„Wolverine” – krok w dobrą stronę twórców X-Menów
    film74 · X-Men1 · Hugh Jackman1 · Wolverine1
2013-08-04
W przepełnionych akcją kinach okresu wakacyjnego „Wolverine”, zamiast kolejnych scen walki, stara się przedstawić widzom bardziej wyciszonego, wręcz zamyślonego bohatera, który mimo wszystko potrafi przez dwie godziny z łatwością utrzymać uwagę publiczności.

Niewątpliwie duża w tym zasługa Hugh Jackmana, który już po raz szósty wcielił się w postać Wolverine'a . To, że jest on bardzo dobrym aktorem nie budzi wątpliwości, ale można by się zastanawiać, czy po tylu latach powracania do tej samej postaci zarówno aktor, jak i widzowie nie odczuwają znużenia powtarzaniem wciąż tych samych schematów. Na szczęście jego występ w filmie udowadnia, że Jackman nie znudził się rolą, a wręcz przeciwnie – granie Logana sprawia mu widoczną przyjemność. A wprawa, jaką zyskał przez lata i spowodowana tym lekkość w interpretacji bohatera są jednymi z największych zalet nowego filmu z serii o X-Menach.

„Wolverine” nie zachwyca, ale jest na tyle solidnie zrobiony i inny od swoich poprzedników, że zapewnia dwie godziny dobrej rozrywki.

Film jest w pewnym sensie kontynuacją wydarzeń z „X-Men: Ostatni bastion”. Złamany i zrezygnowany Logan ukrywa się w lasach Kanady. Całkowicie izoluje się od ludzi, a dnie spędza na rozpamiętywaniu przeszłości i ponownym przeżywaniu swoich błędów i ich konsekwencji. Co noc dręczą go koszmary. W końcu z jego pustelniczego życia wyrywa go Yukio – młoda Japonka, która przekonuje go do wyjazdu do Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie Logan ma pożegnać się z umierającym na raka Yashidą. Mężczyźni poznali się lata wcześniej, w czasie II wojny światowej, kiedy Logan uratował Yashidzie życie. Na miejscu okazuje się, że Yashida znalazł sposób na uczynienie Logana śmiertelnym i próbuje przekonać mężczyznę do przekazania mu swoich mocy. Mimo iż nieśmiertelność jest największym marzeniem Logana, mężczyzna nie zgadza się. Wkrótce Yashida umiera, a przed śmiercią prosi Logana, by ten zaopiekował się jego wnuczką – Mariko. Prośba ta okazuje się uzasadniona, kiedy dziewczyna zostaje zaatakowana i porwana przez członków Yakuzy w czasie pogrzebu dziadka. Tajemniczo pozbawiony swoich mocy, Logan musi nie tylko uratować Mariko, ale także odkryć tajemnice Japońskiej rodziny potentatów rynku technologicznego, a przede wszystkim na nowo odnaleźć sens życia.

Jak na film o superbohaterach, „Wolverine” przywiązuje zaskakująco mało uwagi do scen akcji. Oczywiście pojawiają się one przez cały film i są bardzo dobrze wyreżyserowane, jednak to nie one grają pierwsze skrzypce. „Wolverine” stawia raczej na fabułę i rozwiązywanie kolejnych dylematów czy odkrywanie tajemnic bohaterów. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że mimo niewątpliwego uroku scen, w których Wolverine na zmianę zabija członków Yakuzy i wojowników ninja, budzą one raczej irytację widza, który jak najszybciej chciałby poznać motywację postaci i rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące intrygi ukazanej w filmie. Jest to zdecydowany odwrót od formuły przedstawianej nam w filmach opartych na komiksach, mających premierę w ostatnich latach i można dyskutować, czy decyzja o takiej formule filmu była słuszna. Moim zdaniem tak. Może film nie jest najlepszy w swoim gatunku, jednak brak wymyślnych efektów specjalnych i wybranie innej ścieżki niż „Avengers” czy „Iron Man” jest zdecydowanie zaletą, nie wadą filmu. Nawet jeśli nie wszystkie założenia udało się zrealizować i pewne sceny czy rozwiązania fabularne irytują, dobrze jest wiedzieć, że twórcy adaptacji komiksów są gotowi eksperymentować z innymi formułami.



Największą wadą filmu jest jego przeciętność. „Wolverine'a” ogląda się łatwo i przyjemnie, a kolejne sceny składają się w przemyślaną całość, jednak żadna nie wywiera piorunującego wrażenia i raczej nie zapada w pamięć na dłużej, przez co film może na pierwszy rzut oka wydawać się gorszy, niż w rzeczywistości jest. Znamienna jest również główna zaleta „Wolverine'a”, a mianowicie to, że jest lepszy od poprzednich dwóch filmów, w których pojawia się Logan („X-Men: Ostatni bastion” i „X-Men Geneza: Wolverine”). Można dyskutować, czy to wystarczy, by uznać film za dobry. Zazwyczaj chyba nie, jednak w przypadku „Wolverine'a” znaczy to tyle, że filmy o mutantach wyraźnie pną się w górę i starają odciąć od wcześniejszych niepowodzeń. Potwierdza to również zapowiedź kolejnego filmu - „X-Men: Days of Future Past”, która została wpleciona w ostatnie sceny i zdecydowanie może budzić nadzieję na bardzo dobrą adaptację komiksu.

Film z pewnością rozczaruje wielu widzów, jednak równie wielu wyjdzie z kina usatysfakcjonowanych. „Wolverine” nie zachwyca, ale jest na tyle solidnie zrobiony i inny od swoich poprzedników, że zapewnia dwie godziny dobrej rozrywki. Mimo wszystko ja spodziewałam się chyba czegoś więcej. No ale podobno nie można mieć wszystkiego.



Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na temat innego filmu? Może książki? Lub albumu muzycznego, który zrobił na Tobie ostatnio wrażenie?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".