Znaj proporcje, mocium Panie
    Tusk208 · rząd35 · tygodnik2 · polityczne absurdy40
2013-04-18
Ostatnie tygodnie znów przypominają, że rządzący przykładają do rozmaitych zdarzeń niewłaściwą miarę. Od czasu sprawy AntyKomora mogliśmy nieco o tej przypadłości najwyższych przedstawicieli naszego państwa zapomnieć. Ale tylko nieco, bo zapomnieć całkowicie nie pozwolą nam sami zainteresowani.

Informacja o pozwie Donalda Tuska przeciwko wydawcy tygodnika „Nie” w związku z przypisaniem szefowi rządu i kilku innym osobom (głównie ze świata polityki) nieprawdziwych wypowiedzi ukazujących ich w mało korzystnym świetle, to wzorowy wręcz przykład strzału samemu sobie w stopę.

Zacznijmy od początku – rzecz dotyczy primaaprilisowego żartu, jakiego dopuścili się Michał Marszał i Robert Jaruga. Zmyślone dialogi ukazują ich uczestników jako pospolitych plotkarzy, skrajnie dwulicowych (bo rzucających złośliwe komentarze na temat osób, z którymi dopiero co serdecznie rozmawiali, albo uczynią to za chwilę). Utrwalają wizerunek świata polityki jako w gruncie rzeczy niczym nie różniącą się wewnętrznie grupę, w której konflikty nie wynikają z faktycznych ideowych sporów, ale zapotrzebowania publiczności na polityczny teatr – tu szczególnie rzuca się w oczy „wypowiedź” Tuska na temat nadchodzących wyborów wewnętrznych w Platformie.

Po ludzku rozumiem premiera, że mógł poczuć się mało komfortowo, gdy przypisywano mu – nawet w ramach żartu – te mało wybredne i kipiące cynizmem wypowiedzi. Rozumiem też w jakiś sposób zarzut wobec tygodnika, że tekst opublikowany został w Internecie dobrych kilka dni przed 1 kwietnia, co nieco utrudniło jego właściwą interpretację czytelnikom, których część wzięła jego treść całkowicie na serio. Ale na tym moje zrozumienie się kończy.

Jeśli Donald Tusk chciał bowiem w jakiś sposób dać wyraz swojemu niezadowoleniu związanemu z tekstem, mógł najzwyczajniej w świecie wspomnieć w jakiejś wypowiedzi dla mediów, że uważa żart za mało wybredny. Mógł też wspomnieć, że uważa za mylące dla czytelnika publikowanie primaaprilisowego żartu w dzień inny, niż do tego właściwy – i tyle. Nic więcej.

Premier postanowił pójść inną drogą – przeniósł swoje niezadowolenie na ścieżkę prawną, pozywając wydawcę tygodnika. Tym razem, być może pomny zamieszania wokół sprawy AntyKomora, zdecydował się na pozew prywatny, nie angażując w sprawę autorytetu państwa. Trudno jednak – szczególnie w kontekście wizerunkowym – oddzielać całkowicie stanowisko od tego, który ją piastuje. Być może tą drogą pójdzie sąd. Opinia publiczna – na pewno nie.

Po AntyKomorze przyszedł czas na „Tuska na podsłuchu” – dwie historie determinowane tą samą skłonnością do wyolbrzymiania rzeczy małych. Z tego samego zresztą wyniknęła sprawa „Jamału II” – minister Budzanowski usłyszał, że dzwonią, ale nie wiedział, w którym kościele. Wiedział, że dźwięk dochodzi z okolic Kremla, wypadało więc zagrzmieć. Premier usłyszał, że minister grzmi, więc współgrzmiał, choć nieco spokojniej.

Różnica między „jamalskim chaosem” a dwiema historiami obrażonej władzy jest jednak dość kluczowa: wobec winowajców tego pierwszego, konsekwencje raczej wyciągnięte nie będą, choć wszystkiego mamy dowiedzieć się po jutrzejszym ogłoszeniu przez premiera wniosków z raportu ministra Bartłomieja Sienkiewicza. W stosunku do tych, których działalnością rządzący poczuli się dotknięci, próby wyciągnięcia konsekwencji mają miejsce. Pytanie – po co? Zarówno w przypadku AntyKomora, jak i autorów „Nie” pozywanie ich jest absolutnie przeciwskuteczne – przyciąga uwagę tych, którzy bez pozwu ich działalnością nie byliby zainteresowani, a także obnaża brak dystansu rządzących do samych siebie. Myślę, że obie ze wskazanych konsekwencji są szkodliwe – pierwsza dla „nowociekawskich”, druga dla samych rządzących.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 1

Total
20 kwietnia 2013 (07:31)
no tylko problem polega na czymś innym
akurat w takie cudo jak rozmowa kilku panów na stadionie byłem wstanie uwierzyć. Bo to podobne btyć mogło do zachowań polskich polityków. Może akurat nie tych, ale uogólniając i do tego pobudzając wyobraźnię można i do tych przypisać łatkę łajdaków, dla sekty smoleńskiej to w ogóle - woda na młyn. Nietrafione. Podobnie jak z Budzanowskim, Tusk kompletnie poddał państwo, poszedł na pasku Moskwy i kogos jeszcze, kto świetnie rozegrał w Polsce kwestie "niewiedzy" Budzanowskiego. Zniszczyli kolesia, zniszczyli podmiotowość polskiego bez. energetycznego. Zaraz odejdzie Oliwa z PGNiG, to będzie koniec marzeń o polskich firmach w polskich łuipkach.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Remis ze wskazaniem na PO, a Korwin Krul

Ponieważ Czytelnicy naszego portalu mieli już okazję zapoznać się z analizami wyborów do europarlamentu, postaram się w swoim komentarzu skupić na pewnych konkretnych aspektach sytuacji...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".