„Wyspa” („Ostrov”, Rosja 2006), czyli dzieje grzechu po rosyjsku
    kino rosyjskie5 · recenzje filmowe146
2009-01-11
Rok 1942, Morze Białe, noc na radzieckiej barce transportującej węgiel. Z dwóch przebywających na niej mężczyzn, przeżyje za sprawą okrutnego niemieckiego ultimatum tylko jeden. Młody marynarz zostaje zmuszony do podjęcia decyzji, która zaważy na całym jego przyszłym życiu i której konsekwencje będą go prześladować przez kolejne kilkadziesiąt lat.

Tak wygląda dramatyczne preludium do filmu „Wyspa” w reżyserii Pawła Łungina.

W kolejnej odsłonie przenosimy się na tytułową, odciętą od świata i cywilizacji wyspę, na której życie toczy się wokół niewielkiego klasztoru. Jest rok 1976, a centralną postacią okazuje się mocno ekscentryczny ojciec Anatolij – nawet wśród własnych „braci” jest wyrzutkiem – całymi dniami pracuje w kotłowni, śpi na stercie węgla, śpiewa na cały głos i zachowuje się niekiedy mocno nieobyczajnie, jednocześnie desperacko trzymając się swojej wiary w Boga i surowych, choć dość nieortodoksyjnych zasad. Do tego okazuje się także, że ojciec Anatolij poza złośliwym poczuciem humoru, obdarzony jest łaską prorokowania i uleczania – czyni to jednak w tak mało tradycyjny sposób, że momentami nie sposób się nie roześmiać z jego niechęci do czegoś, co dziś nazwalibyśmy polityczną poprawnością.

Fabuła „Wyspy” jak widać, nie jest żadną misterną konstrukcją, ale też nie o fabułę w tym filmie chodzi – Łungin czyni tu raczej próbę (całkiem udaną, moim zdaniem) ukazania komuś z zewnątrz barwnej rosyjskiej duchowości, a przede wszystkim zmierzenia się z uniwersalnym problemem grzechu i odkupienia. Anatolij z własnej woli narzuca sobie surową pokutę za czyn popełniony trzydzieści lat wcześniej i paradoksalnie, nagle ten grzesznik zostaje uznany przez odwiedzających klasztor mieszkańców okolicznych wiosek, za niemal świętego.

W zasadzie ciężko jest opisać ten obraz słowami, bo to, co w nim naprawdę istotne, rozgrywa się gdzieś na pograniczu, a to z kolei sprawia, że „Wyspę” zdecydowanie powinno odbierać się emocjami, a nie rozumem – i mimo przepojonej religijnością fabuły, wcale nie trzeba być człowiekiem wierzącym żeby dostrzec piękno tej historii, choć jednocześnie uprzedzam, że nie jest to film łatwy i przyjemny w odbiorze. Jeśli jednak uda nam się wystarczająco skupić i odrzucić początkowe uprzedzenia co do niespecjalnie wzbudzającego sympatię bohatera, nie powinniśmy żałować tej blisko dwugodzinnej duchowo-estetycznej uczty.

Na koniec warto dodać jeszcze, że za piękne zdjęcia odpowiedzialny jest Andriej Zegalow, a genialnym odtwórcą roli ojca Anatolija jest Piotr Mamonow.

Reżyseria: Paweł Łungin
Obsada: Piotr Mamonow, Wiktor Sukorukow, Jurij Kuzniecow


Komentarzy: 4

Krzychu
11 stycznia 2009 (19:33)
Male ale ...
Rosyjski oficer również przeżyje wydarzenia 42 roku ale o tym prosty żołnierz ktory do niego strzelał dowie sie bedac juz w podeszlym wieku - na tytulowej Wyspie, pokutujac za zabojstwo, ktorego nie popelnil ... Piotr Mamonow - lider awangardowej rockowej grupy Zvuki Mu, alkoholik i narkoman ktory w polowie lat 90 tych wyjechal na wies aby daleko od cywilizacji, samotnie wiesc zycie pustelnika. Od tego czasu przeszedl pelne przeistoczenie, stal czlowiekiem gleboko religijnym, przestal pic i uzywac narkotykow. Moze byc dobrym przykladem na to, iz szczera wiara w Boga potrafi czynic cuda.

Kobe
12 stycznia 2009 (14:11)
Odradzam
Film jest dla ludzi baaaaardzo ambitnych, którzy lubują się w poszukiwaniu głębszego sensu. Co więcej, jest trudny w odbiorze. Ja jednak nie jestem fanem takiego kina. Dla mnie 'wyspa' był najgorszym filmem jaki obejrzałem w życiu. Określenie 'nudny' jest naprawdę delikatne. Tam się kompletnie nic nie dzieje. Na seansie można dosłownie usnąć a wyczynem staje się dotrwanie do końca. polecam go jednak śmiałkom lubiących takie wyzwania :D

Joanna N.
12 stycznia 2009 (16:46)
do Krzycha o spoilerach słów kilka...
Celowo starałam się nie zdradzić w opisie całej fabuły, a zwłaszcza tej właśnie informacji, bo przecież w tym tkwi "problem" bohatera - że całe życie pokutuje za grzech, który okazuje się nie do końca taki ciężki jak mu się wydawało... Na przyszłość proponuję dać szansę na choćby niewielką niespodziankę tym, którzy ewent. chcieliby to obejrzeć i nie wyrywać się ze wszystkimi detalami ;) pozdrawiam,

emil
22 czerwca 2016 (14:21)
Film nie z tej epoki
Film jest fenomenalny, jakże bardzo różny od tego czym żyje Zachód. Pozwala on budzić nadzieję, że Rosja mimo rządów Putina jeszcze sie nie skończyła i że jeszcze ma w sobie duchowy i artystyczny potencjał. Nieprawda, że ten film, jak pisze "Kobe", jest dla osób baaaardzo ambitnych. Bo tu nie o ambicję chodzi, lecz o refleksję oraz wrażliwość na piękno i artyzm. To jeden z najwspanialszych filmów, jaki widziałem.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".