Dołącz do naszego zespołu Dołącz do naszego zespołu Subskrybuj kanał RSS mojeopinie.pl Subskrybuj RSS
mojeopinie.pl Start Polityka Gospodarka Media Historia Kultura Podróże Ekologia Tydzień Subiektyw
Geopolityka Polityka - Świat Polityka z kraju Publicystyka prasowa Publicystyka telewizyjna
Redakcja mojeopinie.pl poleca w tej kategorii
Pierwszy rok prezydenta Obamy

Rok temu niemal cały świat ogarnęła obamomania, Barack Obama został pierwszym czarnoskórym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jedni wiązali...

Wybory na Ukrainie: Dlaczego lepiej żeby wygrał Janukowycz niż Tymoszenko?

Skończyła się burzliwa kampania prezydencka na Ukrainie. Była momentami brudna, emocjonalna i populistyczna, jednak zdaniem obserwatorów OBWE...

Regionalny mocarz czy światowy outsider? Rosja na przełomie 2009/2010

Miniony rok to czas wielu skrajności w pozycji polityczno – ekonomicznej Rosji. Uciążliwe skutki globalnego kryzysu gospodarczego przeplatały...

Massachusetts ostrzega Obamę

Ponad rok temu Barack Obama złożył przysięgę prezydencką. Liberalne media przepowiadały długą dominację Partii Demokratycznej oraz ciężki...

Analiza Traktatu Lizbońskiego źródło:Parlament Europejski

Traktat z Lizbony (pełna nazwa: Traktat z Lizbony zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską) został... źródło:Parlament Europejski

Najcześciej czytane teksty kategorii w ciągu ostatnich 30 dni
Wybory na Ukrainie: Dlaczego lepiej żeby wygrał Janukowycz niż Tymoszenko?

Skończyła się burzliwa kampania prezydencka na Ukrainie. Była momentami brudna, emocjonalna i populistyczna, jednak zdaniem obserwatorów OBWE...

Afryka w 2009 Obóz uchodźców z Darfuru w Czadzie, wikimedia commons, CC, Mark Knobil

Afryka to 53 państwa i 10 obszarów autonomicznych. 22% całkowitej powierzchni ziemi i od 2009 roku już trochę ponad miliard mieszkańców. 70%... Obóz uchodźców z Darfuru w Czadzie, wikimedia commons, CC, Mark Knobil

Regionalny mocarz czy światowy outsider? Rosja na przełomie 2009/2010

Miniony rok to czas wielu skrajności w pozycji polityczno – ekonomicznej Rosji. Uciążliwe skutki globalnego kryzysu gospodarczego przeplatały...

Bandera – bohater Juszczenki

Stepan Bandera – bohaterem narodowym Ukrainy. Decyzja ukraińskiego prezydenta, która, wydawać by się mogło jest sprawą wewnętrzną Ukrainy,...

Czy będzie trzecia tura wyborów na Ukrainie?

Czy czeka nas powtórka z 2004 roku, ale tym razem nie w pomarańczowych, lecz błękitnych barwach? Kto będzie przez najbliższe pięć lat twardą...

Ostatnio komentowane
Janukowycz… i co dalej?

Wszystko wskazuje na to, że kolejnym prezydentem Ukrainy będzie Wiktor Janukowycz. Po przeliczeniu 99 proc. głosów ma on prawie 3-procentową...

II tura wyborów na Ukrainie – „kolorowej rewolucji” nie będzie

Po wygranej w pierwszej turze wyborów prezydenckich na Ukrainie Wiktor Janukowycz może czuć się dość pewnie przed głosowaniem, które...

Czy będzie trzecia tura wyborów na Ukrainie?

Czy czeka nas powtórka z 2004 roku, ale tym razem nie w pomarańczowych, lecz błękitnych barwach? Kto będzie przez najbliższe pięć lat twardą...

Ukraińskie gazociągi w rosyjskich rękach?

Kampania wyborcza na Ukrainie idzie pełną parą, a kandydaci na fotel prezydenta codziennie raczą społeczeństwo nowymi obietnicami. To, że...

Afganistan – początek końca?

Gdy prezydent Barack Obama ogłosił kolejną strategię dla Afganistanu szybko pojawiły się głosy, że w rzeczywistości jest ona przygotowaniem...

Wybrane teksty

Minął rok 2009 - podsumowania i analizy
Bliski Wschód w 2009 roku

Banałem byłoby stwierdzenie: na Bliskim Wschodzie bez zmian. Ale rzeczywiście – poprzedni rok obfitował w wiele wydarzeń i zjawisk, które sprowadzić można do tego stwierdzenia, przez co region ten wciąż pozostaje jednym najbardziej... Czytaj więcej

Wojna w Afganistanie
Nowa strategia wojny w Afganistanie

Droga do zwycięstwa czy początek odwrotu Niewykorzystanie przez siły koalicji afgańskiej szeregu sukcesów operacyjnych, odniesionych latem tego roku w południowym Afganistanie, sprawiło że w roku 2009 nie zdołano – wbrew wcześniejszym... Czytaj więcej

Traktat Lizboński - co nam przyniesie?
źródło:Parlament Europejski Analiza Traktatu Lizbońskiego

Traktat z Lizbony (pełna nazwa: Traktat z Lizbony zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską) został poparty przez 67,1 % Irlandczyków w zeszłotygodniowym referendum. Jednak od czasu w którym... Czytaj więcej

Relacje Chiny - USA
Obama do Azji, Azja do Obamy

Prezydent Barack Obama wybrał się w podróż do Azji Wschodniej. Agencja Xinhua skomentowała to krótko: Azja zajęła miejsce Europy w polityce Stanów Zjednoczonych. Czy tak jest aby na pewno? Czytaj więcej

Irański program nuklearny
W cieniu bomby atomowej – dlaczego kwestia irańska jest tak ważna?

Czy Iran zainspiruje do rozważenia kwestii rozbrojenia nuklearnego? O irańskim programie atomowym stało się ponownie głośno po tym, jak agencja Associated Press ogłosiła – powołując się na tajny raport Międzynarodowej Agencji Energii... Czytaj więcej

Tagi

Wybrani autorzy

Żółty paraliż w Tajlandii

Tajlandia · Indochiny · zamach stanu · 30 listopad 2008 (18:19)

Wizja utraty pracy przez ok. milion Tajów zatrudnionych w branży turystycznej, nawet do 100 tys. turystów uwięzionych na lotniskach Suvarnabhumi i Don Muang (wg. Szacunków Bangkok Post) oraz wysokie miejsce w rankingu najbardziej niebezpiecznych miejsc świata (w rankingach londyńskiego Telegraph) – tak wygląda bilans protestów zwolenników Ludowego Sojuszu na Rzecz Demokracji (PAD) w Tajlandii. I to nie koniec strat, bo okupacja największych tajskich lotnisk trwa.

Od 25 listopada kilka tysięcy zwolenników PAD-u okupuje główny punkt komunikacyjny Azji Południowo-Wschodniej, jakim jest lotnisko Suvarnabhumi, znajdujące się 30 km od centrum Bangkoku. Straty w tajskiej gospodarce, która w ogromnym stopniu opiera się na turystyce, są już nieodwracalne, a patowa sytuacja wydaje się nie mieć końca. Zwolennicy PAD - u żądają ustąpienia obecnie rządzącego gabinetu na czele z premierem Somchai Wongsawatem, który z kolei ustąpić nie zamierza, twierdząc iż został wybrany w demokratycznych wyborach. Manifestanci są coraz bardziej agresywni, natomiast rząd nie podejmuje żadnych kroków, z obawy przed ryzykiem bezpośredniego starcia pomiędzy policją a protestującymi. Każdy dzień paraliżu na tajskich lotniskach to biliony bahtów strat, nieprzychylne nastawienie obcokrajowców oraz groźba sankcji gospodarczych i politycznych.

Sytuacja zaostrzyła się, gdy pod koniec sierpnia 2008 roku grupa manifestantów pojawiła się pod kancelarią premiera. Rząd został zmuszony zmienić miejsce obrad (na okolice starego lotniska Don Muang). Shinawatra natomiast nie przejął się całą sytuacją, tłumacząc, że jest to znak, aby wybudować nowy budynek parlamentu.

Zamach Stanu

Wszystko zaczęło się od obalenia populistycznego premiera Thaksina Shinawatry w 2006 roku. Całą sytuację poparł nawet król Tajlandii Rama IX. Rządzący przez 5 lat Shinawatra, był jednym z najbogatszych Tajów, który fortuny dorobił się m.in. na sprzedaży udziałów należących do jego rodziny w koncernie telekomunikacyjnym, od której nie zapłacił podatku. Była to jedna z wielu afer, która ciągnęła się za Shinawatrą, często nazywanym azjatyckim Berlusconim, ze względu na kontrowersyjne zachowanie i zamieszanie w liczne afery (posądzany również o wykorzystywanie państwowych instytucji na korzyść swoją i swojej partii). Przewrót wojskowy zastał Shinawatrę, gdy ten przebywał na sesji ONZ zagranicą. Od tamtego czasu do dnia dzisiejszego do Tajlandii nie wrócił. Osiedlił się w Wielkiej Brytanii, gdzie za 109 milionów dolarów kupił klub piłkarski Manchester City.

Nikogo nie dziwiło, że Shinawatra nie zamierza wrócić do kraju, jego partia Thai Rak Thai (Tajowie kochają Tajlandię) została zdelegalizowanego, a samego polityka czekał szereg procesów. Jednak mieszkańcy wsi i ubogich prowincji nadal darzyli go ogromnym szacunkiem, gdyż był znany z ogromnych dotacji na rolnictwo, budowę szkół i dróg. Natomiast klasa średnia i inteligencja, miała mu za złe niejasną przeszłość i niewyjaśnione sprawy finansowe.

Po zamachu stanu, krajem rządzili wojskowi. Jednak niedługo, bo po blisko 15 miesiącach w rozpisanych wyborach zwyciężyli populiści z Partii Władzy Ludu (PPP), która miała załatać dziurę po zdelegalizowanej partii Shinavatry. Na czele PPP stanął 72 – letni Samak Sundaravej, który został premierem. Generał Sondhi Boonyaratkalin, który sprawował do tego czasu władzę nad krajem, zgodnie z wcześniejszą obietnicą, że gdy tylko uda się zaprowadzić porządek w kraju, odda władzę, musiał pogodzić się z takim stanem rzeczy. Zresztą sam Sundaravej oświadczał na wiecach, że głosując na niego wyborcy oddają głos na Shinavatrę, a ludność wiejska liczyła na powrót ogromnej pomocy dla prowincji, gdyż gospodarka podczas piętnastomiesięcznych rządów generałów znacznie podupadła. W ten oto sposób, armii nie udało się usunąć ostatecznie Shinawatry ze sceny politycznej, który w opinii wielu rządzi krajem z tylnego siedzenia, z Londynu.

Wotum nieufności, walka o świątynie i kulinarne show

Jednak rządy Sundaraveja nie trwały długo i również nie były wolne od kontrowersji. Już w czerwcu wobec jego gabinetu zostało wysunięte wotum nieufności, które na szczęście dla Sundaraveja została odrzucone większością głosów. To był dopiero początek prób usunięcia go od władzy. Miesiąc później Sąd Konstytucyjny orzekł, że jeden z ministrów (Noppadom Pattama) złamał konstytucję podpisując bez zgody parlamentu porozumienie z Kambodżą. Sprawa może nie przyciągnęła w takim stopniu uwagi opinii publicznej, gdyby nie fakt, że dotyczyła świątyni Preah Vihear, o którą Tajlandia już od lat toczy spór z Kambodżą, a Pattama poparł właśnie Kambodżę w staraniach o wpisanie zabytku na Listę światowego dziedzictwa Narodowego UNESCO (Który w tym samym dniu znalazł się na liście). Oficjalnie hinduistyczna świątynia i okoliczne tereny, które wchodziły w skład Imperium Khmerskiego, znajdują się na terenie Kambodży, z czym Tajowie nie mogą się pogodzić.

Antyrządowe manifestacje narastały i protestujący pojawili się również na ulicach Bangkoku. Doszło do starć z policją, w których rannych zostało kilkadziesiąt osób. Manifestanci chcieli wymierzyć sprawiedliwość sami, wdzierając się do budynku policji, a cztery dni później zajmując również kluczowe ministerstwa i drogi w Bangkoku. Do protestujących dołączyli również kolejarze, którzy wstrzymali w 30% ruch pociągów. Premier Sundaravej oświadczył, że nie użyje wobec protestujących przemocy, jednocześnie wprowadzając stan wyjątkowy (co umożliwiało w nagłej sytuacji interwencję wojskową). W międzyczasie w grze pojawił się po raz drugi Trybunał Konstytucyjny, który oskarżył tym razem samego Sundaraveja o złamanie konstytucji. Poszło o to, że Sundaravej już po zaprzysiężeniu na premiera, brał udział w komercyjnym show kulinarnym jednej z prywatnych stacji telewizyjnych. W Tajlandii konstytucja zakazuje premierowi uzyskiwania dodatkowych dochodów ze źródeł prywatnych. Sundaravej nie miał wyjścia i 9 grudnia podał się do dymisji. Jego obowiązki przejął Somchat Wongsawat, minister edukacji w rządzie poprzednika i wiceprzewodniczący Partii Władzy Ludu (PPP).

Nowy premier i nowa fala protestów

Przez 8 dni Wongsawat pełnił obowiązki premiera oczekując na wybory. Nie było trudne do przewidzenia, że PPP właśnie jego wystawi jako kandydata. Nie obyło się bez małych zgrzytów wewnątrz partii. Jedna z frakcji sprzeciwiła się jego kandydaturze, jednak nie wpłynęło to na wynik głosowania i Wongsawat 17 września mógł objąć oficjalnie funkcję premiera.

Po przejęciu urzędu przez nowego premiera manifestacje wzmogły się. Nie bez znaczenia był fakt, że Wongsawat jest szwagrem obalonego w 2006 Thaksina Shinawatry i uważany jest za marionetkę w jego rękach. Shinawatra triumfował po raz kolejny, a liczba protestujących stale rosła. Wongsawat został oskarżony o korupcję i złamanie konstytucji (Tajska konstytucja zabrania posiadania udziałów w firmach prowadzących interesy z przedsiębiorstwami należącymi do państwa, a Wongsawat posiada udziały w firmie telekomunikacyjnej, która współpracuje z państwowym zakładem telekomunikacyjnym), do tego doszły oskarżenia korupcyjne jeszcze z 2000 roku (gdy był pracownikiem Ministerstwa Sprawiedliwości w niejasnych transakcjach sprzedawał grunty). Premier niespecjalnie przejął się całą sytuacją, oświadczając że nie ustąpi z urzędu. Wskutek zajęcia przez przeciwników budynku ministerstwa postanowił przenieść urząd w pobliże lotniska Don Muang (obsługującego głównie lokalne loty).

Rozwścieczony tłum manifestantów z Ludowego Sojuszu na rzecz Demokracji (PAD) nie widząc reakcji ze strony premiera, posunął się do najbardziej druzgocącego dla kraju kroku. 25 listopada ubrani na żółto (kolor monarchii) pojawili się na lotnisku Suvarnabhumi paraliżując jedno z największych i najważniejszych lotnisk Azji. W terminalach utknęły dziesiątki tysięcy turystów próbujących wydostać się z kraju, natomiast PAD oświadczył, że opuści lotnisko dopiero, gdy Wongsawat wraz ze swoim rządem poda się do dymisji. Ten z kolei oświadczył, że jest gotów negocjować, lecz członkowie PAD wyśmiali go, zapowiadając dalsze akcje. Co ciekawe, protestujący nie obawiają się nawet wkroczenia do akcji policji, gdyż jak wypowiadał się lider PAD Chamlong Srimuang, nie ma tylu więzień, aby ich zamknąć. Sytuacja jest patowa. Zarówno strona rządowa jak i protestujący nie mają zamiaru ustąpić. A biorąc pod uwagę, iż zwolennicy rządu (UDD – United Front of Democracy against Dictatorship – Zjednoczenie Demokratyczne przeciwko Dyktaturze [tłumaczenie własne]) przygotowują dużą kontrmanifestację, miejmy nadzieję, że cały spór uda rozwiązać się w pokojowy sposób.


28 listopada mieliśmy rozpocząć kilkumiesięczną podróż po Indochinach. Wskutek zamknięcia lotniska w Suvarnabhumi w Bangkoku, nasz lot został odwołany. Jeśli sytuacja nie pogorszy się, 9 grudnia wylądujemy na wyspie Phuket w Tajlandii, skąd lądem będziemy próbowali przedostać się w głąb kraju. Na chwilę obecną sytuacja poza punktami zapalnymi (kancelaria premiera i lotniska Suvarnabhumi i Don Muang) jest normalna. Z informacji od Tajów, z którymi mamy na bieżąco kontakt, wynika że codzienne życie toczy się swoim torem, w głównej dzielnicy Bangkoku Khao San Road jak zwykle odbywają się imprezy, a ludzie w żaden sposób nie odczuwają napięcia.

Relacje z wyprawy po Indochinach będzie można przeczytać na naszym serwisie, jak również na blogu wackyard.blogspot.com

Paweł Olszański
Współpraca: Urszula Pogorzelska

Najnowsze z kategorii

śledzik


ocena użytkowników
rankingrankingrankingrankingrankingranking
średnia: 5.8
Komentarz użytkownika

Aldona
1 grudzień 2008 (08:57)

widzę, że Państwo merytorycznie...

do wyjazdu jest przygotowane. Bardzo dobre streszczenie, tego co się dzieje w Indochinach. Wyjeżdżałam stamtąd, gdy zaczynały się zamieszki, choć rwały one już trochę. Ale tak w sumie to bezpieczny kraj.

Polecane tematy

Wiezienie nr S-21 - Kambodża

Phnom Penh (PAP/AFP,AP) - Czterdziestu lat więzienia zażądał w środę międzynarodowy prokurator William Smith dla byłego członka reżimu Czerwonych Khmerów Kainga Gueka Eava.... Przeczytaj więcej

Kalkuta - radosne miasto

Jadąc do Kalkuty można być pełnym obaw. Nie raz nie dwa słyszało się opinie typu „kto nie był w Kalkucie, nie był w Indiach”, że choćby nie wiadomo, jak wiele widział,... Przeczytaj więcej

Nie przełom, ale krok do przodu - Tusk w Katyniu

Czy to już koniec napiętych stosunków polsko-rosyjskich? Władimir Putin zaprosił premiera Donalda Tuska do Katynia na obchody 70. rocznicy mordu polskich oficerów. Na kwiecień... Przeczytaj więcej

MojeOpinie.pl na Facebooku
O nas · Polityka prywatności · Regulamin serwisu · Redakcja · Reklama · Kontakt
Copyright © 2007-2009 mojeopinie.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.