Zimnowojenny powiew
    rywalizacja mocarstw58 · zbrojenia militaria12 · hegemonia USA28 · Miedwiediew58
2011-11-24
Nie umilkły jeszcze komentarze co do ewentualnej wojny irańsko-izraelskiej, a na horyzoncie pojawia się już kolejna groźba konfliktu. Tym razem w szranki stanęły Stany Zjednoczone i Rosja.

Prezydent Miedwiediew zagroził, że jeśli USA będą kontynuować budowę tarczy antyrakietowej w Europie, to Rosja wyjdzie z programu START. Jednocześnie prezydent Rosji w orędziu telewizyjnym poinformował, że polecił wzmocnić osłonę obiektów strategicznych sił jądrowych Rosji. Ponadto powiadomił rodaków i cały świat o rozbudowie swoich arsenałów, w tym „nowoczesnych systemów uderzeniowych i rakiet balistycznych”. Najciekawsze jednak było to, że gospodarz Kremla oznajmił, iż polecił siłom zbrojnym opracowanie planów ataku na amerykańskie systemy antyrakietowe. Administracja Obamy natychmiast pośpieszyła poinformować Rosjan, że nie przewidują modyfikacji czy ograniczenia planów. Tak ostrego spięcia na linii Moskwa-Waszyngton nie było od dawna. Co to wszystko może więc oznaczać?

Rosja i Chiny mając wspólne cele mogą sprzysiąc się przeciwko Stanom Zjednoczonym. Już teraz na niektórych polach, współpraca między Pekinem i Moskwą zarysowuje się dosyć wyraźnie. W ewentualnym cichym sojuszu, Chiny wykańczałyby USA ekonomicznie np. groźbą skupu amerykańskiego długu, a Rosja wykańczałaby Stany pod względem militarnym
Jednym ze scenariuszy, może być taki, w którym Rosja rzeczywiście występuje z układu START i rozpoczyna się nowy wyścig zbrojeń. Arsenały atomowe, które od początku lat 90. konsekwentnie się zmniejszały w obu krajach, mogłyby znowu zacząć wykazywać tendencję rosnącą. Razem ze wzrostem liczby głowic nuklearnych rosłaby liczba środków ich przenoszenia, a więc rakiet międzykontynentalnych, łodzi podwodnych czy bombowców strategicznych. Moskwa być może podjęłaby się budowy własnej tarczy antyrakietowej, a jej elementy rozmieściłaby we wszystkich byłych republikach radzieckich. Waszyngton musiałby odpowiedzieć tym samym, jest jednak jedno ale…
W tym tygodniu minął czas na wypracowanie konsensusu w tzw. superkomisji, która miała stworzyć plan ratowania budżetu. Fiasko rokowań doprowadziło do uruchomienia procedury automatycznych cięć sięgających ponad 1,2 bln USD. Cięcia dotkną przede wszystkim… finansowania wojska. To stawia zaś Stany Zjednoczone w ewentualnym wyścigu zbrojeń na z góry przegranej pozycji. Putin i Miedwiediew zaś, nie będą oszczędzać swoich rodaków, byleby tylko wygrać z Jankesami.

Najbardziej pesymistyczny scenariusz, wynikający pośrednio z powyższego, zakłada konflikt zbrojny między Rosją i USA, choć jest on zarazem najmniej prawdopodobny. Chodziłoby o bezpośrednią przyczynę wojny rosyjsko-amerykańskiej. Co miałoby nią być? Bitwa o strefy wpływów odeszła już raczej do lamusa, oba kraje są też niezależne pod względem surowców, jednak w konfrontacji między Waszyngtonem a Moskwą, pojawia się jeszcze ktoś trzeci.

Ostatnio Obamie nie idzie za bardzo w stosunkach z innymi potęgami. Do spięcia doszło także na linii Waszyngton-Pekin. Stosunki między Stanami a Państwem Środka długo nie były dobre. Poprawa wzajemnych relacji nastąpiła dopiero za czasów Mao, a następnie została pogłębiona przez Denga Xiaopinga. Chiny stały się w ciągu 30 lat światową potęgą i to zarówno w pod względem ekonomicznym jak i militarnym. Władze ChRL konsekwentnie dążą do osiągnięcia pozycji lidera pod względem gospodarczym i mają wszelkie predyspozycje, by ten plan zrealizować. Jak można też zauważyć władza w Chinach jest nadal skupiona w rękach partii komunistycznej, a konsolidacja władzy w państwie bardzo ułatwia podejmowanie ważnych decyzji.

To jest zaś kompletne przeciwieństwo Stanów Zjednoczonych, gdzie różne frakcje (nawet w obrębie jednej z partii) są gotowe doprowadzić do bankructwa swojego kraju, byle tylko zrealizować swoje partykularne cele, sprowadzając przy tym politycznych oponentów do parteru.

Tak więc Rosja i Chiny mając wspólne cele mogą sprzysiąc się przeciwko Stanom Zjednoczonym. Już teraz na niektórych polach, współpraca między Pekinem i Moskwą zarysowuje się dosyć wyraźnie. W ewentualnym cichym sojuszu, Chiny wykańczałyby USA ekonomicznie np. groźbą skupu amerykańskiego długu (Waszyngton byłby wtedy na łasce Pekinu), a Rosja wykańczałaby Stany pod względem militarnym, mając o tyle ułatwione zadanie, że administracja Obamy została zmuszona, jak wspominałem, do ograniczenia wydatków na wojsko. Niewykluczony jest przy tym konflikt zbrojny między USA i Chinami. Tutaj zarzewiem wojny mógłby być sporny Tajwan.




Komentarzy: 13

Grzegorz Wasiluk
24 listopada 2011 (23:34)
Autor zapomniał o kilku ważnych rzeczach
Np. o tym, że strony rosyjskiej również nie stać w tej chwili na wdanie się w wyścig zbrojeń. Nadwyżki finansowe, którymi rozporządza Moskwa są pilnie potrzebne na dogonienie i przegonienie Zachodu w wyniku programów rozwoju Rosja 2020. Lepszym rozwiązaniem wydaje się poczekanie, aż amerykańska machina wojenna zacznie się rozpadać sama z siebie, tak jak sowiecka w latach 1990-2004, przyzwolenie na parę dalszych wojen Zachodu z muzułmańskimi fanatykami i innymi zaciekłymi wrogami na Bliskim Wschodzie, powiększanie zapasów złota banku centralnego FR oraz spokojne czekanie na skutki olbrzymich błędów gospodarczych elit władzy UE, a także USA itd. itp.

Marek
25 listopada 2011 (09:27)
:)
Według mnie żaden bezpośredni konflikt nie wchodzi w grę, a rosyjskie groźby porównałbym do przysłowiowego machania szabelką. USA wykorzystując swoją przewagę poszerza swoją strefę wpływów w Europie środkowo-wschodniej, wykorzystując (nieuzasadniony swoją drogą) argument o ochronie przed Iranem, co nie odpowiada dążącej do utrzymania pozycji regionalnego mocarstwa Rosji. Osobną sprawą jest to, że podstawowym gwarantem bezpieczeństwa dla Rosji z jej niewydolną, rosyjską armią konwencjonalną jest arsenał atomowy i każda próba niwelowania jej potencjału (nawet jeżeli w początkowym okresie nie jest to spektakularna zmiana) jest odbierana przez nią jako (uzasadnione, ale w dłuższej perspektywie czasu) zagrożenie. Tak czy inaczej Rosja nie ma jakichkolwiek możliwości politycznych lub militarnych aby temu zapobiec, a straszenie zbrojeniem się traktuję jako teatrzyk związany z polityką wewnętrzną (politycy nie mogą okazać słabości), wpływaniem na krajową jak i zagraniczną opinię publiczną oraz - jak zwykle - ugraniem czegoś (my wam pójdziemy na rękę, ale wy nam też kiedyś zrobicie dobrze). :)

Alojzy
25 listopada 2011 (10:14)
niech autor
poczyta sobie nawet materiały kolegi Bartoszka na serwisie, zobaczy jak ta współpraca/sojusz Rosji z Chinami będzie wyglądać. Wasalizm nic więcej. Chiny już od dawna planują podporządkować sobie Syberię, Rosja to wie, więc stara się jak może wykorzystać sytuację, oddalić zagrożenie. Nic z tego. Pragmatyzm chinski połączony z nacjonalizmem (szowinizm? to chyba też wchodzi w grę) weźmie górę.

Tomahawki są bezpieczne
26 listopada 2011 (11:55)
autor zapomniał o wielu rzeczach
ale najważniejsza pomyłka, to niezrozumienie polityki Chin. To raz, dwa to jednak Rosja jest petentem Chin nie ma tutaj mowy o współpracy partnerskiej, choć wizualnie to moze tak wygladać. Ale wizualnie to właśnie USA współpracują z Chinami, bo kto jak kto ale to firmy amerykańskie mają gigantyczne inwestycje w CHinach.

wart79
26 listopada 2011 (23:23)
nie
nie do końca bym się zgodził z autorem. Chinom tak naprawdę powinno jak najbardziej zależeć na utrzymaniu dobrego bądź w miarę dobrego stanu gospodarki USA. Jest to spowodowane faktem iż Amerykanie stanowią ich największego partnera handlowego, a co za tym idzie zapewniają rozwój ekonomiczny i spokój wewnętrzny Państwa Środka. Natomiast przez powiązania międzynarodowych gospodarek jakiekolwiek naciski ekonomiczne na USA ,jak również prestiż polityczny, są w chwili obecnej poza zasięgiem Chin. Według mnie Chiny stosują o wiele bardziej skomplikowaną i wyrafinowaną taktykę osłabiania USA i ich roli międzynarodowej. Po pierwsze: w tych regionach kuli ziemskiej gdzie jest to możliwe inwestują nadwyżki swojego kapitału (Afryka, Wenezuela, Europa, ropociągi i gazociągi z Rosji) wypierając produkty amerykańskie z międzynarodowych rynków. W perspektywie długofalowej spowoduje to zmianę w postrzeganiu USA w wielu społeczeństwach jako kraju bogatego, silnego i dostatniego. Równie ważnym faktem jest to, iż zapewniając inwestycje ekonomiczne w danym państwie to Chiny stają się partnerem dla jego władz. Tym sposobem Azjaci mogą zapewnić sobie platformę do rozprzestrzeniania swoich wpływów i wartości dla nich ważnych. według mnie bardzo dobrze te działania charakteryzuje powiedzenie że \"kropla drąży skałę\". Jak zauważyło już wiele osób Chińczycy działają w perspektywie dziesięcioleci nie lat. Drugą płaszczyzną na , której Chiny rozmywają rolę USA jest płaszczyzna militarna. Poprzez umiejętne posługiwanie się obrazami rozwoju własnych sił zbrojnych pokazują wszystkim na zewnątrz że powoli zaczynają dochodzić do poziomu zaawansowania i technicyzacji najlepszej armii świata. Prężąc muskuły chcą powiedzieć, że Stany nie są już jedynym szeryfem, że wyrasta im już godny konkurent. Zaś z drugiej inwestując w Iranie ogromne sumy, utrzymując reżim w KRLD, czy eksportując broń do wielu nieprzychylnych państw Stanom. wysysają ich zasoby ekonomiczne. Najważniejszy skutek jest taki iż każdy na świecie zdaje sobie sprawę iż król jest nagi. Reasumując każde znane imperium w przeszłości upadało. Czy to Rzym, czy Wielka Brytania czy Hiszpania. Początkiem końca zawsze były czynniki ekonomiczne. Według mnie większym problemem będzie pogodzenie się USA z ich karleniem na arenie międzynarodowej w następnych latach niż ze wzrostem Chin. Według mnie USA są jak Kliczkowie w wadze ciężkiej. Niepokonani od lat, jednak tak naprawdę nie mieli wymagających przeciwników, i ich czas już się kończy ;))

Marcin Strzymiński - autor
27 listopada 2011 (17:32)
Odpowiedź
Ad. 1 Uważałem i nadal uważam, że Rosja to kolos na glinianych nogach, ale widać jasno, że imperialistyczny ton i zachowanie Putina naśladują ZSRR. Rosja będzie robić wszystko, by zaszkodzić Stanom. Nawet jeżeli jak wspomniałem odbędzie się to kosztem obywateli. Dopóki Rosja ma surowce i ogromne z nich zyski, to zawsze znajdą się pieniądze na zbrojenia. Ad. 2 Teatrzyk Putina ma jedną, ale ważną cechę - jest nieobliczalny i nieprzewidywalny dla widzów. Skoro Rosja umieściła w Obwodzie Kaliningradzkim nowoczesne rakiety S-400, mające w zasięgu niemal całą Polskę, to nic nie stoi na przeszkodzie, by umieścić tam rakiety mogące osiągnąć np. Paryż czy Londyn. Nawet jeśli to tylko groźby to zawsze istnieje ryzyko, że zostaną zrealizowane. Ad. 3 Co do zasiedlania Syberii przez Chińczyków - to temat na osobny wpis. Ale dopóki Rosja jest Pekinowi potrzebna, to będzie z nią współpracować i udawać, że wszystko jest cacy. Dopóki Chiny nie poczują się w pełni niezagrożone ekspansja na Daleki Wschód będzie musiała zaczekać. Ad. 4 Co do rywalizacji ekonomicznej Chin i USA, to Pekin konsekwentnie dąży do \\\"ekonomicznej likwidacji USA\\\". W ciągu ostatnich lat Chiny mocno nadgoniły Stany i teraz jedynym celem jest osiągnięcie pierwszego miejsca w rankingu. Być może za kilka lat to Chiny będą ziemią obiecaną jak niegdyś USA i to właśnie tam Polacy będą jeździć na saksy. A o ekspansji Chin w Afryce wspominałem kilka miesięcy temu na swoim blogu

Grzegorz Wasiluk
27 listopada 2011 (23:58)
Ach ta zła Rosja!
Szanowny Pan Kolega jednoznacznie podsumował swój stosunek do naszej wielkiej słowiańskiej siostrzycy; trzeba się jej bać. Ja się dzisiejszej Rosji nie boję i tym się mocno różnimy. Ja zaczynam się bać elit władzy i pieniądza państw zachodnich: ich koszmarnych błędów, wynikających z zafiksowania na punkcie zamkniętych ideologii globalizmu, ekologizmu, libertynizmu i neoliberalizmu; poczucia wszechmocy, przekonania o własnej stuprocentowej racji i nieograniczonej bezkarności. To jakaś nowina, tego kiedyś nie było na taką skalę (np. Johnson i Wilson zwariowali, ale de Gaulle czy Kiesinger byli ostrożni i umiarkowani), ale to nie jest dobra wiadomość dla świata. Pomijając ocenę porządków panujących w dwóch światowych mocarstwach Starego Świata logika podpowiada, że system międzynarodowy musi odzyskać równowagę. Obecne uderzenie pięścią w stół przez Miedwiediewa stanowi odpowiedź również na moralnie i politycznie nie do przyjęcia awanturę libijską, w której nawet administracja laureta pokojowej nagrody Nobla pokazała swoją najgorszą twarz, kpiąc sobie z uchwały Rady Bezpieczeństwa ONZ, a następnie tańcząc z radości na wieść o haniebnych samosądach. Z drugiej strony powtarzam i niech wszyscy czytający te słowa po prostu obserwują dalszy rozwój wydarzeń, bo te słowa się sprawdzą; Rosja nie podejmie żadnej bezpośredniej próby sił z NATO przez dziesięć, a nawet dwadzieścia najbliższych lat i to jej polityka będzie w tym czasie całkowicie przewidywalna. Będzie kontrować pewne posunięcia wojskowe uznane na Kremlu za bezpośrednie zagrożenie (do czego ma dokładnie takie samo prawo jak druga strona do wykonywania takich posunięć) i niewiele więcej, a jednocześnie pozwalać, aby mocarstwa zachodnie oddawały dalsze strzały we własną stopę, atakując Syrię, Iran i zmagając się ze skutkami własnego braku rozsądku. Skutkami takimi jak nie notowane dotąd w dziejach całego świata wskaźniki zadłużenia publicznego czy też dochodzenie do władzy przez islamistów po likwidacji dzięki tym mocarstwom umiarkowanych reżimów świeckich na Bliskim Wschodzie. Zbliża się natomiast nieuchronnie do końca okres, w którym państwa NATO mogły jeszcze jako blok podjąć strategiczną współpracę z Rosją przeciw islamistom i czerwonym Chinom. Moskwa z w. w. powodów straciła zainteresowanie taką współpracą. Strategicznym partnerem, współpracującym z nią na zasadach równoprawności, równoważącym potęgę chińską są dla niej Indie (+ kraje Azji Południowo-Wschodniej). Naturalnymi sojusznikami w walce z wojującymi zwolennikami światowego kalifatu te same Indie, Chiny, a także wszystkie umiarkowane reżimy i demokratycznie wybrane rządy w Azji. Partnerami do interesów materialnych prócz Indii Brazylia, Wenezuela, oczywiście Kazachstan, a także RPA. Wszystko to Rosji w zupełności wystarczy i żadna konfrontacja z Zachodem nie jest teraz w rosyjskim interesie narodowym dopóty, dopóki z Europy Zachodniej i USA napływa najnowsza technologia cywilna, a jej transfer i opanowanie jeszcze trwają.

decentralizator
28 listopada 2011 (08:40)
Ja nie miałbym nic przeciwko przewodnictwu Chin
bo to nie chinskość jest problemem tylko system polityczny tego kraju, władza monopartii, której nikt nie kontroluje, oligarchia która dziś szczerzy zęby z dumy ze swych ekonomicznych osiągnięć, a jeszcze wczoraj napuściła swój naród przeciwko sobie, odarła z godności i pozwalała zabijać (rewolucja kulturalna). Stefan Wyszyński powiedział kiedyś że system komunistyczny upadnie bo jest oparty na kłamstwie, tak samo uważam stanie się w końcu w Rosji, bo współcześnie to też jest kraj którego przywództwo okłamuje i mami własny naród. Rosjanie to wiedzą, ale są zniechęceni. Natomiast czym jest kłamstwo i cynizm w światopoglądzie Chińczyka. Mam przeczucie graniczące z pewnością że inaczej to wygląda niż w Europie. Inaczej wygląda istota jestestwa człowieka, jego podmiotowości. Ktoś kiedyś powiedział że Chińczycy jeszcze nigdy nie byli tak wolni jak są dzisiaj, ale my nie jesteśmy Chińczykami, czy to znaczy że mamy równać w dół, niech ktoś spróbuje Amerykanów czy nas Polaków to tego zmusić. Nie ma takich pieniędzy. Być może Chiny z tym system przywódczym jaki mają dziś zdobędą kiedyś wiodącą rolę, ale Zachód wyznaczy wyraźną granicę swych wpływów, i nigdy Chiny nie zdobędą takiej przewagi jaką za Clintona miały USA, tj. niepodważalna hegemonia.

shape_shifter
2 grudnia 2011 (23:52)
Jeśli ataku na Iran nie będzie...
... to będzie oznaczać, że Chiny są nowym światowym liderem.

ricardopl
10 grudnia 2011 (21:35)
USA-Chiny-Rosja
Myślę że w tej chwili wojna amerykańsko-rosyjska nam nie grozi. Natomiast najbardziej prawdopodobna byłaby wojna amerykańsko-chińska, która stałaby się kolejna wojną hegemoniczną o władze w światowym systemie miedzy dwoma światowymi mocarstwami: USA jako dotychczasowym hegemonem a Chinami jako głównym rywalem (podobnie jak wojna 7 letnia i wojny napoleońskie między W.Brytanią a Francją, lub wojny światowe 1914-45 między W.Brytanią a potem USA a Niemcami). Pozostałe globalne (wielkie) mocarstwa zachowałyby się następująco: UE (o ile się nie rozleci :) zapewne poparłaby jednak USA, Japonia również. Niewiadoma byłaby postawa Rosji i Indii które w tej sytuacji byłyby \"do wzięcia\". Oczywiście ze możliwe jest zw jak pisze autor : \"Rosja i Chiny mając wspólne cele mogą sprzysiąc się przeciwko Stanom Zjednoczonym.\". Ale możliwy byłby też scenariusz odwrotny - USA wspierają Rosję przeciw Chinom dając jej wolną rękę w Azji Środkowej (podobnie jak Indiom w temacie Pakistanu). Podobnie jak w pocz. XX w. kiedy to Rosja mogła wybierać między sojuszem z Entente Cordiale (W.Brytania + Francja) a Niemcami lub w 1939 kiedy to ZSRR miał identyczny wybór.

Grzegorz Wasiluk
12 grudnia 2011 (07:51)
Odnosząc się do poprzedniego głosu
Jeśli nawet taki scenariusz, to szereg wojen zastępczych (amerykańskich z sojusznikami Pekinu i na odwrót), ale nie bepośrednie starcie obu światowych mocarstw, bo dobrze wiadomo, czym to pachnie. Tarcza antyrakietowa osłaniająca już kraj Obamy od strony Pacyfiku mogłaby zapobiec jego całkowitemu zniszczeniu, ale ryzyka przebicia się pewnej ilości głowic jądrowych nad amerykańskie miasta nie da się całkowicie wykluczyć. W walkach konwencjonalnych (np. chińskie lotniskowce nie są jeszcze zaopatrzone w odpowiednią ilość samolotów pokładowych) jeszcze przez wiele lat Jankesi mieliby zbyt wielką przewagę, aby wynik nie był jasny. Mój pogląd; najprawdopobniej dojdzie do długiej i ostrej rywalizacji gospodarczej między ChRL a blokiem Rosja-Indie. Za pewniaka w roli przegranego w tej rywalizacji uważam Zachód, który w ciągu ubiegłych 50 lat popełnił zbyt wiele zbyt wielkich błędów, aby to się potężnie nie zemściło. Co najwyżej państwa zachodnie uratują siebie same (pod warunkiem odwrócenia się od rządzących nimi teraz zamkniętych ideologii, jak Paneuropa czy też religia prawoczłowiecza), ale nie swoją choćby tylko obecną, coraz bardziej względną przewagę na świecie.

ricardopl
12 grudnia 2011 (14:57)
USA-Chiny-Rosja
Tylko że współczesna wojna hegemoniczna wcale nie musi być toczona środkami militarnymi. Może ona przybrać formę wojny ekonomicznej lub informatycznej (cyberataki) wreszcie rywalizacji w Kosmosie pomiędzy USA a ChRL z blokiem Rosja-Indie w charakterze trzeciego gracza.....

Grzegorz Wasiluk
19 grudnia 2011 (21:08)
No i tu dwie ważne wiadomości
Około roku 2020 ma powstać chińska stacja kosmiczna na orbicie okołoziemskiej, a Rosjanie na około 2030-35 planują lądowanie ich kosmonautów na Marsie. Przy tym chińska stacja orbitalna ma posłużyć zebraniu doświadczeń dla stałej stacji na Księżycu. Z wielu względów, z finansowymi na czele, NASA już w tym wyścigu nie weźmie udziału. Kończy się epoka amerykańskich wizjonerów kosmicznych od von Brauna po Carla Sagana, Trochę to smutne, a trochę pocieszające (jeśli wgłębić się w pewne wizje).
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".