Z instytucją nie wygrasz - Reportaż z krainy absurdu
    szkolnictwo8 · z życia wzięte67 · reportaż60
2009-12-07
Ja wiem, że jestem dziwna. Wiem, że się czepiam. Właściwie nie mam nadziei, że coś zmienię więc nie postanowiłam przeprowadzać śledztwa dziennikarskiego - postanowiłam napisać reportaż z krainy absurdu. Bo tam właśnie się znalazłam odbierając indeks Uniwersytetu Warszawskiego.

Ciąg opisywanych wydarzeń zaczyna się w momencie, w którym stoję przed gablotką komisji stypendialnej i cieszę się jak głupi do sera. Przyznano mi 335 złotych stypendium naukowego! Sumka widnieje jak byk koło mojego numeru pesel ale na wszelki wypadek sprawdzam trzydzieści trzy razy czy mi się cyferki nie pomyliły i czytam wszystkie okoliczne ogłoszenia w poszukiwaniu jakiegoś haczyka. Z tym samym niepokojem obskakuję dwie inne tablice ogłoszeniowe w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej – i znajduję tylko krótki komunikat: „Studenci, którzy chcą otrzymywać wpłaty na konto, są proszeni o przesyłanie ich numerów na adres XXX. Wypłacanie świadczeń tą drogą będzie mogło być realizowane od grudnia (pierwsze stypendium trzeba więc odebrać w kasie) ”. A potem pozwalam sobie wreszcie uwierzyć swojemu szczęściu.

Szczęście to tym większe, że naprawdę potrzebuję pieniędzy na koniec listopada i z radością dodaję do domowego budżetu 670 złotych z wyrównania za październik i listopad. Sprawdzam na stronach internetowych wydziału godziny otwarcia kasy wydziału i cała szczęśliwa z faktu, że jest ona otwarta codziennie – planuję wizytę na dwudziestego któregoś listopada, czyli kilka dni przed tym, nim pieniądze będą mi niezbędnie. Przy okazji wertuję zakładki strony wydziału historycznego w poszukiwaniu innych informacji dotyczących stypendiów, a także przenoszę się na stronę instytutu etnologii – niczego istotnego nie znajdując.

Kiedy jakiś czas później przemierzam kampus główny idąc do kasy po swoje pieniądze, wciąż towarzyszy mi beztroska i przekonanie, że sprawy są równie przejrzyste jak powietrze w ten mroźny listopadowy dzień. Przekonanie to ma się wkrótce zweryfikować. Pani w okienku rozmawia ze mną jak z natrętną muchą i tłumaczy mi, że pieniędzy nie dostanę. „Zaraz, zaraz, jak to nie dostanę?!”. „Ano tak to: wypłaty w listopadzie już się skończyły”. „Przecież nie było żadnej informacji o terminach wypłacania stypendiów, dlaczego się skończyły?!”. Pani jak łapką na muchy ogania się ode mnie (nie podnosząc nawet wzroku znad swoich wyliczeń i papierków) uwagą, że wszystkiego dowiem się od MG w instytucie.

Gnam więc kilka przystanków dalej, do instytutu, żeby co rychlej porozmawiać z MG. Ten patrzy na mnie z lekkim rozbawieniem i tłumaczy cierpliwie, że lista osób, które nie odebrały w listopadzie stypendiów musiała już zostać zrobiona, a następne wypłaty będą robione w grudniu. „Wszystko” czego miałam się dowiedzieć od MG kończy się mniej więcej tutaj. Nie zna on ani dokładnego terminu, od którego będą wypłacane stypendia, ani powodu, dla którego moje pieniądze zostały w kasie zamrożone, ani powodu, dla którego nikt mnie o tym nie poinformował. MG, który miał wiedzieć wszystko, podaje mi tylko numer telefonu do SS, studentki z komisji stypendialnej zajmującej się całym tym bałaganem. Numer okaże się podwójnie felerny, bo raz, że telefon będzie wyłączony, to jeszcze osoba wcale nie będzie właściwa w tej sprawie – ale nie uprzedzajmy biegu wypadków. Perełką tego dnia jest końcówka rozmowy z MG: „to może jak już tu jestem, podam numer konta bankowego i przynajmniej w grudniu dostanę przelew zamiast łazić do kasy”. „A nie możesz mi przesłać maila?”. „Przecież już tu stoję i mam przy sobie numer konta!”. „(z dużym ociąganiem)... no dobra, ale przelew i tak dostaniesz dopiero w styczniu”. „Dlaczego?”. „Bo na grudzień już zrobiłem listę”. Gdyby to była książka Chmielewskiej bardzo bym się uśmiała. Bardzo bym chciała żeby to była tylko książka Chmielewskiej.

Podsumowując: mamy więc a) zamrożone pieniądze, moje pieniądze uczciwie nauką zarobione, b) jedną osobę, która nie chce ze mną rozmawiać, c) jedną osobę, która może i chce, ale nic nie wie, d) coraz bardziej zirytowaną mnie, i e) totalny (tzn. taki, jak w wojnie totalnej) brak informacji. Dodzwaniam się wreszcie do jakiegoś członka komisji stypendialnej (telefon SS ciągle wyłączony) i dowiaduję się, że stypendia są wypłacane od 10. każdego miesiąca przez kilka dni („chyba pięć...”). Co oznacza, że pieniądze przyznane mi przez instytucję są przez tą instytucję zamrażane na niemal miesiąc (przypominam iż nie mogę ich odebrać od około 20. poprzedniego miesiąca). Ta sama osoba podaje mi także numer telefonu do przewodniczącej komisji stypendialnej i informuje, że od SS niczego się nie dowiem, bo nie ona się tą sprawą zajmuje. Z mglistych informacji udzielanych mi przez wszystkie te osoby, wynika, że powodem zamrożenia wypłat stypendiów jest konieczność sporządzenia, a następnie przekazania sobie przez poszczególne jednostki uniwersytetu: list osób, które odebrały już pieniądze w danym miesiącu. Rozumiem, że Uniwersytet Warszawski jest instytucją rozbudowaną, rozciągniętą i rozmemłaną, ale nawet biorąc to pod uwagę – ogarnięcie finansowo liczby osób, które odebrały już pieniądze – nie powinno być aż tak skomplikowane. A już na pewno nie powinno trwać trzech czwartych miesiąca. Ostatecznie wynaleziono już Internet, elektroniczne bazy danych. Nawet kartkę papieru, telefon i ołówek już wynaleziono, ale nie zdziwiłabym się gdyby, biorąc pod uwagę sprawność przepływu informacji w tej instytucji, Uniwersytet Warszawski jeszcze się o tym nie dowiedział. A nawet gdyby wiedział i używał po wirtuozersku, ale z powodu wewnętrznych uregulowań, nie mógł szybciej... - nic mnie to nie obchodzi. Gdyby był bankiem, musiałby mi płacić odsetki za obracanie moimi pieniędzmi.

Coraz bardziej zirytowana dzwonię do Biura ds. Studenckich UW i ucinam sobie uroczą pogawędkę z EK (gdybyście myśleli, że Biuro ds. Studenckich to takie miejsce, gdzie studenci mogą szukać pomocy i bronić swoich praw, takie biuro rzecznika studentów – to pomyślcie jeszcze raz). Tłumaczę EK, że nigdzie nie ma informacji o tym, że pieniądze trzeba było odbierać do określonego terminu. Na co dostaję odpowiedź, że przecież mogłam się u kogoś dowiedzieć. Więc tłumaczę jeszcze raz, że nie jestem Duchem Świętym i jeśli w gablocie komisji stypendialnej widzę informację „pieniądze do odebrania w kasie”, jeśli więcej informacji nie dostarcza wizyta na stronach internetowych dwóch jednostek UW – to w swojej naiwności myślę, że... pieniądze są do odebrania w kasie. I nie doszukuję się drobnego druczku tylko dla wtajemniczonych w brzmieniu: do odebrania ale tylko przez 5 dni w miesiącu. EK z uporem maniaka mówi, że tak to działa od dawien dawna, a ja mogłam pójść i kogoś zapytać. Przez krótką chwilę tłumaczę iż nie do mnie należy upominanie się o informacje, ale raczej do instytucji publicznych należy dbanie o ich należyty przepływ – ale dość szybko się poddaję. Kończymy więc wątek na tym, że uniwersytet wspaniałomyślnie przyznał mi prawo napisania petycji do Pani Dziekan Wydziału.

Petycja miałaby oczywiście dotyczyć poprawienia dostępu do informacji na wydziale, a ja, jak się zapewne domyślacie, cieszę się jak dziecko na plan rychłego naskrobania owego papierka. Przechodząc do następnego wątku pytam dlaczego to wszystko w ogóle działa tak, że pieniądze są do odbioru jedynie przez mniej niż jedną czwartą miesiąca? Odpowiedź podnosi znów sprawę sporządzania list, a także problematyczną kwestię zakazu przetrzymywania zbyt dużej ilości pieniędzy w kasie (domyślam się, że jest to odgórna regulacja uniwersytetu mająca zapobiegać kradzieżom, ale jako petenta nic mnie ona nie obchodzi, mam prawo mieć dostęp do własnych pieniędzy i już). EK jako argumentu na to, że moje pretensje są bezpodstawne używa zdania: „pracuje tu od dawna i nikt jeszcze nigdy nie miał takiego problemu”. Oczywiście, że nie miał, bo studenci często machają ręką na takie sytuacji przyzwyczajeni do tego, że uczelnia robi im łaskę, że w ogóle tam studiują. Kilkadziesiąt lat PRL też zrobiło swoje i do dziś większość ludzi uważa za normalną sytuację, w której pocztą pantoflową trzeba się dowiadywać o kluczowych sprawach, a każda wizyta w dziekanacie przypomina próbę rozbicia lodu Arktyki główką od szpilki (przy czym szpilką zawsze i niezmiennie jest student). Otóż myślę że: to nie jest normalne, tak nie powinno być, a uczelnie państwowe dotowane przez państwo mają służyć studentom reprezentującym w tym przypadku podatników. Nie na odwrót. Owszem, w sprawach naukowych mają ich „trzymać za mordy” i pilnować żeby się uczyli, ale we wszystkich innych sprawach mają im służyć pomocą. Ale, jak już pisałam, jestem dziwna.

A przecież w większości spraw nawet specjalnie nie protestuję. No bo weźmy na przykład inne regulacje okołostypendialne: stypendium za wyniki w nauce przyznawane jest za poprzedni rok pracy naukowej. Z tym że wydawane jest w ratach, czyli comiesięcznych wypłatach. Nikt studenta nie pyta czy to jest uczciwe skoro już przecież z góry wiadomo, że sobie na całość pieniędzy zapracował. Stypendium wypłacane jest od listopada chociaż rok akademicki (który student ma teoretycznie przeżyć za stypendium) zaczyna się w październiku. Dlaczego? Bo wcześniej musi się zebrać komisja stypendialna i dać ludziom czas na odwołanie od swoich decyzji. Fajnie, tylko że kolejny raz za jakieś uregulowanie systemowe płaci student, który na czynsz za październik musi chyba pożyczać od znajomych. I jeszcze jedna wspaniała regulacja: „jeśli student, który nie wskazał indywidualnego konta bankowego, nie odbiera w kasie jednostki przyznanego świadczenia w ciągu 3 miesięcy liczonych od ostatniego dnia terminu wyznaczonego przez jednostkę do odebrania świadczenia, świadczenie to zasila fundusz, o którym mowa w § 1 ust. 1” (§12 Zarządzenie nr 38 Rektora Uniwersytetu Warszawskiego z dnia 30 września 2009 r. w sprawie wprowadzenia Regulaminu ustalania wysokości, przyznawania i wypłacania świadczeń pomocy materialnej dla studentów Uniwersytetu Warszawskiego).

W tych sprawach już nawet nie chce mi się protestować. Natomiast chce mi się protestować w sytuacji, w której ktoś ustala sobie w głowie (do dziś na żadnej z uniwersyteckich stron internetowych nie znalazłam informacji o konkretnych terminach odbioru stypendiów) kiedy będzie mi wydawał moje pieniądze i nawet nie jest w stanie mnie o tym poinformować. Zagęszczenie absurdu w powietrzu osiąga wtedy taki stopień, że jedyną formą utrzymania zdrowia psychicznego jest właśnie protest. Rozmowa z EK z Biura ds. Studenckich kończy się takoż uroczo, jak się zaczęła. Kiedy pytam o imię i nazwisko osoby, z którą rozmawiałam (tłumacząc, że być może będę się chciała powołać na informacje, których mi udzieliła) – czuję sączące się przez słuchawkę telefonu oburzenie. W końcu słyszę nazwisko, ale kiedy pytałam także o imię, widocznie jest to już zbyt bezczelne, bo EK zaczyna również mnie wypytywać o dane osobowe, łącznie z instytutem, w którym studiuję i rokiem studiów. Dane podaję starając się nie zwracać uwagi na subtelną różnicę pomiędzy osobą występującą z pozycji urzędu, a petentem. Odkładam słuchawkę z silnym postanowieniem odnalezienia w domowej biblioteczce „Procesu” Kafki. W międzyczasie natykam się też na inną ciekawą lekturę: „kierownik wraz z Komisją Stypendialną jest obowiązany do zapewnienia wszystkim studentom możliwości dotarcia do informacji dotyczących pomocy materialnej. Członkowie Komisji Stypendialnej mają obowiązek poszerzać swoją wiedzę w dziedzinie przyznawania pomocy materialnej, w szczególności poprzez śledzenie zmian i wykładni obowiązujących ją przepisów” (§7 Zarządzenia Nr 10 Rektora UW z dnia 20 września 2004 r.). Lektura to rzecz pożywna i pożyteczna.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".