Żmija – Andrzej Sapkowski
    recenzja książki167 · Afganistan75 · literatura polska14 · fantastyka37
2009-12-21
Powieść „Żmija” wzbudziła pewne zamieszanie zarówno wśród wielbicieli, jak i krytyków Andrzeja Sapkowskiego. Trzy lata minęły od poprzedniej książki tego autora i muszę przyznać, tęsknić już zacząłem za jego stylem, żywymi dialogami i nietuzinkowymi postaciami. Do lektury zasiadłem więc z pewnymi wymaganiami, ale bez wygórowanych oczekiwań. Jak się okazało, całkiem słusznie.

Pisząc, iż zasiadłem bez wygórowanych oczekiwań, bynajmniej nie mam na myśli niczego złego. Raczej chciałem się w ten sposób odciąć od pewnej atmosfery, jaką obrosła ta książka jeszcze przed publikacją. Nie wiedzieć czemu, „Żmija” wzbudziła bardzo gorące i spolaryzowane uczucia. Może winien jest długi czas oczekiwania, a może zaskoczenie tematem. Wręcz można powiedzieć, że nastała moda na krytykowanie i wybrzydzanie, zwłaszcza wśród ludzi lepiej zorientowanych w temacie. Wśród mniej zorientowanych najczęściej powtarza się zdziwienie, że autor z magii i miecza, tudzież średniowiecza, przesiadł się na całkiem współczesną historię wojny w Afganistanie.

Dla mnie osobiście, nie ma w tym żadnej tajemnicy. Andrzej Sapkowski w krótszych formach literackich dość swobodnie przemieszcza się przez czasy i konwencje, zawsze jednak pozostawiając w nich element magiczny, tudzież fantastyczny. W powieściach dla odmiany, nieodmiennie powraca motyw wojny, jej brutalności, bezsensowności i przemożnego wpływu na każdego, kto znajdzie się w polu jej oddziaływania. „Żmija” łączy w sobie oba te schematy.

Motyw człowieka wkręconego w trybiki wojennej maszynerii jest stały, niezależnie od tego, czy wojna ta ma miejsce w Królestwie Temerii, na Śląsku, czy pośród szczytów Hindukuszu. Jak w swoich poprzednich powieściach, Sapkowski przygotował się do pracy solidnie. W książce widać wyraźnie, podobnie jak w cyklu „średniowiecznym”, że sporo czasu musiał autor spędzić zbierając materiały, kolekcjonując językowe i faktograficzne smaczki, czy też czysto techniczne detale, których zwykli się czepiać puryści. Sam będąc jednym z nich, znalazłem w tekście dosłownie dwa, drobne błędy o których nie warto nawet wspominać.

No właśnie, rozgadałem się a prawie nic jeszcze nie powiedziałem na temat fabuły. Przyznam, że zrobiłem to poniekąd rozmyślnie, bo nic tak nie drażni czytelnika jak spojlery. Tak wiec ostrzeżenie - Drogi czytelniku, jeśli nie chcesz psuć sobie zabawy, nie czytaj tekstu na ostatniej stronie okładki. Jakiś geniusz od marketingu streścił tam kilka zwrotów akcji, okradając nas z przyjemności ich odkrycia. Moje szczęście, że zajrzałem tam dopiero po zakończeniu lektury.

Co więc mogę powiedzieć, nie zdradzając zbyt wiele? „Żmija” to rodzaj gawędy, bo Sapkowski niezaprzeczalnie jest gawędziarzem i to dobrym, o losach młodego radzieckiego żołnierza w Afganistanie. Ot, biedny chłopak, potomek polskich zesłańców, trafia na wojnę i stara się tam przeżyć. Co bynajmniej nie jest łatwe, nawet mimo jego wyjątkowego talentu do unikania zagrożenia. Poznajemy więc wojenną rzeczywistość z końca lat 80-tych, odmalowaną ciekawie i realistycznie, ale bez propagandowego zacięcia jakim raczą nas filmy z rodzaju „9 Kompanii” z jednej, czy „Bestii” z drugiej strony.

Sapkowski zgrabnie oplata to wszystko motywem magicznym, ale też bardzo żywo i realistycznie pokazuje rzeczywistość, za co należy mu się uznanie. Wojna jest krwawa, chaotyczna i bezsensowna. Ludzie szaleni, pijani lub przerażeni, a smutki i rozterki topią we wszelkich możliwych używkach. Wszystko to składa się na rzadko u nas pokazywany obraz „bratniej pomocy” ZSRR w kraju od wieków pełnym niebezpiecznych przełęczy, partyzantów i narkotyków.

Niestety mam też wobec „Żmij” dwa, poważne zarzuty. Pierwsze, co mnie w tym obrazku naprawdę drążni, to stężenie Polaków, niby-Polaków i krypto-Polaków w Armii Czerwonej. Zdawać by się mogło, że w tej wojnie, co drugi Rosjanin ma jakieś polskie korzenie i nie kryje się z nimi. Oczywiście z głównym bohaterem na czele. Drugim, choć drobniejszym zastrzeżeniem jest poziom niektórych, prowadzonych w okopach przy nieodłącznej wódce, rozważań filozoficznych. Prości, lub też mniej prości żołnierze radzieccy, przerzucają się cytatami z klasyków literatury, tudzież filozofii światowej. Zabieg to w prozie Sapkowskiego nienowy, ale nieco psujący ultrarealistyczny efekt.

Na koniec pozostawiłem sobie pewien problem, który nurtuje mnie w ocenie tej książki. Jest to bowiem dzieło w odbiorze naprawdę niezłe, ale mimo wszystko nie do końca satysfakcjonujące. Całość sprawia wrażenie raczej rozbudowanego w celach komercyjnych opowiadania, niż stanowiącej zamkniętą całość powieści. Na szczęście autor nie poszedł na łatwiznę. Zamiast nadmuchać tekst tym, co łatwo sprzedać, czyli seksem oraz batalistyką, postawił w tym względzie na swoje znaki rozpoznawcze, a więc magię i wspomniane wcześniej filozoficzne dywagacje o wojnie i polityce.

Sapkowski, jak sam kiedyś przyznał, z pisania żyje i na pisaniu się zna. Przy tym ma też dość przyzwoitości, żeby nie karmić czytelnika byle czym, odcinając kupony od Wiedźmina. Jest rzemieślnikiem i w moich rękach spoczywa właśnie owoc solidnego, pisarskiego rzemiosła. Reasumując, czyta się „Żmiję” gładko, akcja jest wciągająca, a intryga, mimo że dość oklepana, nie razi specjalnie. Jeśli więc szukacie dobrej lektury na zimowe wieczory, a nie arcydzieła polskiej literatury, to nie powinniście być zawiedzeni.
Ja w każdym razie nie byłem.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".