Z Sierpnia niewiele pozostało
    Solidarność23 · związki zawodowe37 · PRL43 · mur berliński4
2010-08-31
Autor: Azrael
Co pozostało z Sierpnia '80? I czy rzeczywiście pisanie o tamtym miesiącu z dużej litery, teraz, kiedy patrzy się po 30 latach na to, co robią uczestniczy tamtych wydarzeń jest uprawnione? Tak, jednak tak.

Do świadomości społecznej może zostać wtłoczone wiele różnych opinii i przesłań z tamtego okresu, natury politycznej, społecznej. Ale chyba najważniejsze było to, że w sierpniu 1980 roku Polacy zrobili najważniejszy krok ku wolności. Nie tylko wolności państwa, ale również wolności osobistej, swoich poglądów, dążeń i marzeń. To chyba jest najważniejsze przesłanie. Korzenie tego wybuchu wolności są w Październiku '56 i w wydarzeniach grudnia 1970. Zwieńczeniem tej drogi ku wolności - suwerenności państwa i swobodzie obywateli - jest rok 1989, Okrągły Stół i wyborczy 4 czerwca. Nie da się oddzielić tych wszystkich wydarzeń i jeżeli chcemy zrozumieć, co się tak naprawdę stało w Gdańsku, w roku 1980, to musimy na to patrzeć jako na część procesu.

Należy pamiętać, że "Solidarność" to nie Lech Wałęsa, Anna Walentynowicz, Henryka Krzywonos, Krzysztof Wyszkowski, Zbigniew Bujak, ale setki tysięcy bezimiennych działaczy, robotników i inteligentów. To oni stanowili wartość tego ruchu. I to oni są prawdziwymi udziałowcami "S". Tymi, którzy mają prawo do tego, aby czuć się spadkobiercami tamtego ruchu. Nie politycy, a już na pewno nie związek zawodowy, działający obecnie i noszący historyczną nazwę i logo tego z przed 30 lat. NSZZ "Solidarność", kierowana przez Janusza Śniadka nie ma kompletnie nic wspólnego z ruchem robotniczym, a później również społecznym i opozycyjnym, który narodził się w roku 1980.

Obchody 30. rocznicy Porozumień Sierpniowych, których głównym wydarzeniem miał być uroczysty zjazd NSZZ "Solidarność", pokazały, że dzisiejszy związek jest niczym innym, niż przybudówką Prawa i Sprawiedliwości. Wydarzenia, jakie rozegrały się wczoraj w Gdyni, pokazały, że dzisiejsza organizacja jest lojalna i w pełni oddana tylko jednej sile politycznej. Z wartości, jakie reprezentował związek w roku '80 i przez całe lata osiemdziesiąte, nie zostało zupełnie nic. To co zobaczyliśmy w przekazach medialnych, nie było żadnym świętem, lecz polityczną i propagandową akcją syndykalistycznego związku zawodowego, skierowaną przeciwko rządowi. Nałożyło się na to wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, który również nie przyjechał do Gdyni świętować, lecz załatwić swoje polityczne i osobiste interesy i porachunki. Dobrze, że ostatnie resztki honoru związku uratowała Henryka Krzywonos. Ona jako jedyna przeciwstawiła się chamstwu i pieniactwu, jakie panowało na sali, ona jedyna potrafiła się przeciwstawić próbom manipulacji, jakich usiłował się dopuścić Jarosław Kaczyński, przedstawiając nieprawdziwy obraz wydarzeń w Stoczni Gdańskiej.

Wiele osób się dziwiło, dlaczego rząd i sam Donald Tusk nie nadali obchodom 30. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych wymiaru państwowego. Miałoby to podnieść ich rangę, być także wyraźnym sygnałem dla zagranicy, przypominającym, że przemiany w Europie, upadek komunizmu nie zaczął się od upadku Muru Berlińskiego, ale od powołania polskiego ruchu obywatelskiego. Ale Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że prawdziwe święto będzie przykryte przez doraźne działania i spory polityczne. Że święto tamtej, prawdziwej "Solidarności" zostanie zawłaszczone przez układ polityczny Prawa i Sprawiedliwości i obecnego związku. I że ludzie, którzy tworzyli tamten ruch, 30 lat temu, zostaną pozostawieni sami sobie.

Trzeba jednak również to wyraźnie powiedzieć, że tak jak ruch i związek "Solidarności" nie były jednością 30 lat temu (o czym wspomina w swoim artykule w "Rzeczpospolitej" Waldemar Kuczyński, mówi o tym także historyk UJ, prof. Antoni Dudek), tak teraz te podziały tylko się pogłębiły i zamieniły w głębokie rowy nie do przeskoczenia. Są skłóceni ze sobą, pełni żalów, pychy, zadufania. Pewnym symbolem tego, co się stało z ludźmi Sierpnia '80 jest to, że dziś, w rocznicę podpisania porozumień ma zostać ogłoszony wyrok sądowy, w sprawie którą wytoczył Lech Wałęsa Krzysztofowi Wyszkowskiemu, o pomówienie...Wielu z nich zachowuje się konformistycznie, zapominając, że podstawową wartością tamtych dni była odwaga i solidarność. Ta prawdziwa, ludzka.


Komentarzy: 7

Tomahawki są bezpieczne
31 sierpnia 2010 (11:49)
jak budowa cepa...
ale takie były słowa Tuska, nikt z nas (nie piszę o sobie oczywiście) NIE BYŁ bez WAD. Spontan totalny jak mówią młodzi, udało się, ludzie się zjednoczyli, potrafili rozmawiać, a ci co mają potworne kompleksy doczekali się momentu i chcą go wykorzystać, by przejąć zasługi innych. WADY ludzi zmieniły się w w te Twoje ROWY Azrael.

zajdel
31 sierpnia 2010 (12:47)
koniec Solidarności?
Chciałbym, ten rasizm zaczyna mnie drażnić...należysz do związku to masz klawe życie, nie należysz, to mamy Cię w dupie, Tobie nie należą się podwyżki. I tak w kółko Macieju. Dośc mam już pracowania na leni, którzy jedyne co potrafią zrobić, to kilofem warszawski bruk rozwalać.

Tokarz
31 sierpnia 2010 (13:27)
to już nie związek, to polityka
potrafią bronić praw pracowników, tylko w jeden sposób. Pałkami, kilofami, a gdzie dialog? Muszą zrozumiec, że podnoszenie płac, prawa pracownicze muszą być związane z jakością pracy, stanem zakładu, musi być wizja rozwoju. Inaczej mamy to co mamy, czyli...upadają zakłady, bo nikt nie ma zamiaru ich ciągle utrzymywać. Jakoś zapomnieli, jak miało być sielsko za PiS-u. Ileż to im naobiecywali, i co? Znaleźli kapitał? Nic z tego, tylko kasę dawali na spłacenie długów. A Śniadek. Oby przegrał, takiej Solidarności po prostu coraz więcej Polaków nie chce. Ideały poszły się.....liczy się stołek, władza, z kim się spotykasz, ale nie co robisz, jak robisz, i o czym rozmawiasz.

Hej
31 sierpnia 2010 (13:32)
piękny pasztet...
Pani Henryka nagle występuje wczoraj a dzisiaj już krąży na razie wśród dużych mediów, jej biografia, właśnie wydana przez Krytykę Polityczną. Coś mi tutaj bardzo brzydko pachnie. Przypadek? Możliwe, nie rozstrzygam, ale zbieżność jest tutaj no wręcz dyskusyjna. Dziwię się Krytyce, po wrzucają Krzywonos na niezłą minę. Niepotrzebnie, mogli poczekać z tydzień, 10 dni i wyglądałoby to dużo lepiej. Nie wiem kiedy jest premiera książki, ale chyba na dniach.

bobiko
31 sierpnia 2010 (14:23)
dzisiejsza solidarność
to współczesna hołota polityczna. Po tym, co pokazali wczoraj, nie potrafiąc szanować obecne najwyższe władze w Państwie, to jak ich tak nie nazwać.... A mało brakowało, aby Tuskowi się oberwało pomidorami itp... I kurcze ja potrafiłem szanować śp.LK..

Krzysztof
31 sierpnia 2010 (22:06)
sytuacja wokół Solidarności sie zagęszcza
teraz pojawili się ludzie z tej pierwszej Solidarności, którzy uważają, że Śniadek i spółka nie ma prawa do tej nazwy.Ech wojna... Swoja drogą Tusk strzelił ładne i niezłe przemówienie, ale jednak akurat tych będących na sali (w jakiejś mierze) mógł tym sprowokować.

Blady
1 września 2010 (13:41)
nie ma wroga, więc trzeba było wroga znaleźć na siłę
i go znalezione. A że za tym wrogiem czyli nowym rządem przemawia to, że zamknęli stocznie, no to można walić w niego ile się da. Nic nowego. Gdyby stoczni nie zamknęli, to by były okrzyki o podwyżki, zamówienia, dotacje na stocznie. Gdy było można prywatyzować stocznie, to co zrobiono? Wsadzono tam kiepskich polityków i małych chłoptasiów z PiS (tak tak, darto tam kasę do spodu)...nie sprzedano stoczni a było kilku kupców, można było się pokusić tylko o lepszą cenę, zabezp. pracowników. To się nie udało. Przemysł stoczniowy wszędzie upada w Europie, lub jest mocno dotowany. Jest jeszcze cień szansy na produkcję tzw. gazowców, a to spore zamówienia, bo przy gazoporcie Polska musi mieć własną flotę zaopatrzeniową.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Geopolitycznie

Mam apel do tych, którzy sądzą i głoszą, że nasza polityka międzynarodowa (zwana zagraniczną) rozpostarta jest między Rosję i Europę (ew. Amerykę), między formację...