - dlaczego? Dlaczego spalenie flagi, ułamanie części godła czy nieprzyzwoite rysunki na banderze mają być karane? Zaznaczam, że nie chodzi tutaj o spalenie cudzej flagi, lecz własnej. We własnym ogródku na przykład. Z przyjaciółmi. Jeśli ktoś sprzeciwia się władzy w swoim czy innym kraju, pali flagę - palono i pali się je na całym świecie z rozmaitych przyczyn. Czym spalenie flagi np: USA różni się od napisania niezwykle krytycznego i surowego artykułu na temat polityki tego państwa? Skoro można krytykować za pomocą słowa pisanego, w rozmowie, za pomocą gestów, transparentów, organizacji marszów etc - to dlaczego akurat spalenie jest zakazane? Jeśli "bezpieczeństwo i porządek publiczny" nie cierpią na skutek krytykowania w dyskusji samej konstytucji, to nie ma żadnego argumentu by miały nagle zostać narażone na szwank przez kawałek spalonej szmaty.
Można próbować argumentować, że niszcząc symbol państwa nawołuje się do nieposłuszeństwa wobec niego, nierespektowania jego norm - ale o ile mi wiadomo, krytyka istniejącego ustroju nie jest (jeszcze) zabroniona, wyszukiwaniem głupich przepisów zajmuje się nawet specjalna komisja sejmowa a każdy obywatel może sobie spokojnie wierzyć w idee anarchistyczne. Państwo ani jego symbole nie są żadną świętością, przed którą trzeba stać na baczność czy klęczeć a karanie wolnych ludzi za to, że mają swoje zdanie przypomina bardziej praktyki PRL niż demokratycznego państwa prawa. Parlament Norwegii zdecydował przeszło rok temu, że publiczne niszczenie znaków państwowych nie jest przestępstwem a formą wypowiedzi [13]. Szansa na to, że polski parlament dojdzie do takiego wniosku są bliskie zera, ponieważ politycy myślą kategoriami "dobre nakazać, złe zakazać" (przy czym oczywiście oni sami mówią co jest fe) a społeczeństwo jest albo zaczadzone polityczną poprawnością, równością i tolerancją w rozumieniu europejskim albo same zakazałoby wszystkiego, co nienarodowe i niekatolickie.
Podsumowanie
Jak widać, wolności słowa nie mamy. Nie mamy pełnej swobody posiadania, wyrażania oraz rozpowszechniania własnej opinii w dowolny sposób wedle naszego uznania, publicznie czy prywatnie. A że nie istnieje coś takiego jak "częściowa wolność słowa", podobnie jak nie można być "trochę w ciąży" lub "częściowo martwym", mamy zamiast wolności jej brak, czyli niewolę. W rzeczy samej należałoby używać terminu częściowa niewola słowa, ponieważ istnieją miliony tematów, poglądów oraz informacji, które można dowolnie wyrażać - co nie zmienia interesującego nas faktu, że jako żywo wolności słowa w Polsce nie ma. Kto nie wierzy, może spróbować publicznie obrazić prezydenta, policjanta, Żydów, Murzynów czy inne mniejszości (przynajmniej cyklistów nam zostawiono), stworzyć plakat z waginą na Koranie czy wreszcie spalić dowolną flagę. Mimo pojawiających się inicjatyw [14], jeszcze wiele wody upłynie w Wiśle zanim władza nie będzie chciała kontrolować zawartości naszych umysłów - o ile kiedykolwiek to nastąpi, co jest równie prawdopodobne jak polska załogowa misja na Marsa.
[1] MPPOiP, Artykuł 19, ust.1 i 2
[2] ibidem, Artykuł 18, ust.1
[3] PDPCz, Artykuł 19 - zapisy w Deklaracji nie mają sankcji prawnej, mają ją zapisy w Pakcie Praw
[4] ibidem, Artykuł 19, ust.3
[5] KK, art.133
[6] ibidem, art.135
[7] ibidem, art.212 i 216
[8] ibidem, art.226, ust.1 i 3
[9] ibidem, art.256
[10] Bartosz Wieliński, David Irving skazany za kłamstwo oświęcimskie, Gazeta Wyborcza.pl, 21 lutego 2006
[11] Rafał Lorent, Dyskryminacja jest OK, mojeopinie.pl, 23 listopada 2008
[12] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, art.73
[13] W Norwegii zezwolono na palenie flag, by promować wolność słowa, Gazeta Wyborcza.pl, 13 lutego 2008
[14] na przykład grupa Indeks 73, skupiająca artystów chcących walczyć z naruszeniami wolności artystycznej i promujących wolną kulturę
Bibliografia:
Kodeks karny z dnia 6 czerwca 1997 r., Dz. U. z 1997 r. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.
Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, Nowy Jork 1966, ratyfikowany przez Polskę w 1977
Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, Paryż 1948
Komentarzy: 14Jarmark
22 luty 2009 (21:24)
porównywać palenie flagi do hailowania.... To zupełnie dwie różne sprawy. I to jeszcze w kontekście wolności słowa. Idziesz zwyczajnie za daleko..to zaczyna być anarchizm...a anarchizm prowadzi tylko do jednej rzeczy. Kolo się zamyka.
Rafał Lorent
22 luty 2009 (21:35)
Używam definicji wolności słowa obecnych w prawie międzynarodowym akceptowanym przez Polskę. A do czego prowadzi anarchizm, jeśli można wiedzieć? I gdzie anarchizm w paleniu flagi? Proszę o jakieś merytoryczne argumenty.
Jarmark
22 luty 2009 (22:02)
używasz definicji czy ją interpretujesz? Bo dla mnie to interpretacja...ale ok, niech będzie..pal flagę, pluj, czytaj Mein Kampf..brawo!!! - wolno ci... "Obiektywnie rzecz ujmując, prześladowanie przez państwo polskie ludzi wyznających ideologię neonazistowską nie różni się niczym na płaszczyźnie zasad od prześladowania przez na przykład III Rzeszę ludzi wyznających ideologię komunistyczną." Ten fragment tekstu tak naprawdę mówi wszystko o Twojej interpretacji tzw. wolności słowa świadczą zresztą o Twojej inteligencji... nie nie tutaj argumentów merytorycznych nie można użyć, nie ma sensu walić słowami w beton. EOT
Rafał Lorent
22 luty 2009 (22:06)
Odnośnie cytowanego fragmentu - jak byk stoi "na płaszczyźnie zasad". W obu przypadkach mamy do czynienia z ograniczaniem przez państwo możliwości wypowiedzi danej kategorii osób, pod co podchodzą wypowiedzi publiczne, używanie symboli etc. Oczywiście neonazistów nikt nie pakuje do obozów koncentracyjnych - ale nie chodzi o szczegóły tylko o zasadę pt: "możesz mówić co chcesz ALE tylko wtedy, kiedy państwo na to pozwoli". Ad personam pomijam i wciąż czekam na merytoryczne argumenty.
Łukasz
22 luty 2009 (22:16)
Nikt nikogo nie wsadzi do więzienia, za to że bada fakty historyczne, czytając również Mein Kampf. Nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego szkodliwość społeczna jest znikoma. Inną sprawą jest malowanie swastyk na ulicach, czy publiczne czytanie takiej książki. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego, któremu nie można przypisać winy w momencie popełnienia przestępstwa. W przypadku badania zawartości historycznej nie można mówić o winie. Jak haniebnym przestępstwem, przyjmując Twoją wykładnie byłaby ekshumacja zwłok generała Sikorskiego? Trzeba też sprostować, że sędzia nie ma zupełnej dowolności w zasądzaniu środka karnego. 3 lata może być zasądzone w przypadku wielokrotnej recydywy w innym przypadku podejrzewam, że sąd zastosowałby upomnienie i odstąpił od kary. Piszesz również, że "objęcie sankcją karną dowolnej wypowiedzi, gestu, znaku czy książki ("Mein Kampf") jest nieetyczne i narusza wolność człowieka - jest to karanie nie za czyn (np: morderstwo na tle rasowym) ale za pogląd (np: Murzyni są podludźmi)." - czy czynem nie jest właśnie szerzenie treści, które nawołują do nienawiści, mordowania innych ras itp? Wolność słowa nie ma sztywnej granicy, jest ona płynna. Twoja wolność słowa kończy się w momencie(upraszczając sprawę) kiedy swoimi wypowiedziami wkraczasz w czyjeś dobre imię. Należy tutaj dodać, że dobre imię stanowi dobro osobiste i dzięki konstrukcji, jego ochrona jest bardzo skuteczna. Na końcu chciałbym się jeszcze odnieść do symboli narodowych, które głównie na tle historycznym mają olbrzymią wagę dla państwa polskiego, dla Polskości. Ich niszczenie obraża mnie, obraża wszystkich, którzy za możliwość wywieszenia flagi oddali życie. Nie możesz zrównywać flagi czy naszego godła do kartki papieru albo słomianego kapelusza. Pozdr.
Rafał Lorent
23 luty 2009 (09:03)
Wspomniany przeze mnie kontrowersyjny historyk został skazany przez sądy w Austrii, Wielkiej Brytanii i Niemiec bodajże. Co do dobrego imienia, ani Międzynarodowy Pakt ani Powszechna deklaracja nie gwarantują "wolności do bycia nieobrażanym", co więcej można stwierdzić, że wolność słowa istnieje właśnie tak długo, jak można powiedzieć ludziom coś, czego nie chcą słyszeć. Koncepcja "dobrego imienia" osoby czy grupy prowadzi właśnie do cenzurowania prac artystów czy sankcji za zniszczenie flagi. Co do samej flagi - skoro ma taką wielką wartość dla każdego członka danego państwa, czemu parlament norweski wprowadził tak liberalne prawo? Czyżby Norwegowie nie szanowali swojego państwa, historii? Nie - patriotyzm to jest postawa a nie puste gesty typu raz do roku wywiesić flagę. Ponadto nie zabraniam nikomu "wywiesić flagi za którą oddali życie" - z własną flagą każdy może robić, co mu się podoba. Twoja wypowiedź zaś pokazuje, że z chęcią zamknąłbyś usta tym, którzy krytykują wartości dla ciebie cenne. Fakt, że jesteś patriotą nie jest żadnym uzasadnieniem - gdybyś był narodowcem, równie chętnie zabroniłbyś czerwonej flagi, gdybyś był przede wszystkim katolikiem zabroniłbyś półksiężyca. Wolność słowa mamy tak długo, jak długo możemy denerwować, irytować, obrażać i bulwersować innych naszymi wypowiedziami (werbalnie czy za pomocą gestów lub innych środków) i nie być za to karanym przez prawo.
Łukasz
23 luty 2009 (13:03)
Nie znam sprawy tego "kontrowersyjnego historyka" a Twoja opinia w żadnym wypadku nie uzupełnia obrazu. Trzeba by przestudiować akta sprawy, trzeba by przeczytać książkę, żeby stwierdzić czy ten historyk rzeczywiście z całkowitą starannością prześledził wszystkie fakty historyczne, czy przyjechał do Oświęcimia albo na Majdanek. Według mnie skoro padł tak surowy wyrok, prawdopodobnie z pracą naukową nie miało to wiele do czynienia - była to zwykła agitacja na rzecz nazizmu. W Polskim prawie międzynarodowe pakty, powszechne deklaracje(określane mianem Ratyfikowanych Umów Międzynarodowych) znajdują się w hierarchii źródeł prawa pod konstytucją. W artykule 47 naszej ustawy zasadniczej możemy wyczytać "Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o życiu osobistym". Jak widzisz aby chronić nasze dobre imię czy niezbywalną godność nie musimy sięgać do zagranicznych źródeł prawa. Podajesz przykład Norwegii. To ja w takim razie zapytam, dlaczego 300 innych parlamentów, nadal uważa, że niszczenie symboli które jednoznacznie kojarzą się z ich państwowością zasługuje na karę? Tak samo uważasz pewnie, że w Polsce nie ma swobody działalności gospodarczej bo istnieje taka właśnie ustawa, która wprowadza wiele ograniczeń, między innymi koncesje na produkcję broni. Najchętniej widziałbyś anarchistyczną wolną amerykankę, żeby ktoś przyszedł i bez uprzedzenia wiercił dziurę w piwnicy bo akurat wydaje mu się, że tam może znajdować się ropa. Wolność słowa mam do momentu obrażania innych, granica tak jak już wcześniej pisałem jest płynna i zależy od subiektywnych odczuć. Każdy ma prawne instrumenty, żeby bronić swoich niezbywalnych wartości. Chcesz to możesz cofnąć się do epoki kamienia łupanego, obrażać wszystko i wszystkich a na dodatek uważać, że masz do tego prawo bo to Twoja wolność słowa. Na szczęście dorobek kulturowy świata wypracował już inny wzór zachowania... Pozdr.
Bebiko
23 luty 2009 (14:24)
czyli zabić Lorenta!! jest w pełni zgodne z prawem...taa
Rafał Lorent
23 luty 2009 (17:03)
"Twoja opinia w żadnym wypadku nie uzupełnia obrazu…Według mnie… była to zwykła agitacja na rzecz nazizmu." To nie jest logiczna wypowiedź, chyba że są racje moje i mojsze. Prawo do ochrony swojego dobrego imienia nie wymaga istnienia sankcji karnych. Skąd 300 parlamentów, skoro na świecie jest mniej niż 200 państw? Jako że nie jestem posłem żadnego parlamentu, nie udzielę odpowiedzi na to pytanie, które zresztą nijak ma się do zasady wolności słowa o której rozmawiamy. Wg rankingu wolności gospodarczej za rok 2008 Heritage Foundation Polska otrzymała 60 punktów na 100 możliwych, lądując za Mongolią, Ugandą, Albanią. Pełnej wolności gospodarczej w Polsce nie ma. Kolejne ad personam o kamieniu łupanym i ropie w piwnicy pomijam.
Łukasz
23 luty 2009 (20:14)
Właśnie w tym problem że całe życie pojmujesz jako logikę, albo 1 albo 0 albo tak albo nie. Nie ma nic pomiędzy. Albo coś jest drogie albo tanie, nie ma niczego w dobrej cenie. Liczba 300 była przykładową cyfrą, rozumiem że to Twój główny argument w tej dyskusji? "Pełnej wolności gospodarczej w Polsce nie ma." - jesteś strasznie niekonsekwentny. Wolność słowa jest albo jej nie ma, tak pisałeś jeszcze niedawno("A że nie istnieje coś takiego jak "częściowa wolność słowa"). Teraz nagle pojawia się podział na pełną wolność gospodarczą i częściową albo jej brak. O ropie być może nie zrozumiałeś, bo mój komentarz nie był kompletny. Chodziło o wiercenie w Twojej piwnicy pod pretekstem poszukiwania ropy. Teraz ustawa o Swobodzie Działalności Gospodarczej wprowadza ograniczenia na taki rodzaj poszukiwań, w Twoich ukochanym systemie nie byłoby takowych bo mamy do czynienia z wolnością gospodarczą, czyli nie ma absolutnie żadnych ograniczeń w działalności gospodarczej. Uwierz mi anarchia nie prowadzi do niczego dobrego...
Rafał Lorent
23 luty 2009 (21:01)
W związku z ciągłym ad personam i brakiem argumentów zaprzestaję dyskusji.
Katar
24 luty 2009 (14:24)
do tego sam pisząc o wolności słowa, prawie człowieka do nienawiści...sam się obraża jak malutki dzieciak... Twój tekst po prostu jest tak słaby, tak tendencyjny a zarazem tak niebezpieczny...że nic dodać nic ująć...Łukasz ma rację
Stefek
26 luty 2009 (22:23)
Może i autor się "obrażą" (choć ja by tego tak nie nazwał) ale przecież nie postuluje by ograniczyć wam wolność wypowiedzi, nie robi nic sprzecznego ze swoimi poglądami. Tekst jest o tyle "słaby" że mówi rzeczy oczywiste i nie jest niebezpieczny (chyba że uważa się że to wolność jest niebezpieczna)
Turin
27 luty 2009 (00:05)
jednego z powyższych komentarzach: W jaki sposób szkodzi wam fakt, że ktoś gdzieś na świecie hajluje czy pali flagę? Co pozwala wam czuć się uprawnionymi do zakazywania tego drugiemu człowiekowi? Neonazistę, korzystając z własnej wolności słowa, możesz skrytykować - i zwyciężyć go rozsądkiem. Zakazując mu jednak demonstrowania swych poglądów zamieniasz swój rozsądek na brutalną siłę, czego naturalną konsekwencją jest to, że zniżasz się do jego sposobu rozwiązywania sporów. Walka z, dla przykładu, nazizmem nie polega na budowie kontrnazizmu, ale na dążeniu ku wolnej myśli, wolnego działania i słowa. Na szczęście w umysłach ludzkich nadal panuje anarchia - każdy może sobie myśleć, o czym zechce. Czy i tutaj chcielibyście wprowadzić łapy naszego ukochanego rządu? Niezależnie co odpowiecie, w stosunku do waszych wypowiedzi - jesteście niekonsekwentni.



Start


