Zawracanie Wisły kijem
    Kaczyński277 · PiS200 · programy polityczne30
2014-02-21
Autor: Jan Król
Władze PiS rzeczywiście miały pecha organizując 15 lutego swój Kongres. Jakby nie wierzyły, że w tym dniu dwóch dzielnych Polaków może zdobyć złote medale na Igrzyskach w Soczi. Kamil Stoch sięgnął po to trofeum po raz drugi, a nieznany dotąd panczenista, zawodowy strażak z Łowicza Zbigniew Bródka zaskoczył wszystkich.

W ten oto sposób Polacy mają na swoim koncie już 4 złote medale, co jest wydarzeniem bez precedensu, a nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Można więc osiągać sukcesy i przychodzą one kiedy jednocześnie nałożą się na siebie: talent, gigantyczna praca i przysłowiowy łut szczęścia. Tak też jest w życiu każdego człowieka i poszczególnych społeczeństw, jako wspólnot wolnych obywateli.

Pech PiS-u polegał na tym, że sukcesy naszych olimpijczyków przyćmiły w przekazach medialnych treści programowe, które prezentowali liderzy partii mającej ambicje objęcia władzy. Warto więc pochylić się nad propozycjami PiS-u, aby nie być zaskoczonym i zdziwionym, gdyby do władzy doszli ludzie z nim związani – bo dla innych nie byłoby już miejsca.

W wystąpieniu programowym Jarosława Kaczyńskiego (rozpisanym na 160 stronach) dostrzegłem fundamentalną sprzeczność. Słusznie na początku pan prezes mówił: „Nasza trudna historia wpisuje się w dzieje światowej wolności. Polska wpisuje się w to co uniwersalne i najważniejsze dla człowieka. W to co buduje podstawową cechę jednostki: wolność. (…) Polska musi być wyspą wolności”. To piękne słowa. Ale za chwilę dodał: „Pod władzą PiS na pewno nią będzie”, a cały dalszy wywód był jakby zaprzeczeniem tego preludium. Bo już nic o wolności, a jedynie o zbawiennych dla ludzi rządach PiS-u. Rzecznik partii Adam Hofman w audycji radia ZET „Siódmy Dzień Tygodnia” powiedział wprost, że gdyby PiS rządził, to na pewno nie powstałby np. świetny i głośny film Władysława Pasikowskiego „Pokłosie”.

Otóż PiS chciałby zakreślać granice wolności Polaków stawiając naród nie w roli suwerena, a w roli wykonawcy woli władzy. Narzędziem wypełniania tak rozumianej wolności byłoby państwo ze swoim aparatem.

Cóż zatem na początku by nam zafundowało? Podniesienie podatków dla lepiej zarabiających oraz instytucji finansowych i sieci handlowych, zagospodarowanie (?) wolnych środków przedsiębiorstw, scentralizowanie zarządzania (finansowanie służby zdrowia z budżetu, nauczyciele zostaliby pracownikami państwa, a nie samorządów, likwidacja niezależności prokuratury, koleje regionalne byłyby zabrane samorządom wojewódzkim). Premier (oczywiście Jarosław Kaczyński) miałby uzyskać prawo wydawania ministrom „wiążących poleceń” oraz uchylania aktów przez nich stanowionych. Od razu pojawia się pytanie – a jak te zakusy mają się do Konstytucji, wedle której to Rada Ministrów jest głównym organem władzy wykonawczej, a premier kierujący jej pracami zapewnia wykonywanie polityki rządu? Państwo (PiS) nie ustałoby także w ustaleniu rzeczywistych przyczyn smoleńskiej katastrofy przy użyciu wszystkich dostępnych środków (?).

Oczywiście, że uszczęśliwiany przez państwo (PiS) naród otrzymywałby określone nagrody. A więc wymieniony jest 500-złotowy dodatek na drugie i każde kolejne dziecko do osiemnastego roku życia, płaca minimalna wynosiłaby 50% średniego wynagrodzenia, nastąpiłby powrót do poprzedniego wieku emerytalnego (60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn), prawo do nabywania ziemi przysługiwałoby tylko polskim rolnikom, urlopy macierzyńskie byłyby jeszcze wydłużone, przedszkola darmowe, a lekarstwa kosztowałyby 8-9 zł. PiS zapowiada także stworzenie 1,2 miliona miejsc pracy. Swego czasu, w 1993 roku, ówczesny Kongres Liberalno-Demokratyczny (matecznik premiera Tuska) obiecywał jeden milion nowych miejsc pracy, ale z czasem wyleczył się z takich pomysłów.

Rzecz polega na tym, że jest kłopot ze wskazaniem źródeł sfinansowania takiej szczodrości.

Prezes Kaczyński uderzył także w wielki dzwon mówiąc o zapaści demograficznej. „Rodzi się za mało dzieci. Polska się zwija”. Podzielam tę troskę prezesa o dzietność Polaków. Ale uwierzę w jej szczerość, gdy sam spłodzi tę pożądaną co najmniej trójkę dzieci. Nie oczekuję, aby doścignął w tej materii prezydenta Komorowskiego, nie mówiąc już o Lechu Wałęsie. Nawet Adam Michnik, mimo, że starszy od prezesa, zdobył się w zeszłym roku na jeszcze jednego potomka, bo rozumie powagę demograficznej zapaści. A poza tym dzieci to sama radość i szczęście. Ale bez osobistego świadectwa wszystkie te troski i obietnice są funta kłaków warte. Wiem, że takie osobiste wycieczki są nie na miejscu, ale Jarosław Kaczyński też chciałby wkroczyć w życie osobiste każdego z nas. Bo wolność w jego rozumieniu ma mieć znak PiS-u.

Z tej całej palety zapowiedzi programowych warto byłoby pochylić się nad propozycją podniesienia nakładów na naukę do 1,2% PKB, wprowadzenia mechanizmu ograniczającego patologie w rozliczaniu podatku VAT czy stworzeniu zachęt do inwestowania i tworzenia nowych miejsc pracy. Można by jeszcze dyskutować o kadencyjności władz samorządowych czy sprawowanych mandatach parlamentarnych. Ale czy doczekamy się współpracy głównych aktorów sceny politycznej w sprawach naprawdę ważnych? Oby niemożliwe stało się możliwe – tak jak w przypadku naszych olimpijczyków. Czasem warto pomarzyć.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Remis ze wskazaniem na PO, a Korwin Krul

Ponieważ Czytelnicy naszego portalu mieli już okazję zapoznać się z analizami wyborów do europarlamentu, postaram się w swoim komentarzu skupić na pewnych konkretnych aspektach sytuacji...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".