Zamknięcie programu F-22
    modernizacja armii34 · USA213 · Kongres USA16 · F-22 Raptor2
2009-08-08
Miał nie dać najmniejszych szans w walce powietrznej jakimkolwiek innym samolotom. Z odbiciem radarowym ograniczonym do rozmiarów pocisku wystrzelonego z pistoletu miał być pierwszym i jedynym myśliwcem panowania powietrznego. Następcą F-15, który przebije najgorsze obawy Rosjan i Chińczyków. Samolotem, który umożliwi Stanom Zjednoczonym wygranie wojny konwencjonalnej z każdym innym państwem. Siłą odstraszającą w gruncie rzeczy potężniejszą niż broń atomowo-wodorowa, bo po stokroć bardziej prawdopodobną pod względem swego użycia.

Obama postanowił, że nie będzie się już bawił w takie gry z resztą świata. 187 egzemplarzy tego najwyżej rozwiniętego samolotu bojowego wszystkich czasów pozostanie w służbie wyłącznie jako myśliwiec obrony powietrznej amerykańskiego terytorium narodowego. Raptory nie będą się więcej mnożyć. Nie jest to jednak decyzja w pełni dobrowolna. Wymusiły ją zjawiska, które mogą już wkrótce doprowadzić do utraty przez Stany Zjednoczone Ameryki pozycji światowego hegemona. Jesteśmy prawdopodobnie świadkami wielkiej, historycznej tragedii.

Rosja: mamy samolot piątej generacji: PAK FA czyli wielkie nadzieje

Podstawowe daty, fakty, dane

W roku 1981 Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych (USAF) przedstawiły amerykańskim koncernom wytwarzającym samoloty bojowe wymogi taktyczno-techniczne Rozwiniętego Myśliwca Taktycznego (Advanced Tactical Fighter, ATF). U ich podstaw stał zamiar zdeklasowania nowych myśliwców radzieckich – ciężkiego Su-27 i lekkiego MiG-29. Strona amerykańska znała je już całkiem dobrze z wyglądu dzięki zdjęciom, jakie robiły im satelity szpiegowskie od roku 1977 czyli od prototypów począwszy. Przy tym, nie mając danych na temat ich uzbrojenia i właściwości lotnych, przypisywano im niezwykle groźne możliwości. Nauczeni krwawym doświadczeniem niemal równej walki z samolotami produkcji radzieckiej nad Indochinami (1965-73) generałowie USAF woleli przedobrzyć niż obudzić się znowu z ręką w nocniku ze snów o potędze.

Tak więc nowemu ciężkiemu myśliwcowi, mającemu zluzować F-15 w wypadku dojścia do walki z „dwudziestymi siódmymi” i „dwudziestymi dziewiątymi” postawiono niezwykle wysokie wymagania, od super manewrowości i super przyśpieszenia, w tym w czasie lotu w górę, po budowę płatowca wyłącznie z materiałów kompozytowych i jak najsłabsze odbicie radarowe (brak takowego, jeśli tylko fizyka teoretyczna dostarczy odpowiedzi na pytanie, jak to zrobić). Koncernom lotniczym zajęło aż pięć lat szukanie sposobów spełnienia podobnych wymagań. W końcu okazało się, że do tak trudnego zadania musi się zabrać wszystkie sześć wówczas istniejących amerykańskich koncernów lotniczych naraz, połączonych w dwie grupy opracowującej dwa, konkurencyjne względem siebie rozwiązania (po trzy z Lockheedem i Boeingiem na czele każdej z nich).

Bez wątpienia niezwykle ciekawe dzieje pierwszej fazy rozwoju projektów ADF i pokrewnego mu JSF (Joint Strike Fighter; Łączący Wymogi Myśliwiec Uderzeniowy czyli następca F-16, obecny F-35) nie stanowią jednak przedmiotu tego artykułu. Zainteresowanych mogę z czystym sumieniem odesłać do całego mnóstwa opracowań, jakie pojawiły się w języku polskim tak w postaci książek, jak artykułów w czasopismach papierowych oraz w Internecie. W tym miejscu, nie tracąc całkowicie z oczu technicznej strony zagadnienia, skupiam się na politycznych aspektach programu F-22, ponieważ to właśnie one doprowadziły do jego przedwczesnego z wojskowego i technicznego punktu widzenia zamknięcia.

Dodam zatem jeszcze, że w roku 1991 zwycięstwo w walce o zamówienia dla USAF odniósł koncern Lockheeda, ale na polecenie rządu musiał się nim podzielić z Boeingiem. Obawiając się upadku ostatniego niezależnego od Lockheeda koncernu lotniczego w USA, administracja Jerzego Busha Starszego przydzieliła Boeingowi zadanie produkowania znacznej liczby części do F-22. Niezwykle wysokie wymogi jakości i stopnia technicznego zaawansowania wszystkich części przełożyły się na ogromne trudności w wybudowaniu i wyposażeniu zakładów do produkcji Raptora. W wyniku pierwszy egzemplarz seryjny został uroczyście przekazany siłom zbrojnym dopiero w styczniu 2003. Wspominam o tym dlatego, że jest to jeden z dowodów na stopniowe zacinanie się trybów amerykańskiego przemysłu w ogóle. Przygotowania do seryjnej produkcji równie pionierskich i trudnych jak na swoje czasy konstrukcji, jakimi były F-4, F-14 i F-15 trwały od dwóch do pięciu lat od chwili zbudowania prototypu.

Do końca roku 2004 powstało 51 egzemplarzy F-22. W sierpniu 2007 przekazano wojsku setny egzemplarz. W tym samym czasie administracja Jerzego Busha Młodszego zapowiadała kupowanie po 20 egzemplarzy rocznie, co najmniej do roku 2011.

Pierwotnie USAF miały otrzymać 750 samolotów tego typu. W latach dziewięćdziesiątych i na początku XX wieku zakończenie okresu światowej konfrontacji supermocarstw oraz dążenie do zrównoważenia budżetu federalnego, a następnie nadspodziewanie wysokie wydatki na prowadzenie tzw. wojny z terrorem, spowodowały, że docelowa liczba F-22, mających ogółem trafić do USAF, została w kilku etapach ograniczona do 183. Pod wpływem argumentu, że powoduje to stały wzrost kosztów przypadających na jeden egzemplarz (jego cena doszła w końcu do 361 mln), rząd i Kongres zapewniał o woli podtrzymania zamówień w liczbie kilkunastu sztuk rocznie w celu podtrzymania produkcji. Planowano też zezwolić na eksport zubożonych odmian Raptora do Japonii i Australii.

Do czego miał właściwie służyć

Decyzja prezydenta Obamy, którego woli uległ Kongres, pozostanie dla nas w znacznej mierze niezrozumiała, jeśli nie uwzględnimy tego, do czego naprawdę miał służyć Raptor. Amerykanie wypowiadali się na ten temat dla Amerykanów bez owijania w bawełnę. 4 marca tego roku, pod wpływem wyraźnych sygnałów, że nowy główny lokator Białego Domu jest przeciwny dalszej produkcji i udoskonalaniu tego sztandarowego produktu amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, wpływowy dziennik „Christian Science Monitor” zamieścił komentarz redakcyjny, w którym można było przeczytać:

„F-22, zaprojektowany w celu przeciwstawienia się najnowszym myśliwcom odrzutowym produkcji radzieckiej, w oczach swoich krytyków stanowi pozostałość bezpowrotnie minionych czasów. Inaczej mówiąc, jak uzasadnia swoją postawę Obama, Stany Zjedn. nie powinny już dłużej «wykładać pieniędzy na rozwój broni z czasów zimnej wojny, dla której nie mamy obecnie zastosowania (paying for cold war-era weapons systems we don't use)». Nie tak szybko, powiadają obrońcy F-22. Tak, to prawda, że cele, jakie należy zniszczyć w Iraku, Afganistanie i Pakistanie nie są celami nadającymi się do atakowania przy pomocy całej naszej machiny wojennej, nie walczymy tam bowiem z państwami rozporządzającymi nowoczesną obroną powietrzną. Tylko w jaki niby sposób Stany Zjednoczone miałyby wygrać powiedzmy, wojnę z Chinami o Tajwan albo z Rosją w obronie jej sąsiadów, takich jak Gruzja? Czy ktoś jest w stanie przewidzieć, jakie wojny i z kim mogą nas czekać za 20 lat? Zaś niektóre systemy broni, takie jak F-22, idealnie nadają się do tego, aby nawet bez ich użycia w walkach zmusić do odwrotu każdego wroga.”

Redakcja „Christian Science Monitor” trafiła w sedno. Trudno zaprzeczyć, że dalszy rozwój i produkcja Raptora na szeroką skalę mogły po upadku ZSRR i rozwiązaniu Układu Warszawskiego mieć już tylko jeden cel; utrzymanie i umocnienie amerykańskiego panowania w powietrzu w skali światowej. Idąc dalej, było to jedno z narzędzi służących polityce szukania sposobności do udowodnienia reszcie świata, że albo będzie grzeczna wobec wuja Sama i będzie spełniać wszystkie jego życzenia, albo... Podzieli los np. byłej szczątkowej Jugosławii. Oczywiście ludzie nastawieni jednoznacznie
proamerykańsko byli zadowoleni z istnienia szlachetnego rycerza, uzbrojonego w cudowny miecz do ucinania głów złoczyńcom. Z kolei ci odnoszący się krytycznie do ideologii neokonserwatystów w polityce zagranicznej USA dopatrywali się w tym raczej niebezpiecznego połączenia ról prokuratora, sędziego i kata we własnej sprawie.

Trzeba było jednak być zupełnie ślepym na fakty, aby nie zauważyć, że bez względu na to, czy dokonywanie interwencji zbrojnych z powodów w gruncie rzeczy nie dotyczących w żaden sposób bezpieczeństwa narodowego „ostatniego supermocarstwa” się komuś podoba czy nie, może to w końcu doprowadzić do tego, czego nie pragnie nikt, kto jeszcze pozostał przy zdrowych zmysłach, a mianowicie do wojny atomowej. Tym bardziej, że produkcji kolejnych Raptorów towarzyszyły coraz bardziej konkretne wysiłki na rzecz zbudowania tarczy chroniącej terytorium USA przed atakiem rakiet balistycznych.

Nawiązując do jednej z sytuacji przedstawionych prze redakcję „Christian Science Monitor”, nietrudno wyobrazić sobie jak w wypadku zaproszenia rodaków z kontynentu do rozciągnięcia kontroli nad Tajwanem przez tamtejszy rząd lub społeczeństwo Jankesi odmawiają zezwolenia na to. Chińskie okręty płynące na Tajwan zostają zatopione, usiłujące ich bronić samoloty zestrzelone. Upokarzający cios w dumę narodową najstarszego kraju świata przyprawia Synów Niebios o straszliwą wściekłość, której towarzyszy obawa bombardowań własnego kraju, połączona z przekonaniem, że ich broń ostateczna już za kilka lat będzie bezużyteczna. Decyzja narzuca się z niepowstrzymaną siłą. Otwierają się pokrywy podziemnych wyrzutni...

Możliwy byłby też inny scenariusz. Np. w opisanej sytuacji Rosja dostarcza Chinom kilkudziesięciu ultramanewrowych myśliwców typu Su-35, chcąc je wypróbować. Jednocześnie Państwo Środka, pozornie kapitulując w sprawie odzyskania swojej „zbuntowanej prowincji”, w głębokiej tajemnicy wytwarza większą ilość własnych myśliwców niewidzialnych dla radaru, tj. o podobnych możliwościach bojowych jak F-22. Po paru miesiącach od chińskiej klęski, pewnej deszczowej nocy w kierunku amerykańskiej floty w Cieśninie Tajwańskiej zaczynają startować tysiące rakiet przeciwokrętowych, a nad nimi lecą skośnoocy piloci, żądni jakiejś powtórki zmagań wokół Guadalcanalu. Po kilku tygodniach, a nawet może tylko dniach krwawych i nadzwyczaj kosztownych walk na morzu i w powietrzu to Amerykanie mają wybór – odwrót albo broń jądrowa.

Obama nie chce powtórki z koszmaru wojny wietnamskiej, a tym bardziej hekatomby atomowej, nawet gdyby miało się udać ograniczyć tę ostatnią do sił zbrojnych biorących bezpośredni udział w walkach. Żaden zdrowy na umyśle przywódca państwa nie może chcieć czegoś takiego, natomiast poprzednia administracja waszyngtońska sprawiała wrażenie, że byłaby w stanie wplątać się w podobną sytuację w wyniku „wypadku przy pracy”. Zamknięcie programu F-22 z punktu widzenia amerykańskiej polityki zagranicznej oznacza wyraźny sygnał dla Chin i Rosji; nie szukamy z wami konfrontacji, nie dążymy do panowania nad światem.

Historyczne głosowanie

21 lipca Senat Stanów Zjednoczonych (stosunkiem głosów 58 do 40) przyjął poprawkę do ustawy budżetowej na rok 2009/10, przewidującą skreślenie funduszy na budowę po 7 sztuk Raptora rocznie począwszy od przyszłego roku kalendarzowego. W wyniku program zostanie niemal całkowicie zamknięty (ocalało tylko niespełna 300 mln $, przeznaczonych na rozwój nowego, energooszczędnego silnika dla tego samolotu). Produkcja zostanie przerwana, nie będzie również (przynajmniej w najbliższym czasie) udoskonaleń już wyprodukowanych egzemplarzy. Co zrobić z maszynami i pracownikami, zdecydują producenci. Administracja Obamy ma dla nich pewną propozycję, ale o tym dalej. Za uderzające uznałem przytoczone w związku z tym przez agencje prasowe słowa senatora McCaina (byłego rywala Obamy w walce o fotel prezydencki): „Było to prawdopodobnie najważniejsze głosowanie nad poprawką, jakie było mi dane widzieć w tej izbie. [...] Sytuacja jest taka, że musimy sobie zdać sprawę z tego, iż powiedzonko: interesy jak zwykle, całkowicie straciło swoją aktualność. Musimy poskreślać programy rozwoju broni, których już nie potrzebujemy i musimy się pospieszyć.”

30 lipca decyzję Senatu potwierdziła Izba Reprezentantów stosunkiem głosów 400 do 30. Nic dziwnego, skoro szef państwa zagroził zawetowaniem całego budżetu wojskowego, gdyby fundusze na produkcję F-22 nie zostały wycofane. Zarazem jednak izba niższa Kongresu odrzuciła wnioski prezydenta, zmierzające do skreślenia funduszy na wiele innych programów rozwoju supernowoczesnych broni. W ten sposób ocalał m. in. program budowy alternatywnego silnika dla F-35. Rzeczą dziwną było to, że przeciw demokratycznemu prezydentowi zwrócili się posłowie z jego własnej partii, natomiast wielu republikanów próbowało pomóc mu przeforsować skreślenia funduszy.

Samolot niedopracowany

To rzecz zdumiewająca, ale prawda jest taka, że samolot, którego projektowanie i budowa prototypów zajęła w sumie aż 17 lat, który miał być czołowym osiągnięciem myśli technicznej w skali światowej i za który zapłacono zawrotne sumy, jest zarazem najbardziej zawodnym i kłopotliwym w obsłudze seryjnie produkowanym odrzutowym samolotem bojowym, jaki kiedykolwiek powstał. Jak ujawnił 10 lipca dziennik „Washington Post”, wymaga ponad 30 godzin obsługi i drobnych napraw na jedną godzinę lotu. Oznacza to, że koszt tej jednej godziny lotu wynosi ponad 44 tysięcy $; wielokrotnie drożej niż godzina lotu najnowszych odmian F-15, które docelowo miał zastąpić.

Czas i stopień trudności obsługi przypadający na jeden egzemplarz powiększa się stale w miarę upływu lat. W 2004 wynosił około 20 godzin, w 2008 około 34. Tajemnica tego „osiągnięcia” sprowadza się do wadliwej powłoki pochłaniającej promieniowanie radarowe, która schodzi całymi płatami po każdym locie pod wpływem tak banalnych czynników jak deszcz. Od połowy lat dziewięćdziesiątych główny wykonawca kilkakrotnie zmieniał poddostawców specjalnego metalu, stanowiącego tę warstwę, ale żaden z nich nie sprostał zadaniu. Amerykański przemysł doznał degradacji, która być może jest już nieodwracalna. Od roku 1975 uznawano za rzecz normalną, a nawet pożyteczną, że samochody i statki sprowadza się z Japonii, stal z Korei Południowej i Tajwanu itd. Z amerykańskiej ziemi zniknęły całe działy przemysłu metalowego, a ich kadry techniczne zostały utracone. Opłakane skutki były prędzej czy później nieuniknione. 45 % samolotów tego typu stoi obecnie na ziemi w oczekiwaniu na poważny remont. Przy tym odpadanie warstwy pochłaniającej promieniowanie radarowe oznacza, że w wypadku walk powietrznych rozreklamowane jako niezwyciężone F-22 stałyby się widoczne dla nieprzyjacielskich myśliwców oraz radarów naprowadzających naziemne i morskie systemy przeciwlotnicze. Pentagon został zmuszony do udostępnienia tych i podobnych danych dziennikarzom na polecenie prezydenta Obamy, który postanowił rzucić

Wszystkie siły na ratunek F-35

O jeszcze bardziej koszmarnych kłopotach, jakie dotknęły późniejszy o wiele lat program JSF, pisałem obszernie osobno. Ostatnio, omawiając perspektywy nowego rosyjskiego wielozadaniowego samolotu MiG-35 i jego kuzynów, uzupełniłem ten temat nowszymi wiadomościami. Obecnie znów muszę donieść o kolejnych kłopotach F-35, który posuwa się do przodu niczym mucha w smole.

28 lipca z hali montażowej wytoczono pierwszy prototyp odmiany F-35 C czyli wersji przeznaczonej dla marynarki wojennej (do służby na lotniskowcach). Następnego dnia główny zarządca programu Dan Crowley podał do wiadomości, że potrzebne jest dodatkowo 5 mld dolarów i jeszcze dwa lata czasu na przejście do produkcji seryjnej. Termin rozpoczęcia tej ostatniej przesunięto na rok 2011. Zamknięcie programu F-22 po dostarczeniu 187. egzemplarza w przyszłym roku zwolni jednak tylko 1,75 miliarda „dolców”. Do pomocy w budowie F-35 ma też zostać przesunięta część spośród 95 tysięcy inżynierów i robotników wykwalifikowanych, pracujących obecnie dla F-22. Co z tego wyjdzie, będzie można być może przekonać się za jakieś dwa lata. Na razie nie został jeszcze nawet rozwiązany problem błędnego oprogramowania, którego prawidłowa konfiguracja jest kluczowym składnikiem dla każdego samolotu klasy fly by wire.

Zmierzch potęgi amerykańskiej przestaje być hipotezą

Zamknięcie programu F-22 stanowi bardzo poważny dowód słabości Stanów Zjednoczonych Ameryki. W świetle tego, co opisałem powyżej, można uznać tę decyzję prezydenta Obamy za przejaw poczucia odpowiedzialności, które powinno towarzyszyć każdemu przywódcy państwa. Odpowiedzialności, której ciężar jest tym większy, im większe znaczenie danego państwa na świecie. Z drugiej strony można było połączyć sygnał świadczący o dążeniu Białego Domu do rozładowania napięcia międzynarodowego z podkreśleniem, że USA chcą i mogą zachować możliwości odparcia w razie potrzeby przy minimalnych stratach własnych każdego, kto zagrozi nie tylko im samym, ale też co najmniej ich formalnym sojusznikom. Oba te cele mogło spełnić podtrzymanie dalszej produkcji Raptora w symbolicznej ilości kilku sztuk rocznie, połączone z powstrzymaniem się od rozmieszczania samolotów tego typu poza którymś z pięćdziesięciu stanów, przynajmniej w okresie, gdy nie ma bezpośredniego niebezpieczeństwa wojny w Europie lub też Korei. Taki kompromis byłby też jak najbardziej celowy z punktu widzenia amerykańskiej gospodarki, w tym utrzymania miejsc pracy, najwyższej klasy kadr technicznych oraz utrzymania się w światowej czołówce postępu technicznego. Przy tym trzeba pamiętać, że projekty podobnych samolotów istnieją już w Rosji oraz (mniej zaawansowane) w Chinach. Liczenie na to, że te programy zostaną teraz przerwane byłoby szczytem naiwności.

Jest to pierwszy naprawdę poważny błąd, jaki Barak Husejn Obama popełnił w swojej polityce zagranicznej i wojskowej. Moim skromnym zdaniem ten błąd stanowi również dalszy ciąg popełnionych przezeń błędów w polityce wewnętrznej i gospodarczej. Jednak z drugiej strony prześladuje mnie jeszcze inna myśl. Otóż nie wydaje mi się, aby obecny lokator Białego Domu był człowiekiem głupim. Przeciwnie, jego droga życiowa (klasyczny przypadek człowieka, który wybił się o własnych siłach), zachowanie, sposób mówienia, a nawet poruszania się podpowiadają mi, że jest to ktoś o wyostrzonej inteligencji, jak najdalszy od powierzchownego myślenia o czymkolwiek. Być może po prostu, rozporządzając pełnią wiedzy dostępnej śmiertelnikowi, jaką powołane do tego celu organy rządowe podają na srebrnej tacy szefowi najpotężniejszego państwa świata, doszedł do trudnego, ale nieuniknionego wniosku, że nie ma innego wyjścia jak popełnianie tych błędów.

Być może to, co wydaje się dzisiaj poważnym błędem już za kilka lat obróci się na korzyść przynajmniej samych Stanów Zjednoczonych. Być może bowiem ich możliwości kurczą się niepowstrzymanie i tylko swego rodzaju ucieczka do przodu może jeszcze uratować resztki ich zasobów, dobrobytu i możliwości działania w przyszłości. Na korzyść przypuszczenia, że amerykańska gospodarka tak naprawdę trzyma się już tylko na słowie honoru szefa Urzędu Rezerwy Federalnej, a jej rezerwy zostały przez ostatnie czterdzieści lat wyniszczone w większym stopniu niż się komukolwiek zdaje, przemawia zdumiewająca postawa McCaina i w ogóle większości Partii Republikańskiej. Może to oznaczać, że prezydent podzielił się z jej przywódcami straszliwą tajemnicą: dzisiejsza Ameryka stoi na progu całkowitego załamania (takiego, jakie przewiduje np. Chazin), a jej przywódcy są zmuszeni podejmować kroki mające na celu złagodzenie skutków tego, co nieuniknione i spieszyć się, jak tylko się da, aby się nie spóźnić z jedynymi możliwymi środkami zaradczymi. Trzeba, powstrzymując wstręt i żal, co prędzej pozarzynać święte krowy, bo nadchodzą niesamowicie chude lata...

Korzystałem:
www.en.wikipedia.org/wiki/F-22_Raptor
www.csmonitor.com
www.google.com
www.newser.com
www.washingtonpost.com
www.aviationweek.com
www.f-16.net


Komentarzy: 6

Aha
10 sierpnia 2009 (08:10)
program jest przerwany czy zawieszony?
nic z tego nie rozumiem...ma być produkcja kilku sztuk rocznie czy nie? I dlaczego w tekście nabite jest sporo o umierającej hegemonii USA a tam mało o F-22? Hę?

od autora
10 sierpnia 2009 (15:29)
Fundusze na F-22 zostały skreślone
Pentagon (czyli Departament Obrony) otrzyma fundusze (i zapłaci za nie koncernom lotniczym) wyłącznie na dalsze prace nad prototypami F-35 oraz przygotowania do jego produkcji seryjnej. Dla F-22 przewiduje się co najwyżej (za parę lat, jeśli stan finansów publicznych pozwoli) wymianę silników na mniej paliwożerne oraz jeszcze cichsze i mniej gorące niż obecnie używane. Natomiast przemysł zbrojeniowy jest w Stanach własnością prywatną. O tym, co będzie się działo dalej z całym zapleczem materialnym i własnością umysłową służącą do produkcji Raptora, przynajmniej teoretycznie ma prawo decydować wyłącznie rada nadzorcza i walne zgromadzenie akcjonariuszy Lockheeda (to tam powstały wszystkie główne systemy tego samolotu) i Boeinga. Piszę: teoretycznie dlatego, że już w czasie drugiej wojny światowej ukształtowała się praktyka ścisłego współdziałania między rządem a prywatnymi właścicielami przemysłu w sprawach dotyczących uzbrojenia. W okresie prezydentury Kennedy'ego wprowadzono zasadę, że wszystkie programy zbrojeniowe i kosmiczne zaczyna rząd i wyłącznie rząd decyduje o ich dalszym losie. Prywatni właściciele (pojęcie zresztą też względne; proszę spróbować wskazać człowieka, który jest prywatnym właścicielem większości udziałów np. Lockheeda) są od tego czasu wyłącznie wykonawcami poleceń rządu. Dzieje się to zaś na prostej zasadzie; tylko rząd ma grube miliardy potrzebne na rozwój nowych typów broni, programy kosmiczne itd., a kto płaci, ten wymaga. Mamy zatem do czynienia z klasycznym (bo przewidzianym już przez staruszka Marksa, a opisanym „na żywo” przez Walta Rostowa) kapitalizmem państwowo-monopolistycznym. Dlaczego w związku z tym piszę o wyraźnym sygnale zwiastującym początek końca amerykańskiej hegemonii na świecie? Nie jest to przecież pierwszy program rozwoju samolotów bojowych, jaki zamknięto w USA. Najbliższą analogię stanowi zamknięcie programu produkcji i rozwoju bombowca strategicznego B-58 Hustler, a następnie oddanie prawie wszystkich jego egzemplarzy na złom (z wyjątkiem kilku przekazanych do muzeów). Podobnie było też z myśliwcem przechwytującym uzbrojonym w rakiety powietrze-powietrze z głowicami atomowymi F-101 Voodoo. Oszczędzone na nich fundusze przeznaczono na dopracowanie myśliwców bombardujących F-4 Phantom oraz unowocześnianie bombowców strategicznych B-52 Superfortress. Otóż ani Hustlery ani Voodoo nie były samolotami podstawowymi w danej klasie uzbrojenia. Były to niezwykle wąsko wyspecjalizowane aparaty bojowe, przeznaczone do zadań pomocniczych, a na dodatek dublujące już istniejące i wszechstronnie (w tym w prawdziwej wojnie powietrznej) wypróbowane typy samolotów. B-58 dublował wspomniane B-52, F-101 bardzo skomplikowane, ale mimo to dość niezawodne myśliwce przechwytujące F-102 Delta Dagger. Natomiast to, co się stało z F-22 (i na 99 % już się nie odstanie) to zupełnie co innego, bo został skazany na powolne wymarcie system broni o podstawowym znaczeniu w wypadku jakiejkolwiek poważnej konfrontacji powietrznej. To tak, jak gdyby w połowie lat siedemdziesiątych zamknięto program produkcji i rozwoju F-15 tłumacząc, że jest za drogi oraz usiłując udowodnić, że po pewnych poprawkach mogą go w pełni zastąpić F-16. Nie jest to jednak zgodne z prawdą, ponieważ choćby ze względu na różnicę w udźwigu uzbrojenia oraz z wielu innych, kluczowych względów (z różnicą w jakości, precyzji i dopracowaniu systemów nawigacji oraz naprowadzania uzbrojenia na czele) F-35 nie dorówna swemu starszemu bratu. Dodatkowy handicap polega na tym, że o ile amerykański przemysł niejako w biegu (w czasia trwania działań wojennych nad Indochinami) bez większych trudności usunął liczne wady rozwojowe niezwykle na ówczesne czasy skomplikowanego i wymagającego Phantoma, to wobec defektów Raptora okazał się bezsilny. Dlaczego zaś nie rozpisywałem się w tym miejscu o szczegółach technicznych dotyczących Raptora, wyjaśniłem dokładnie w treści artykułu. Proszę zatem czytać go uważnie.

człowiek
24 października 2009 (19:20)
Umarł król, niech żyje król ...
Pytanie tylko jaki? Europa, Chiny? Rosji nie liczę.

od autora
1 listopada 2009 (04:22)
Odnośnie Europy
proszę wrzucić na tym serwisie hasło: Eurofighter. Odnośnie Rosji: Rosja 2020. Co się tyczy Chin w wymiarze lotniczym: Chiński wymiar (lotniczego piractwa). W chwili, gdy to piszę, na stronie głównej jest bardzo dobry artykuł o chińskiej marynarce wojennej. Pozdrawiam i zachęcam do lektury.

FanAviacji
4 grudnia 2010 (22:23)
science fiction
Matko Święta. Ileż tu fantazji i polotu. Wytworzenie w tajemnicy przez Chiny niewidzialnych myśliwców ot tak sobie, Spoko, co za problem, F22, B2, F117, F35, SR71(też miał obniżoną wykrywalność) przecież powstały w dwa dni, w garażu, na pustyni. Aż nie wiem gdzie tu zacząć punktować...

od autora
5 grudnia 2010 (01:52)
A wie przedmówca...
No to proszę sobie poczytać, jak oceniali szanse japońskiego lotnictwa Anglicy w Londynie i w Singapurze w 1941 i co sądzili o możliwościach japońskich konstruktorów myśliwców oraz ich przemysłu około 1937. Następnie samodzielnie wyrobić sobie zdanie na temat, komu wtedy zabrakło wyobraźni i polotu i komu się zdawało, że jedna strona ma zapewnioną przewagę techniczną na drugą pracując nad tym na pół gwizdka.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".