Zabójcza szybkość jadu
    facebook8 · społeczność internetowa5 · Internet53 · relacje miedzyludzkie3
2012-04-15
Autor: Otto Katz
Haters gonna hate. Nic dziwnego, że to popularne hasło tak dobrze przyjęło się i wykiełkowało właśnie na łonie Internetu. Nienawiść w sieci jest równie łatwa co popularna. Czyli bardzo.

Ludzie prześcigają się w złośliwościach skierowanych ku władzy, opozycji, celebrytom, sportowcom, dziennikarzom, blogerom i zwykłym użytkownikom, schowanym za niewiele mówiącymi loginami. Czasem jednak nie sposób całego tego jadu utrzymać na serwerach. Wylewa się on wówczas do rzeczywistości.

Hejtowy biznes

Cała moc Internetu kryje się w tym, że każdy może dołożyć do niego swoją cegiełkę, w postaci tekstu, nagrań audio, filmów, grafik, animacji – czego tylko dusza zapragnie. Web 2.0 to jednak nie tylko radosna twórczość i kreatywność. To także rzesze pozbawionych twarzy ludzi, którzy gotowi są zbesztać, zniszczyć, zmieszać z błotem wszystko, na co się natkną. Na ogół chamsko, wulgarnie, bez żadnych hamulców, choć trzeba przyznać, że nawet w tej kategorii zdarzają się perły. Nie brakuje bowiem hejterów i zwykłych, internetowych trolli, którzy potrafią znokautować kąśliwą ironią. Choć może to właśnie oni są tym najgorszym gatunkiem? Bezmyślnego chama, który z pianą na ustach wali w klawiaturę wyładowując swoje frustracje łatwo zignorować lub zwyczajnie wyśmiać. To ktoś inteligentny, z premedytacją i pomysłem prowokujący innych internautów, potrafi wprowadzić w komentarzach czy na forach dyskusyjnych prawdziwy zamęt.

Zjawisko hejtingu zdaje się zupełnie niepowstrzymane. Wraz z wielką popularnością i dążeniem do coraz większej społecznościowej sieci, takie konsekwencje musiały przyjść. Jad i nienawiść niejako wrosły już w wirtualny świat, stały się groteskowym elementem cyber-folkloru

Są tacy, którzy na niskiej, ludzkiej skłonności do wirtualnego wyżywania się na innych potrafią całkiem nieźle zarobić. Sztandarowym przykładem niech będą tutaj wszelkiego typu portale plotkarskie. Pośród nich na naszym podwórku bezapelacyjnie króluje należący do grupy o2 Pudelek. Wystarczy kilka kliknięć by zdać sobie sprawę, że nie ma lepszego miejsca, by zobaczyć festiwal e-nienawiści w pełnej krasie. Gdy patrzy się na to z boku, to aż zabawne, jak internauci łatwo dają się wodzić za swoje cyfrowe nosy. Pudelek pisze, że „Szyc przedstawił Zosię mamie. Nie polubiły się...”, a w najbardziej popularnych komentarzach czytamy: „ta Zosia wygląda jak niedorobiona... wcale się mamie nie dziwię”, „ta Zosia wyglada na lafirynde.... ”, „Nop tak bo Borys, to taki aniołeczek, którego skrzywdzi ta podła kobieta” (zachowana oryginalna pisownia). Gdyby popularny włoski piłkarz Mario Balotelli znał język polski, z komentarzy pod rewelacjami o jego spotkaniach z prostytutką Jenny Thompson mógłby się dowiedzieć między innymi, że „(...) nie ma czegoś takiego, jak luksusowa prostytutka. To zwykła kurwa.” oraz że „Z taką urodą, to tylko usługi prostytutek mu pozostały.”. W rankingach popularności Kozaczek i Plotek pozostają daleko za Pudelkiem, ale dzieje się na nich to samo, tylko na mniejszą skalę.

Na tym, jak z użytkowników sieci łatwo wycisnąć niezdrowe ilości jadu żerują nie tylko redakcje portali plotkarskich. W przypadku taniej sensacji jest to najbardziej bezpośrednie i mocno rzuca się w oczy, ale wystarczy przyjrzeć się kilku witrynom na pozór z zupełnie innej ligi. Prawicowa Niezalezna.pl i strona lewicowych Faktów i mitów to ta sama półka, choć na dwóch przeciwległych biegunach światopoglądu. Różnią się tym, że jedni piszą ciągle o komunie, a drudzy o katolach-debilach. W najlepszym razie. Do furii banalnie prosto sprowokować też kibiców sportowych. Dla odprężenia polecam zajrzeć na stronę kibiców popularnego, wielkiego klubu, który ostatnio przegrał jakiś mecz. Redaktorzy (choć tu trzeba oddać im sprawiedliwość – najczęściej amatorzy) wcale nie hamują się ze swoimi opiniami o sędziach, przeciwniku i stanie boiska, a potem w komentarzach rozpętuje się prawdziwe piekło.

Wirtualną nienawiść można bardzo łatwo prowokować, co w efekcie napędza kliknięcia, ale w gruncie rzeczy wcale nie trzeba się specjalnie o nią starać. Na dużych portalach wystarczy odrobina kontrowersji, by uruchomić lawinę hejtu. Jedno spojrzenie na komentarze pod newsem na Gazecie.pl lub stronie TVN 24, w którego tytule pojawia się magiczne hasło „Donald Tusk” lub „Jarosław Kaczyński” i człowiek ma ochotę przegryźć kabel od modemu (tylko co zrobić, jak korzysta z Internetu bezprzewodowego?). Dowolna informacja o Kościele Katolickim? Strach się bać. Ktoś poruszy popularny ostatnio temat tragicznie zmarłej Madzi z Sosnowca? Zgroza. Publikując w cyberprzestrzeni trzeba mieć ogromny dystans do swojej pracy – czasem wystarczy jedno niewłaściwe słowo, by dla jakiegoś wirtualnego krzykacza zostać debilem, patałachem i chałturnikiem. I oczywiście, zależnie od poglądów tegoż krzykacza, faszystą lub komuchem.

Czarny PR

Stalowymi nerwami muszą wykazywać się nie tylko internetowi redaktorzy. Zdecydowana większość jadu kierowana jest przecież pod adresem, najogólniej mówiąc, osób znanych. Odwołując się do poziomu internetowych trolli (z pełną świadomością wrzucanych przeze mnie do jednego worka z hejterami - jest między tymi zjawiskami pewna różnica, ale czasem się zaciera, bo to tylko dwie strony tej samej monety), można by wręcz napisać, że to na głowy polityków, sportowców i ludzi showbiznesu każdego dnia spada deszcz wirtualnego gówna. By znaleźć się w samym centrum takiej nieprzyjemnej ulewy trzeba bardzo niewiele. Chwila nieuwagi i nienawidzi cię cały Internet.

Ostatnio boleśnie przekonali się o tym polscy filmowcy. Na początku marca Barbara Białowąs zdecydowała się na karkołomne zagranie. Wyzwała (bo to określenie oddaje naturę zajścia znacznie lepiej niż „zaprosiła”) na słowny pojedynek Michała Walkiewicza, który na jej pełnometrażowym debiucie, Big Love, nie zostawił w swojej recenzji na FilmWebie suchej nitki. Problem reżyserki polega na tym, że w dyskusji, z której w sieci mogliśmy obejrzeć 20 minut, zbłaźniła się kompletnie. Materiały z kuriozalnej konwersacji z typową dla internetowych hitów prędkością obiegły cyberprzestrzeń i nie było już odwrotu. Jeśli Białowąs czytała, co od tamtej pory piszą o niej w sieci, to pewnie z wrażenia z twarzy spłynął jej tak starannie nałożony makijaż. Jej absurdalne hasła o „konwencji o filmie w filmie w ramach filmu”, „kończeniu filmoznawstwa” i iście hamletyckich „słowach, słowach, słowach” urosły już właściwie do rangi memu. Na FilmWebie ocena Białowąs wynosi 1.6 w 10-stopniowej skali – nawet Uwe Boll i Ed Wood, słynący z łatki najgorszych reżyserów w historii, mają wyższe. Ta fala nienawiści może jednak jeszcze paradoksalnie dla autorki Big Love okazać się wznosząca. Z niemal anonimowej twórczyni, stała się postacią rozpoznawalną, a ponoć w showbiznesie nie ważne co mówią, jeśli w ogóle mówią. No i jej film zakwalifikował się do polskiego konkursu na festiwalu Off Plus Camera.

Tyle szczęścia nie miało Kac Wawa, któremu także mocno się dostało i to w tym samym czasie, co dziełu Białowąs. Po druzgocącej opinii Tomasza Raczka, w studiu TVP z krytykiem spotkał się Piotr Czaja, scenarzysta. Dokonał cudu i wypadł jeszcze gorzej niż Białowąs w starciu z Walkiewiczem. Film wraz z całą odpowiedzialną ekipą został zrównany z ziemią. Za mocną opinią Raczka internauci ruszyli jak jeden mąż, ale w przeciwieństwie do znanego publicysty, nie stronili od wyrażania swoich myśli w sposób wysoce nieparlamentarny. Kac Wawa ostatecznie poniosło totalną klęskę i pomimo telewizyjnych reklam, na które choćby Big Love nie mogło liczyć, szybko zostało wycofane z kin.



Rozmowa Tomasza Raczka ze scenarzystą filmu Kac Wawa Piotrem Czają

O hejterach to i owo pewnie mogliby powiedzieć też ci, o których jakiś czas temu w tym kontekście pisał Newsweek. Kolendzie-Zaleskiej dostało się nawet od Rady Etyki Mediów, gdy w sieci aż huczało po jej bardzo chłodno przyjętej rozmowie z Krzysztofem Rutkowskim. Jarosław Kuźniar musiał się rakiem wycofać z zapowiedzi, że gdy dostanie tysiąc listów nawołujących do odejścia z telewizji, to tak uczyni – dostał pięciokrotnie więcej. Zbigniew Hołdys już chyba nigdy nie uwolni się od karykaturalnej łatki „polskiego Erica Claptona” i stron na Facebooku takich jak „Wkurwia mnie Zbigniew Hołdys” (niemal 4 tysiące Lubię to!) po tym, jak stanął po stronie rządu w sporze a ACTA. I zrobił to w raczej kiepskim stylu.

Zjawisko hejtingu zdaje się zupełnie niepowstrzymane. Wraz z wielką popularnością i dążeniem do coraz większej społecznościowej sieci, takie konsekwencje musiały przyjść. Jad i nienawiść niejako wrosły już w wirtualny świat, stały się groteskowym elementem cyber-folkloru. Ofiary nie mają innego wyjścia, jak nie czytać komentarzy lub nałożyć naprawdę grubą skórę, zaś zwykłym czytelnikom pozostaje trzymać się popularnego hasła – nie karmić trolla. Bo haters, tak czy siak, gonna hate.




Komentarzy: 4

Luk
16 kwietnia 2012 (16:15)
Najgorsze jest to ze owi hejtersi...
... czesto nie zauwazaja chyba ile nienawisci i jadu wlewaja w siec. Wspomne chocby przypadek gdy po obejrzeniu na jednym z portali krotkometrazowego filmu o fabule zwiazanej z Policja zauwazylem ze komentarze sa pelne wyzwisk kierowanych w stron owych sluzb. Kiedy to odwazylem sie zaprezentowac opinie iz Policja wcale nie jest taka zla to polecialy w moja strone takie bluzgi ze wsyd powtarzac. Miedzy innym wielokrotnie padalo oskarzenie ze jestem "hejterem". Zaslepienie nienawiscia, brak umiejetnosci logicznego myslenia... Przykro sie robi na mysl ze spoleczenstwo ewoluuje w tym kierunku. Dzieje sie tak miedzy innymi dzieki anonimowosci sieci. Dlatego tez ciesze sie widzac ze w w coraz wiekszej iloslci miejsc integruje sie portale z chociazby Facebookiem gdzie trzeba podac prawdziwe dane. Ogranicza to sporo mozliwosci epatowania nienawiscia.

Łoza
17 kwietnia 2012 (18:01)
kapitalny materiał
rzekłbym

cez
21 kwietnia 2012 (14:16)
Problem jest także to,
że portale same prowokują pyskówki. Im bardziej kontrowersyjny temat tym większa liczba postów, a co za tym idzie; większa liczba wyświetleń, co przekłada się na dużą $$$$$$. Dlatego ja już staram się nie wchodzić na "onety" (czyli wp, interia i onet).

takatam
9 stycznia 2013 (18:41)
Igrzyska dla plebsu
To są celowe igrzystka dla plebsu.Gdyby komukolwiek zależało na powstrzymaniu tej nienawiści to wymagano by wpisywania prawdziwych danych osobowych, tak jak przy różnego rodzaju rejestracji.Widać zależy im na kasie i ilości wejść na stronę.Najlepiej bojkotować tego typu strony, im więcej ludzi pomyśli za nim otworzy tym więcej strat będą mieli prowokatorzy.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".